środa, 28 stycznia 2015

Malibu, czyli krem z filtrem SPF 30

Pamiętacie o kremach z filtrami także podczas zimy? To bardzo ważny krok w codziennej pielęgnacji, ale przede wszystkim główna ochrona przed zmarszczkami powstałymi na skutek fotostarzenia skóry. Nawilżanie to nie wszystko! Warto również zauważyć, że jednym szkodliwym działaniem promieni słonecznych (najbardziej niebezpieczne to UVA) nie jest fotostarzenie. Skutki nadmiernego działania słońca mogą być dużo poważniejsze np. predysponują do powstawania nowotworów skóry. 


Kremów z filtrami przetestowałam całkiem sporo, ale póki co zatrzymałam się na produkcie smakowitej firmy - Malibu. Krem dorwałam będąc w Anglii na przecenie, postanowiłam więc spróbować. Uwierzcie mi, że lato 2014 porządnie dało mi w kość - temperatury w UK były bezlitosne i chyba nikt się takich nie spodziewał. Ciężko znoszę takie klimaty, więc nie dość, że moje samopoczucie było kiepskie to jeszcze skóra wystawiona na upał wołała o pomoc. Krem z wysokim filtrem okazał się niezbędny (nie wystarczyło już SPF10 w kremie do stosowania w "deszczowej i pochmurnej Anglii"). Produkt zamknięty jest w zgrabnej, 40ml buteleczce, a jego zapach do złudzenia przypomina mój ulubiony kokosowy drink, czyli malibu. Chroni on zarówno przed promieniam UVA oraz UVB, a naturalnym filtrem w jego składzie jest dwutlenek tytanu (bieli skórę, by odbić światło). Na szczęście po zastosowaniu kremu moja cera wyglądała normalnie, a nie jak mąka. Nie została także uczulona ani zapchana.


Konsystencja kosmetyku jest dość lejąca, ale mały otworek w buteleczce znacznie ułatwia sprawę. Oczywiście należy pamiętać, że takiego specyfiku nie należy sobie żałować. Dla porządnej ochrony należy nałożyć dość sporą warstwę kremu z filtrem - inaczej może on wcale nie zadziałać. Kosmetyk malibu stosowałam niejednokrotnie pod makijaż i nie wpływał on na jego jakość oraz utrzymywanie. Z początku zrzucałam na krem okropne świecenie się mojej cery - potem jednak zrozumiałam, że jest to skutek wysokiej temperatury i pocenia skóry. Nie mniej jednak kosmetyk ochronił mnie w 100% i wróciłam bladziutka! Uwierzcie mi, że jestem mu za to bardzo wdzięczna. Po każdej wycieczce w UK (a w ciągu 2 miesięcy było ich całkiem dużo) bałam się, że wrócę ze spalonym nosem i polikami, ale coś takiego nigdy nie miało miejsca. Mimo, że kosmetyk ma taki sobie skład i jest naładowanymi wszechobecnymi parabenami, których wszyscy się boją, to mogę go szczerze polecić. Cena regularna ze strony producenta to 2,49 GBP. Kosmetyki malibu możecie dorwać właśnie tam, bądź na ebay.

Dodam jeszcze, że produkt ten całkiem długo się wchłania. Konieczna zatem jest chwila cierpliwości, ale chyba warto poczekać :) Dla przypomienia wrzucam Wam osławione w internecie zdjęcie, które obrazuje negatywne działanie promieni słonecznych na przykładzie kierowcy ciężarówki. Chyba nie muszę tłumaczyć co, jak i dlaczego. Niech to zdjęcie zapadnie Wam w pamięc i motywuje do codziennego stosowania kremów z filtrem! :)


Buziaki,
Ewu ;)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Melon i gruszka, czyli żel pod prysznic z drobinkami olejku Isana

Relaksujące kąpiele lubi chyba każda z Nas. Niestety nie zawsze mamy czas, aby spędzić dłuższą chwilę wylegując się w wannie oraz aby nawilżać skórę przeróżnymi kosmetykami po wyjściu z wody. Dzisiaj przedstawię Wam produkt, który wydaje się być pomocny w tej kwestii.. :) 


Żel zamknięty jest w 300ml miękkiej, przezroczystej butelce. Koszt tego produktu to około 3-4 zł, ale często bywają promocje. Wybór zapachów jest na prawdę ogromny - ja za każdym razem mam kłopot by się zdecydować. No, ale padło (już po raz drugi) na wersję z olejkiem o zapachu melona i gruszki. Może ten aromat średnio wpasowuje się w obecną pogodę za oknem (dzisiaj Łódź zasypało śniegiem :)), ale już niejednokrotnie pisałam, że nie utożsamiam zapachów kosmetyków oraz perfum z porą roku. Melon i gruszka są w moim odczuciu bardzo przyjemne, orzeźwiające i wcale nie chemiczne - za to lubię firmę Isana. Produkt dobrze się pieni (ja zawsze używam gąbki - kwiat), a piana którą tworzy jest nieco inna niż w przypadku tradycyjnych żeli. Sprawia wrażenie bardziej miękkiej, tłustej, "zbitej", co osobiście uważam za znacznie lepsze! Z pewnością wpływ na to ma olejek zawarty w składzie. Działanie jest jak najbardziej okej. Żel dobrze myje skórę, odświeża, nie podrażnia, a zarazem nie pozostawia uczucia suchości. Nie raz po użyciu produktu Isana odpuściłam sobie balsamowania ciała i problemu nie było. W przypadku wielu innych kosmetyków pod prysznic moja skóra aż woła o nawilżenie. Cieszę się, że w tym przypadku tak nie jest. Jak widzicie jest to produkt i dla leniwych i dla zabieganych :) Ponad to dodam, że jego wydajność jest na prawdę świetna! Bardzo, bardzo polecam Wam przetestować te tanie i dobre żele - o ile jeszcze ktoś ich nie miał :)

