piątek, 30 grudnia 2011

Rozdanie z okazji setnej notki :)

Cześć, kochani! Dzisiaj piszę do Was już po raz 100 :) Nie mogę uwierzyć, jak to szybko zleciało. Pamiętam moje pierwsze kroki na blogspocie i obawę, że nikt nie zechce mnie czytać. Dzisiaj jest Was ponad 150! Dziękuję za każdego nowego obserwatora, każdy komentarz. Dajecie mi motywację do tego, by nie rezygnować z pisania tutaj.

Z tej okazji, jak i z okazji wkroczenia w Nowy Rok, chciałabym ogłosić dla Was małe rozdanie. Jest ono skromne, ale mam nadzieje, że nagrody przypadną Wam do gustu:


1. Rozświetlające serum do twarzy Avon Planet Spa
2. Lakier Safari, nr 34.
3. Pękacz Butterfly (kolor czarny)
4. Dwa cienie inglot (465 i 502)
5. Podkład Bare Minerals w odcieniu tan
6. Błyszczyk claire's (pachnący)
7. Paletka smoky eyes (for blue eyes) Miss Sporty (wszystkie cienie poza najjaśniejszym były raz swatchowane, najjaśniejszego użyłam kilka razy, jednak cała paletka jest dla mnie za ciemna i leży nieużywana)

Zasady rozdania:
 -Musi zgłosić się co najmniej 30 osób
-wysyłam tylko na teren Polski
-rozdanie trwa od dzisiaj 30.12.2011 do 6.01.2012 - czyli okrągły tydzień
-zwycięzca jest tylko jeden, wbiorę go na drodze losowania


Co należy zrobić, aby wziąć udział:
- Musisz być publicznym obserwatorem bloga Kosmetomania,
-Musisz napisać komentarz pod tym postem, w którym podasz swój nick oraz adres e-mail,

Aby zwiększyć swoje szanse:
-dodaj mnie do blogrolla (w komentarzu podaj link do swojego bloga),
-napisz notkę o moim rozdaniu, umieszczając zdjęcie nagród i odnościk do tej notki,
-umieść informację o rozdaniu w pasku bocznym na swojej stronie.

Zgłaszać można się tylko pod tym postem.

Buziaki!
po raz 100.. wasza Ewu ;)

wtorek, 27 grudnia 2011

Pierwsza współpraca bloga "Kosmetomania" :)

Pomimo, że mój humor aktualnie jest na najniższym z możliwych poziomów to patrząc na paczuszkę jaką dzisiaj dostałam uśmiecham się. Kilka dni temu podjęłam współpracę z portalem Uroda i Zdrowie.



Na moje szczęście pani Małgorzata jest z tego samego miasta i dzisiaj spotkałyśmy się, abym mogła odebrać swoje kosmetyki. Wybrałam peeling AA oraz krem dr Ireny Eris, jednak do torby dorzucone miałam gratisy. Spodziewałam się próbek, a tu oczy mi wyszły! Dostałam jeszcze 3 pełnowymariowe produkty oraz maseczkę :) Zabieram się za testowanie!


Ewu ;)

niedziela, 25 grudnia 2011

Prezenty gwiazdkowo-imieninowe.

Witam, moje kochane :) Jak tam Wasza wigilia? Mam nadzieje, że spędziłyście ją tak miło jak ja oraz, że Mikołaj postarał się z prezentami! Ja jestem bardzo zadowolona z całego wczorajszego wieczoru. Świętowałam także swoje imieniny, o których na dobrą sprawę nigdy nie pamiętam i liczy się tylko gwiazdka. Dostałam więc podwójną dawkę prezentów, oto one:

1. Przedświąteczny prezent od mojego mężczyzny - pierścionek.
Jest idealnie trafiony w mój gust :)



2. Zestaw do kąpieli w etui: myjka, myja-peeling, pumeks oraz podwójna szczoteczka, turban z którym właśnie siedzę na głowie i od razu mogę powiedzieć, że jest genialny! Do tego żel do kąpieli [mmm, jaki zapach!] zamknięty w małym serduszku, perełki do kąpieli rówież w kształcie serc oraz gąbka Donegal, którą już wypróbowałam :)


3. 3 pary rajstop oraz 4 pary prześlicznych majtek :)


4. Bronzer Sun Club Essence, dwa lakiery essence oraz lakier My Secret.
Tata mnie zaskoczył swoim trafnym wyborem co do paletki trzech cieni z Avon. Dzisiaj wykonałam nimi makijaż, jestem zachwcona, ale niestety fotki nie wychodzą, więc nie mogę pochwalić się efektem.

