piątek, 21 października 2016

Projekt denko - październik '16

Witajcie :) Przygotowałam na dzisiaj projekt denko w aranżacji świec ledowych, które podbiły moje serce i są bezwzględnym ulubieńcem ostatnich tygodni! Ale o tym może przy okazji innego posta. Zapraszam zatem do poczytania krótkich opinii o moich zdenkowanych kosmetykach!


Na kanale SZUSZ usłyszałam o bawełnianych chusteczkach dla dzieci TAMI, które z powodzeniem można wykorzystać jako jednorazowe ręczniki do twarzy. Aktualnie zużywam już 3 opakowanie i powiem krótko: nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tych chusteczek! Są przyjemne w dotyku, nie podrażniają skóry, dobrze ją osuszają oraz nie rwą się. Za cenę około 5 zł polecam z całego serca!
Kolejny pustak to żel do mycia twarzy z BeBeauty, któremu jestem wierna od lat - tutaj dokładniejsza recenzja.


W kwestii dezodorantów i zapachów byłam ostatnio bardzo zmienna.. moja skóra nie na wszystko reagowała dobrze. Produkt Garnier mineral sprawdził się okej, ale tylko przez pierwszych kilka tygodni. Później skóra przyzwyczaiła się do niego i niestety dezodorant przestał mnie chronić. Wtedy z pomocą wyszedł preparat FA o przepięknym zapachu Mystick Moments. Sprawdził mi się bardzo dobrze i myślę, że częściej będę sięgać po kosmetyki tej marki.


Wracając do tematu twarzy zużyłam serum Marion Golden Skin Care z kwasem hialuronowym. Jest ono całkiem ok, aczkolwiek niedawno używałam dwóch serów z GlySkinCare (z witaminą C - klik klik oraz z kwasem hialuronowym - klik klik) i niestety dzisiejszy zdenkowany nie dorasta im do pięt. Nawilżenie na małym poziomie, bardziej doznałam uczucia wygładzonej skóry jak po zastosowaniu bazy silikonowej. Kolejny kosmetyk, który udało mi się zużyć to świetny krem z filtrem SPF 30 GlySkinCare. Starczył mi na bardzo długo i również dobrze działał. Idealnie chronił moją skórę przed promieniami słońca. Tutaj recenzja - klik klik. I po raz kolejny pojawia się firma GSC - tym razem arganowy krem pod oczy. To niezwykle treściwy produkt, który dobrze zadbał o delikatną skórę powiek oraz skórę pod oczami (klik klik). Polecam!


Ostatnie zdenkowane trio otwiera dwufazowa odżywka w sprayu Schwarzkopf GlissKur z 8 olejkami. To mój absolutny hit! Nawilża, ujarzmia, ułatwia rozczesywanie, a przy tym nie obciąża i pięknie pachnie. Zapraszam do recenzji - klik klik. Zużywanie kolorówki idzie mi baaardzo marnie, ale coś tam udało się wykończyć. Korektor Bourjois Healthy Mix zakupiłam, ponieważ podkład z tej serii zrobił na mnie rewelacyjne wrażenie. Niestety korektor niezbyt przypadł mi do gustu i nie kupię go ponownie. Nie pasował mi również jego aplikator - dużo bardziej wolę te zakończone gąbeczką, a nie wyciskane, choć wiem, że to bardziej higieniczna opcja. A teraz potwierdzenie tego, że nie należy zrażać się do danej firmy po jednym nieudanym produkcie. Bourjois zachwyciło mnie swoim CC creamem! Jest to zdecydowanie produkt godny uwagi. Niedrogi, bardzo wydajny, wyrównujący koloryt cery oraz długotrwały. Przetestowałam ten kosmetyk w największe upały i dał radę. Jego wykończenie jest tak subtelne, że w zasadzie nie widać go na skórze, ale za to sprawia, że wygląda ona dużo lepiej. Z pewnością powrócę do niego wiosną i latem :)