PS - oczywiście muszę dodać, że moja skóra na ciele nie jest sucha. Jedynie na nogach mam niewielkie kłopoty na skutek depilacji. Stąd też produkt Isana jest dla mnie często wystarczający i nie muszę dodatkowo nawilżać ciała. Z pewnością nie sprawdzi się on u osób z większymi kłopotami odnośnie suchości skóry.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Tocopheryl Acetate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Disodium EDTA, Benzophenone-4, PEG-40 Hydrogenated Castol Oil, Mannitol, Cellulose, Hydroxypropyl Methylcellulose, Sodium Chloride, Ethylhexylglycerin, Parfum, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Citric ACID, CI 15985, CI 77492.

Buziaki,
Ewu ;)

sobota, 24 stycznia 2015

Trio do pielęgnacji twarzy - krem, peeling, maseczka od BeBeauty

Trio z Biedry do pielęgnacji twarzy chyba nie jest zbyt osławione w blogosferze. A ja zupełnie nie rozumiem dlaczego :) Zestaw dostałam w ramach upominku urodzinowego, także kosmetyków używam już prawie 2 miesiące i czas najwyższy coś na ich temat powiedzieć.


W skład zestawu wchodzą: krem nawilżający Aqua Refresh 24h na dzień i na noc, który zawiera aloes oraz ekstrakt z alg. Jego pojemność to 50ml, ale niestety jest mało wydajny ; peeling drobnoziarnisty oczyszczająco-wygładzający z wyciągiem z płatków róży i minerałami morskimi o pojemności 30ml ; oraz maseczka nawilżająca głęboko regenerująca z witaminami A,E,F,B6 oraz aloesem. Jej pojemność to także 30 ml.


*Krem zamknięty jest w solidnym, ciężkim, szklanym słoiczku, ma delikatne błękitne zabarwienie, jest lekki i nadaje się zarówno pod makijaż jak i na noc. Rano po prostu nakładam go mniej, a wieczorem wcale nie oszczędzam :) Kosmetyk pięknie, choć dość intensywnie, kwiatowo pachnie. Mi akurat to nie przeszkadza. Jestem bardzo zadowolona z tego kremu, ponieważ faktycznie mocno nawilża moją skórę, która sprawia wrażenie zdrowszej, a jednocześnie jest bardziej jędrna i miła w dotyku. Myślę, że dużą zasługę mają tu algi, które na moją cerę działają po prostu rewelacyjnie. . Tak jak wpsominałam wcześniej - używam go i na dzień i na noc wg zaleceń producenta. 

*Maseczka ma bardziej tłustą, białą konsystencję. Nakładam ją mniej więcej co 3-4 dni grubą warstwą, ale nie trzymam się zaleceń producenta i zmywam produkt po około 20 minutach letnią wodą (na opakowaniu znajdziecie informacje, aby nadmiar maski zetrzeć wacikiem - raz tak zrobiłam, ale do szału doprowadzała mnie tłusta, klejąca warstwa na twarzy). Uważam, że jest to najgorszy kosmetyk z całego trio, ale wcale nie zły. Komfort używania tej maseczki jest bardzo duży - nie musimy co chwile otwierać nowej saszetki, która starcza na 2-3 razy albo też bawić się w rozrabianie alg, czy glinek. Produkt mamy na gotowo i dla lenichów jest to świetne rozwiązanie. Fakt faktem - maska nawilża, ale mam wrażenię, że krem z tej serii nałożony grubą warstwą na 20 minut zadziałałby podobnie. Oczywiście bardzo ładnie pachnie, jak cała ta seria. Nieco bardziej lekko i świeżo w porównaniu z kremem.

*Peeling to mój faworyt z tej grupy! W błękitnym żelu zanużone są drobne, choć całkiem ostre, turkusowe drobinki. Raczej nie zrobicie sobie tym produktem krzywdy - używany na mokro działa bardzo dobrze mimo, że nie czuć mocnego zdzierania. Efekty są świetne - gładziutka, odświeżona, orzeźwiona cera. Miła w dotyku, napięta, niezbyt zaczerwieniona. Również ten kosmetyk pachnie super, chyba najładniej z całej linii - delikatnie, trochę świeżo, trochę różano. Jedyne do czego mogę się czepić to lejąca konsystencja - kosmetyk ten stoi na zakrętce, więc cała zawartość spływa w jej kierunku i zaraz po otwarciu musicie uważać, aby nie pobrudzić siebie i łazienki :) Kwestia przyzwyczajenia. Efekt gładkiej buzi utrzymuje się u mnie dłużej niż w przypadku peelingów Joanny, to lubię! :)

Żaden z produktów mnie nie zapchał, ani nie uczulił. Składy jak możecie się domyślać nie są interesujące. Nie będę ich nawet przepisywać, bo to jakaś niekończąca się historia... No, zależy kto co lubi. U mnie niestety nie zawsze sprawdzają się produktu naturalne. Nie mniej jednak z zestawu jestem bardzo zadowolona. Nigdy nie widziałam go w Biedronce, więc pewnie nie pojawia się zbyt często. Jedyna informacja jaką znalazłam to cena - 12,99 zł. 

Pozdrawiam,
Ewu ;)