5. Dwie pary kapci - jedne wciągane za kostke, czyli idealne wyjście dla mnie, a drugie niczym buciki ksieżniczki - cieplutkie i bardzo, bardzo wygodne!


6. Znajomi zaskoczyli mnie dwoma ślicznymi upominkami: aniołekiem oraz bransoletką.


7. Pierścionek od taty, który wybrałam sobie jakiś czas temu :)


8. Sukienka-golf oraz bluzeczka :)


9. Pasek w kwiatem oraz kalendarz z psami na 2012 rok.


10. W tym roku obchodziliśmy też wigilię klasową. Na moje szczęście wylosowała mnie bliska koleżanka, więc razem pojechałśmy do galerii, żebym wbrała sobie prezenty: dwie szminki Essence oraz puder do włosów got2be. Ponad to dostałam przepiękny list od mojej najlepszej przyjaciółki - mogłabym czytać go codziennie i za każdym razem wzruszać się na nowo! Za chwile wygląduje w pamiętniku, żebym mogła
go znaleźć za kilka lat :)



Zapomniałam pokazać Wam podgrzewaczy o zapachu pomarańczy, które umilają mi dzisiejsze popołudnie :)
Jak widzicie jestem prawdziwą farciarą :) Mam nadzieje, że wasze prezenty są równie udane!

Buziaki,
Ewu ;)

środa, 21 grudnia 2011

Na ratunek suchym włosom.

Niestety swoje włosy często narażałam na sporo niekorzystnch warunków i nie wiedziałam jak porządnie o nie zadbać. Zaczęło się od farbowania - z mojego naturalnego blondu na kasztan, a potem rozjaśnianie. Kiedy poszłam do fryzjera jakos we wrześniu (jeśli któraś z Was jest z Łodzi to podam adres salonu - genialna obsługa :)) to pan powiedział "jeju, ale mamy suche włosy", a ja porządnie sobie te słowa wzięłam do serca. Nie bardzo wiedziałam jakie szampony/odżywki byłyby dla mnie najlepsze, więc pod wpływem chwili kupiłam w Rossmannie takie oto duo:



Szampon i balsam z apteczki babuni (Joanna) do włosów suchych i zniszczonych. Nie nastawiałam się na nic szczególnego głownie dlatego, że oby dwa produkty kosztowały około 6zł.




Dozowniki w sam raz - nie wylewa się z nich za dużo produktu.



Dla zainteresowanych skład:

Balsam:


Szampon:


Moja opinia:
Jestem bardzo mile zaskoczona tym duetem! Po pierwsze zapach - bardzo przyjemny, pokochałam go od pierwszego użycia. Na włosach utrzymuje się niestety dość krótko. Kolejnym plusem jest wydajność. 300 ml szamponu starczyło mi na 2 miesiące, a w tym czasie zużyłam połowe z 200g balsamu (wychodzą więc dwie buteleczki szamponu na jedną buteleczkę balsamu). Działanie jak najbardziej zadowalające. Nie zapewniło mi oczywiście 100% takiego nawilżenia jakie powinno być, ale 90% na pewno. Moje pasma od ucha w dół były na prawdę przesuszone, twarde, tempe, a teraz? Miłe w dotyku, lejące. Jeśli chodzi o sprawę indywidualną:
1. szaponu - dobrze się pieni, dobrze oczyszcza i nie obciąża włosów. Niewielka ilość wystarczy na umycie całej głowy (ja mam dość długie włosy).
2. balsamu - używamy go bez spłukiwania. Radzę uważać tzn. nie nakładać go u samej nasady, bo włosy będą wyglądały na przetłuszczone. Jednak od wysokości ucha w dół możemy śmiało wysmarować nasze pasma :) Oczywiście nie są one obciążone.
Gorąco polecam!