Buziaki,
Ewu ;)

poniedziałek, 17 października 2016

Zakupy: Rossmann -49% oraz Inlot -20%

Ogromne promocje już za nami :) Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie poszła do Rossmanna oraz Inglota. W pierwszym ze sklepów obowiązywała słynna promocja -49% natomiast w drugim -20% z kuponem rabatowym dostępnym w gazecie Grazia. Oto moje łupy:


Zawsze używałam carmexu w sztyfcie, a więc w końcu przyszła pora na ten w słoiczku. Działa podobnie, ale jednak jest mało praktyczny pod względem opakowania. Konturówek i szminek mam aż za wiele, ale nie mogłam oprzeć się Lip Define Pencil od Wibo w kolorze 2. Jest to przepiękny dzienny brudny róż, o całkiem niezłej trwałości :)


Firmę Manhattan bardzo lubię i powoli testuję jej asortyment. Tusz go4big skusił mnie swoją szczoteczką, natomiast dopiero w domu zauważyłam, że jest on wodoodporny, co już nie bardzo przypadło mi do gustu.. Kolejny produkt to korektor do brwi od Wibo. Jestem w fazie testów, także za jakiś czas dam znać jak mi się sprawdza :)


Na promocji na twarz, która interesowała mnie najbardziej, niestety nie poszalałam... Większość jasnych odcieni wyprzedała się w tempie expresowym. Zatem skusiłam się na podkład Rimmel Match Perfection, puder Manhattan perfect teint oraz korektor Loreal perfect match. Wszystkie produkty od razu zaczęłam namiętnie używać i dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona! Pierwsze wrażenie na meeeega plus, oby tak zostało na dłużej :)


No i czas na Inglota. Tutaj postawiłam na mój absolutny KWC, czyli pomadę do brwi w kolorze 12. Poprzednią mam ponad 10 miesięcy i nadal jej nie wykończyłam, choć już delikatnie naprawiłam jej konsystencję duralinem. :) Jednakże przy promocji -20% nie mogłam się oprzeć i zakupiłam kolejne opakowanie na zapas. Postanowiłam również zainwestować w wychwalaną kredkę cielistą na linię wodną 05 i powiem Wam - jest szał! Nigdy żaden produkt nie trzymał się na mojej linii wodnej tyle czasu! :) Czekajcie na recenzje.

Dajcie znać co upolowałyście na ostatnich promocjach :)

Ewu ;)


niedziela, 16 października 2016

Mama's - recenzja kremu do pielęgnacji biustu oraz kremu na zmęczone i opuchnięte nogi

Chociaż nie jestem jeszcze mamą to niekiedy produkty z serii "ciążowych" sprawdzają się równie dobrze u ciężarnych jak i u kobiet nie będących w ciąży. Dzisiaj śpieszę z recenzją dwóch kosmetyków, które może stosować każda z Was! Zapraszam do czytania.


Produkty z serii Mama's są pozbawione barwników, zapachu oraz parabenów, co osobiście uważam za plus. Im mniej chemii, tym lepiej :) Moim faworytem stał się zdecydowanie krem do stop. Uwierzcie mi, że nałożenie tego preparatu po całym dniu bieganiny to prawdziwa przyjemność! Kosmetyk ten zawiera w sobie mentol, który przyjemnie chłodzi, orzeźwia, a jednocześnie odpowiada za uczucie wypoczętych, lekkich stóp. Na szczęście jego zapach nie jest mocny, więc nie drażni w nozdrza :) Produkt ten posiada w swoim składzie także substancje nawilżające (m.in. PCA), które świetnie dbają o kondycję skóry na stopach. Konsystencja kremu jest nieco lejąca, ale jednocześnie nie potrzeba go zbyt wiele, na posmarowanie całej okolicy stóp. W związku z tym 100ml tubka starczy mi na na prawdę dłuuugi czas :) Dodam jeszcze, że produkt błyskawicznie się wchłania.