A teraz lecę douczać się na jutrzejszą teorię na prawko oraz szykować na dzisiejszą wieczorną i przy okazji ostatnią wigilię klasową w moim liceum.

Buziaki!
Ewu ;)

niedziela, 18 grudnia 2011

Deep liner Joko, Virtual - recenzja.

Makijaż bez czarnej kredki / linera to dla mnie nie makijaż. Uwielbiam mieć podkreślone oczy i bawić się kształtem rysowanej kreski. Kiedy pędzle do eyelinera w żelu wołają do mnie "umyj mnie", a ja nie mam ani chwili czasu, sięgam po mój kosmetyk awaryjny, czyli deep liner w kałamarzu z Joko.



Pędzelek dosyć cienki, ułatwia aplikację eyelinera oraz z łatwością możemy narysować i kreskę bardzo cienką i kreskę grubą. Dla mnie bomba!


Kolor nie zawodzi. Jest wraziście czarny, czyli dokładnie taki jaki chciałabym, aby był. Nie traci na barwie w ciągu dnia, jednak po około 6h można się spodziewać odbitej kreski na górnej powiece (głowie u posiadaczy powiek tłustych).


Produkt bardzo wydajny. Ponad to wraz z upływem czasu (chodzi mi o jego żywotność w opakowaniu) nie traci na jakości. Dla mnie to kosmetyk wiecznie żywy, bo mam go już na prawdę długi czas. Śmiało możemy zabarać go ze sobą  na imprezę, czy inne wyjście w celu dokonania jakichkolwiek poprawek. Nie wiem jak z ceną, ale myślę, że nie jest ona wyższa jak 20 zł. Serdecznie polecam każdemu!

A wy lubicie wyraźne podkreślenie oka? :)

Ewu ;)

czwartek, 15 grudnia 2011

Detangle Brush TUFT - alternatywa Tangle Teezer :)

 Cześć, piękne!
Od dawna chodziła za mną kochana przez wszystkich szczotka Tangle Teezer, jednak wydanie na nią powyżej 50 zł nieco mnie zniechęcało. Miłym zaskoczeniem było dla to, że w dniu 18stych urodzin dostałam coś, co nazwać można bratem (siostrą? :D) TT. Tak w moje ręce trafiła szczotka Detangle Brush TUFT.






Producent informuje, że jest to produkt, który zadba o nasze włosy, a mało tego - jest odpowiedni dla obu płci. + Trochę lektury z opakowania dla zainteresowanych:


Szczotka nie jest małych rozmiarów, ponieważ posiada rączkę, ułatwiającą trzymanie w dłoni. Ząbki, podobnie jak w przypadku TT, są różniej długości.

Nie miałam przyjemności korzystania z Tangle Teezer, jednak wydaje mi się, że TUFT zgarnąłby ode mnie więcej plusów.
Szczotka jest dość spora, jednak lekka, dlatego można śmiało wrzucić ją do torebki. Ochronki na ząbki brak (ta, która była w opakowaniu nie trzyma się w ogóle). Samo używanie jest proste i przyjemne. Myślę, że dużą zasługę ma w tym idealny uchwyt. Włosy rozczesuję bez problemu, a uwierzcie mi, że po rozjaśnianiu kołtuny potrafią zaskakiwać. TUFT radzi sobie z nimi idealnie, zupełnie nie ciągnie pasm i nie wyrywa ich!  Dla mnie to duży plus.
Moje inne szczotki po 1 dniu wyglądają jak małe blond sierściuchy!
Ponad to zuważyłam połysk na moich włosach, a to także zaleta :)
Jedyny minus jaki mogłabym przyznać to brak solidnej ochronki na ząbki.
Krótko mówiąc: jestem zachwycona i polecam każdemu, szczególnie osobom z problematycznymi włosami.

Szczotka kosztuje około 50 zł i możecie kupić ją m.in tu: www.fryzjerski-sklep.pl/


A Wy jakie szczotki lubicie? :)
Ewu ;)

piątek, 9 grudnia 2011

Z myślą o skórze + start z metodą OCM!

Czas zrobić coś dla skóry :)
Mam duże postanowienia, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie..
Oto i one:

*Po pierwsze sen. Porządnie wyspanie się do podstawa. W nocy komórki naszej skóry mają możliwość regeneracji. Brak snu może być powodem słabej koncentracji, rozdrażnienia, czy bólu głowy. Co prawda w klasie maturalnej trochę cieżko na wysypianie się, ale będę się starać.

*Duuużo wody. Nie lubię wody samej w sobie, ale po dodatniu cytryny da się to przeżyć. Będę twarda :)

*Owoce, owoce i jeszcze raz owoce! Są źródłem witamin A i C.

*Ponad to postaram się dostarczyć mojemu orgaznizmowi również witaminy D (mleko i inne produkty mleczne), choć w moim przypadku to normalka ;] oraz witaminy B7 (biotyna), którą znajdziemy w maśle orzechowym i jajkach.

*Nie wiem jak pójdzie mi z lipidami (oliwa z oliwek i ziarna)..

 *będę również robić sobie sałatki i koktajle owocowe. Znalazłam dużo ciekawych przepisów, więc muszę się tylko zmotywować i pójść do kuchni :)

*Negatywny skutek na naszą skórę wywiera stres. Ciężko u mnie z jego pokonaniem: matura, prawo jazdy, dom, sprawy osobiste, ponad do towarzysząca mi od roku bakteria Helicobacter Pylori. Być może łykanie magnezu przyniesie rezultaty? :)

*A teraz bohater całej notki, czyli metoda OCM.

Wczoraj przygotowałam swoją pierwszą mieszankę. Jej skład to:
* 20% olejku rycynowego,
* 40% oliwy z oliwek,
* 40% oliwki dla dzieci Hipp.

Moja mikstura znajduje się w buteleczce po mgiełce do włosów. Póki co używam małego ręcznika, ale chyba mimo wszystko konieczne będzie zakupienie szmatki muślinowej. Pierwsze wrażenia? Cudownie oczyszczona skóra! Wodoodporny eyeliner i tusz zniknęły w mgnienia oku. Rano (jak dotychczas) nie było po nich ani śladu :)

*Zdecydowałam się też na odstawienie kremów. Pozostanę chyba tylko przy toniku, ale tego też nie jestem pewna. (może wy mi doradzicie?)

To byłoby na tyle z moich planów, myślę, że za miesiąc dam znać jak to wszystko idzie (o ile w ogóle pójdzie :p).


Pozdrawiam!
Ewu ;)

niedziela, 4 grudnia 2011

Prezenty, relacja z 18stki - częśc 2. ;)

Wczoraj świętowałam drugą częśc mojej 18stki - z przyjaciółmi.
Choć było to w sumie zwykłe przyjęcie to było super! Wspomnienia i kupa śmiechu :) Skończyłyśmy jakos o 2. Dzisiaj natomiast musiałam zwlec się rano z łóżka i pojechałam do galerii na spotkanie z moim chrzestnym i jego przemiłą narzeczoną. :)

Prezenty:

* Od większości moich kochanych dziewczyn dostałam szafeczkę, która zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia! A co w niej? Dwie szufladki wypełnione gwiazdkami roboty Dianki, natomiast dolna szulfadka pełna biżuterii: komplet (bransoletka, kolczyki, naszyjnik), od których
nie mogę się oderwać, kolczyki "Yes" i "No" oraz naszyjnik z lizakiem - prawie go zjadłam! :D Ponad to dostałam pączka, w którym ukryta była kolejna para kolczyków! :)




* Od Edytki dostałam przepiękny świecznik i zapachowe podgrzewacze - idealny komplet na jesienne/zimowe wieczory! Kolejnym prezentem było pudełeczko z przyborami do paznokci oraz z przyborami do makijażu. Idealna rzecz dla mnie :)

* Kartka od dziewczyn - coś co uwielbiam! Zaraz wyląduje w moim pamiętniku :)
* Komplet biżuterii Apart od chrzestnego i jego narzeczonej. Przyznam szczerze, że jest to pierwsza złota biżuteria jaka mi się spodobała :)




* Od siostry dostałam coś, co chyba zwróci uwagę każdej kosmetykoholiczki!
Przepiękny zestaw do makijażu, w którego skład wchodzą: cienie, pudry, róże, bronzery, dwie kredki do oczu, błyszczyki, tusz do rzęs oraz pędzelki i pacynki. Cuuuudo!