Kolejnym kosmetykiem, którym będzie dzisiaj mowa jest krem do pielęgnacji biustu. Ma on za zadanie nawilżać, stymulować produkcję kolagenu oraz zapobiegać wiotczeniu delikatnej skóry w okolicy piersi. Uwielbiam testować produkty do biustu, gdyż sama posiadam w jego obszarze problematyczne rozstępy. Mam więc złe skłonności i muszę szczególnie dbać o swoje piersi. Krem z serii Mama's faktycznie przyjemnie nawilża skórę, a zarazem szybko się wchłania. Nie zauważyłam natomiast większego napięcia tej okolicy, ale być może dlatego, że moje piersi póki co tego nie potrzebują (u kobiet w ciąży sytuacja wygląda nieco inaczej ;)). Nie mniej jednak lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego wierzę, że ten kosmetyk pozwoli mi jak najdłużej utrzymać jędrny biust :) Tak jak poprzednik, tak i ten krem jest bardzo wydajny, a więc tubka 125ml posłuży mi również kilka miesięcy :) Zaznaczę też, iż ja stosuję ten produkt raz dziennie, bo więcej po prostu nie potrzebuję.

Produkty testuję dzięki www.mamas.com.pl



Ewu ;)

poniedziałek, 26 września 2016

Balea, more blond - szampon i odżywka

Od prawie roku noszę na swojej głowie ombre w związku z czym włosy od góry są ciemne, wpadające w brąz, a końcówki mocno rozjaśnione. I to właśnie o pielęgnacji włosów rozjaśnianych opowiem dzisiaj nieco więcej przy okazji recenzji produktów More Blond od Balea.


Kosmetyki te nabyłam w Chorwacji w drogerii DM. Kosztowały niewiele, aczkolwiek dokładnych cen nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Żółte opakowania produktów od razu przykuwają wzrok, szczególnie blondynek :) Szampon ma pojemność 250ml natomiast odżywka 200ml. Kosmetyki te dość specyficznie pachną.. Nie brzydko, aczkolwiek w porównaniu z innymi szamponami i odżywkami dostępnymi na rynku to wypadają dość słabo..


Kosmetyki z serii More Blond posiadają lejące, żółtawo-złote konsystencje. Pomimo niewielkich otworów do dozowania produktów i tak czasem wylatuje ich zbyt wiele. Oczywiście jak już się o tym przekonamy to na drugi raz będziemy bardziej uważne przy wylewaniu szamponu i odżywki na dłoń :)

SZAMPON BALEA MORE BLOND


Szampon ma nieco , a zbardziej lejącą konsystencję niż odżywka, a zarazem jego kolor jest bardziej przejrzysty (posiada mniej żółtego zabarwienia). Produkt bardzo fajnie oczyszcza włosy, nie plącze ich, ani nie przesusza. Nie zauważyłam też, aby ten kosmetyk źle wpływał na skórę głowy. Świeżość włosów po jego zastosowaniu utrzymuje się w stanie dobrym 2-3 dni, czyli jak dla mnie standardowo :)

ODŻYWKA BALEA MORE  BLOND


Nieco gęstsza konsystencja odżywki i tak wypada dość "słabo". Nie uważam tego za duży minus, ale faktycznie odżywki bardziej zbite lepiej trzymają się włosów. Nie mniej jednak z tego produktu jestem równie zadowolona, ponieważ robi to co ma robić. Ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, nadaje połysk, ale także... pięknie wybija żołty odcień blondu.

I tutaj podsumuję działanie oby dwu tych produktów, ponieważ zawsze stosuję je razem (mniej więcej co 3 mycie, w pozostałych przypadkach używam szamponu do włosów farbowanych oraz odżywki z granatem od Alterry). Pierwszy raz serii More Blond użyłam na wakacjach w Chorwacji i oniemiałam. Włosy wyglądały przepięknie! Były gładkie, lśniące oraz miłe w dotyku. Ponad to moje ombre końcówki zrobił się dużo bardziej jaśniejsze i nabrały zimnego odcienia. Pare osób zapytało mnie, czy farbowałam włosy! A to wskazuje na na prawdę fajne działanie serii Balea. Mam nadzieje, że produkty posłużą mi jeszcze kilka tygodni i z pewnością chciałabym kupić kolejne opakowania :)


Pozdrawiam,
Ewu ;)