* Siostra dała mi jeszcze dyplom :D Polecam przeczytać: (mam nadzieje, że cokolwiek widać)



Jestem zachwycona wszystkimi prezentami!

A teraz chyba czas odespać te dwie noce..

Pozdrawiam!
Ewu ;)

sobota, 3 grudnia 2011

Prezenty, relacje z 18stki - cz. 1. :)

Cześć, kochane! :*
Przychodzę dzisiaj do Was z relacjami dotyczącymi 18stki rodzinnej.
Zacznę od tego, że moja Autoszkoła wczoraj ponownie zrobiła mnie w jajo i mój humor był na prawdę kiepski. Drugi raz w życiu ktoś mnie tak wnerwił, że nie umiałam powstrzymać słów. Ale winna się nie czuję, bo to zwyczajnie nieodpowiedzialność i kpiny pewnych osób.

Wróciłam do domu, gdzie czekał na mnie mój Marek, rodzice i babcia.
Przygotowali mi niespodziankę - wielki napis 'Sto lat Ewa 18':
Kolejnym totalnym zaskoczeniem był tort: 



Tutaj porcja zdjęć moich najlepszych gości (rodzice nie dali się obfotografować..). Marek, Pawcio i Gabrysia zostali ze mną do 2 (?) w nocy i bawiliśmy się na prawdę świetnie!


Pora na prezenty.
*własnoręcznie zrobiona biżuteria przez Gabrysię :)
*pudełko od w/w biżu oraz sukienka, którą wybierał Pawełek.
*przepiękny bukiet od kuzyna Krzycha :)
*kartki z pięknymi słowami od moich najbliższych oraz koperty.




*Złoty łańcuszek przekazywany z pokolenia na pokolenie. Nie sądziłam, że to do mnie on trafi, kopnął mnie ogromny zaszczyt i za razem zadanie - przekazać go dalej! :)
*Mój wymarzony zestaw Este Lauder Pleasaures (perfumy, żel pod przysznic, balsam) od moje najkochańszego na świecie Marcia <3
*Przywieszka do bransoletki Apart, w kształcie samochodu :) Aguś wie, co lubię! Jestem oczarowana tym drobiazgiem!



*bukiet z 18 lizaków w słodkim pudełeczku - babcia zrobiła to sama :)
*Obok dalsza pomysłowość babci - pudło na moje bibelotki oraz kubek :p
*Niżej szczotka, podobna do TT oraz książka Bobbi Brown - moje marzenie! Od kochanych rodziców :)




Jak się domyślacie - jestem totalnie zaskoczona cudownymi prezentami i na maxa szczęśliwa! :)

Jutro spodziewajcie się kolejnej relacji, ponieważ już za 3h zaczynam drugą częśc 18stki, tym razem z przyjaciółmi :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 24 listopada 2011

Tusz pogrubiający, Yves Rocher - recenzja.

Tak jak wczoraj obeicałam - dodaję recenzję pogrubiającego tuszu do rzęs z firmy Yves Rocher. Dla mnie ten kosmetyk był dosłownie zbawieniem, ponieważ naturalnie mam b. długie rzęsy i jedyne czego potrzebuję to pogrubienie i wyrazisty, czarny kolor.

Korzystając z groupona do YR skusiłam się na ten oto tusz:



Fajne różowe opakowanie od razu przykuło moją uwagę.  Jego pojemność to 9 ml.


Ponad to na tubce znajdziemy rysunek oka, który teoretycznie przedstawia pożądany przez nas efekt.


Szczoteczka ani za cienka, ani za gruba - dla mnie prawie idealna.

Moja opinia:
Po pierwszych próbach z tym produktem  stanowczo się zniechęciłam. Miałam wrażenie, że tylko skleja moje rzęsy, gęstnieje w opakowaniu, a na szczoteczkę nabiera się zbyt duża ilość. Ponad to toporność w jego
zmyciu przypomniała mi traumatyczną maskarę wodoodporną z Colossala. Wydawało mi się, że zrobiłam dokładny demakijaż, a rano budziłam się z czarnymi śladami pod oczami. Nie obeszło się więc bez ponownego skorzystania z mleczka / płynu micelarnego.
Z upływem czasu masakra co raz bardziej mnie do siebie przekonywała. Byłam na nią prawie, że skazana ponieważ poprzednie tusze wykończyły się, a ja nie po to wydałam 35 zł na to różowe "cudo", aby leżało bezużytecznie w szufladce. Tak, czy siak - zaprzyjaźniliśmy się na dobre. Do aplikacji trzeba sie przyzwyczaić i wyćwiczyć sobie dobrą technikę. Niekiedy tusz płata figle i zamiast pogrubiać rzęsy - nieziemsko je wydłuża. Sama szczoteczka jest b. wygodna, szczególnie przy malowaniu dolnych rzęs.  W ciągu dnia nie zauważyłam żeby tusz kruszył się. Można powiedzieć, że wytrzymuje bez zarzutu od tej 7 rano do około 23 :)
Niestety minusem pozostaje toporność w zmywaniu oraz cena. Uważam, że 35 zł to stanowczo za dużo.
Nie jest to więc produkt "must have".
Chociaż lubię ten produkt to dalej będę szukać swojego ideału.

Ewu ;)

niedziela, 20 listopada 2011

Rimmel, Have fun!

Moje doświadczenie, jeśli o pomadki chodzi, jest na prawdę minimalne jak na osobę kochającą kosmetyki. Nigdy nie lubiłam szminek przez zapach, ale też nigdy nie mogłam znaleźć koloru, który odpowiadałby mi w chociażby tych 90%.

Pod koniec ostatnich wakacji dostałam od sklepu Paatal szminkę Rimmel w ramach bonusu za zrobienie zakupów. Od razu rzuciłam ją w kąt, gdy tylko zobaczyłam odcień. Któregoś dnia coś mnie tknęło i postanowiłam wypróbować ową szminkę.

Tak się prezentuje:



Jej odcień to 050 have fun!


I swatch: 


Byłam zaskoczona tym jak fajnie się rozprowadza. Ponad to łatwo można dozować nasycenie koloru, co baaardzo mi odpowiada.

Przedstawiam kilka fotek:



Moja opinia:
Idealna konsystencja. Kremowa, świetnie rozprowadza sie na ustach. Mam wrażenie, że pomadka nawilża wargi. Nie zauważyłam pokreślenia suchych skórek. Aby uzyskać kolor taki jak w opakowaniu trzeba nałożyć dobrych kilka warstw, jednak jeśli zrezygnujemy z tej opcji i nałożymy np. 1 warstwę to efekt także jest fajny. Mam jednak wrażenie, że odcień have fun podkreśla bladość twarzy. Przy uzyskaniu maksmalnego nasycenia koloru na ustach wyglądam nieco jak trup.  Jeśli chodzi o trwałość to bywa różnie. U mnie wytrzmuje około 2h bez picia i jedzenia. Uważam, że pomadki rimmel to godne uwagi produkty :)
Z pewnością spróbuję innych, bardziej pasujących do mnie odcieni.

A jakie Wy pomadki lubicie? :)

Ewu ;)

sobota, 12 listopada 2011

Podkład wet'n'wild ultimate sheer - recenzja.

Myślę, że większość z Was zna ten produkt, jednak nie spotkałam ostatnio żadnej recenzji na jego temat. W związku z tym postanowiłam napisać coś od siebie :) Zainteresowanych zapraszam dalej.

Mowa dzisiaj będzie o podkładzie firmy Wet'n'wild z serii Ultimate Sheer, który mam okazję używać od prawie 3 miesięcy.
Opakowanie jakie posiadam wygląda tak:




Kilka informacji:
Mój odcien: sun-kissed,
pojemność: 31 ml
termin ważności: 18 miesięcy od czasu otwarcia.
(niestety nie wiem nic o składzie, przypuszczam że nie jest on
wymarzony)



Dostępnych jest kilka odcieni. Ja pozwoliłam sobie podkraść zdjęcia ze strony
producenta.



Nie wiem jak Wam, ale mi zdaje się, że wszystkie odcienie oprócz sun-kissed wpadają w róż..

Moja opinia:
Krótko mówiąc: jestem zachwycona tym produktem!
Kupiłam go pod wpływem chwili, nie czytając wcześniej żadnych recenzji. Skusiła mnie niska cena (ok 7 zł). Nie nastawiałam się na nic szczególnego, byłam po prostu ciekawa tej firmy. Ku mojemu ździwieniu z dwóch wtedy dostępnych kolorów wybrałam idealny dla siebie. Podkład
kupiłam zaraz po powrocie z Chorwacji, gdzie byłam jeszcze mocno opalona, dlatego kolor idealnie do mnie pasował. Sama konsystencja jak dla mnie świetna. Gorzej z aplikacją - łatwo można nabawić się
smug, lecz to tyko kwestia wprawy. Niektórzy skarżą się na zapach - mi on właściwie nie przeszkadza. Ucieszyłam się, że produkt ważny jest aż 18 miesięcy! Nie wiem czemu, ale w moim przypadku skończenie
podkładu przed terminem wazności (np. Lirene, który ważny jest pół roku) graniczy z cudem. W  przypadku wet'n'wild tego problemu nie będzie :)
Kolejną zaletą jest trwałość. Maluję się około 7 rano i nie poprawiając makijażu w ciągu dnia zmywam go około 23. Wacik jest calutki brązowy przez co mam pewność, że podkład w dużej mierze, mimo upływu czasu, był na mojej twarzy. Obecnie opalenizny nie mam już praktycznie wcale, więc odcień
wydaje się być za ciemny. Całą sytuację ratuje gąbka for your beauty (recenzja tutaj), która idelanie rozprowadza podkład na twarzy i jest on praktycznie niezauważalny :) Produkt nie zapycha mnie i jest baardzo wydajny. Ponad to plusem jest opakowanie, które można rozciąć i wydobyć ostatnie
krople :) Największy i dla mnie właściwie jedyny minus to dostępność..
To na tyle kochani. Serdecznie polecam Wam ten produkt!

Zapraszam na stronę producenta:
http://wnwbeauty.com

Ewu ;)

piątek, 11 listopada 2011

Paczuszczki cz. 2 :)

Witam wszystkie kosmetykomaniaczki :)
Korzystając z długiego weekendu (choć dla mnie weekendy nie istnieją od pewnego czasu:() postanowiłam dodać obiecaną notkę o kolejnych paczuszkach z rozdań, które wygrałam.
Nie przedłużając przechodzę do rzeczy.

Od Magdy :* dostałam błyszczyk Virtual.
Kolorek bardzo przypadł mi do gustu!


Od Natalki :* dostałam same cudowności!


Po pierwsze coś co chciałam sprawić sobie na urodzinki, czyli
zestaw pędzli:




Po drugie: paletka Sleek Au Naturel, o której też marzyłam.
Jedyne co powstrzymywało mnie przed kupnem to zalegające paletki
w szufladce, których nie zużyję chyba do końca życia! (powód: brak czasu
na częste makijaże cieniami)


Ostatnim prezentem był Warm Bronzer Efl.


Wszystkie z w/w rzeczy testuję od tygodnia i póki co mogę powiedzieć, że
błyszczyk, górny rząd paletki sleek i kilka pędzelków (do brwi, do blendowania, do eyelinera i
do pudru) są przeze mnie ostro maltretowane! :)
Oczywiście możecie spodziewać się recenzji, ale to za jakiś czas.

Ewu ;)