czwartek, 25 sierpnia 2011

Porównanie cracków Lovley i Butterfly + wizyta w Yves Rocher.

Cześć, kochane! Dzisiaj obiecane porównanie cracków, które ostatniowpadły w moje ręce. Oto one:


Po lewej stronie znany chyba wszystkim crack z Lovley nr 07, po prawo Butterfly, numerku nie widzę. Butterfly ma przewagę pojemności o 1 ml.
Efekty?



Jak widzicie efekty na pazurkach są zupełnie inne. Lovley u mnie spisuje się
cudnie, dokładnie tak jak bym chciała. Fajnie odkrywa lakier bazowy, a wszystko tworzy zadowalającą całość. Butterfly to jakaś pomyłka. Mało pęknięć, przez co baza prawie niewidoczna. Aplikacja w oby dwóch przypadkach bezproblemowa. Lovley zasycha i pęka dużo szybciej.
Cena taka sama, różnica może 20 groszy.

Z góry przepraszam za ohydny manicure, ale specjalnie chciałam
pokazać Wam trwałość lakieru  Safari (po 3 dniach).


Przedwczoraj w końcu pojechałam wykorzystać kupon w Yves Rocher.


Oto co wpadło w moje ręce: 


Maseczka miętowa zwężająca pory oraz pogrubiający tusz do rzęs.
Od dawna takiego szukałam, wydłużenie rzęs w moim przypadku jest zbędne.

Do zakupów dostałam gratisy:



Gazetkę, ulotkę promocyjną oraz kopertę wypełnioną próbkami.
Postanowiłam też założyć sobie kartę stałego klineta - od razu dostałam punkty na start.
To na tyle, dzióbki :)  Lecę robić pazurki, a potem na kurs makijażu (chyba, że znowu mi odwołają..). Miłego dnia! 
Ewu ;)

sobota, 13 sierpnia 2011

Lirene, krem matująco-nawilżający - recenzja.

Nie przedłużając - przechodzę do recenzji kosmetyku z Lirene, któremu jestem wierna już prawie 3 lata. Jest to krem matująco-nawilżający przeznaczony do skory mieszanej i tłustej. Zawiera spf 5 i jest ważny 6 miesięcy od czasu otwarcia.

Coś od producenta:

A tak wygląda konsystencja:


Moja opinia:
Jak widzicie używam tego kremu już dłuższy czas, co oznacza, że jestem z niego zadowolona. Moja cera bardzo go polubiła, głównie za regulację wydzielanego sebum, a przy tym za dobre nawilżenie. Krem szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, dzięki czemu idealnie nadaje się pod makijaż. Obietnice producenta nie zawiodły. Dodatkowo krem dostaje u mnie duży + za zapach. Nie umiem dobrze go zidentyfikować, ale osobiście kojarzy mi się z cytrusami. Niestety pomimo tylu zalet krem nie jest idealny. Jego wydajność jest powalająca! Jak pisałam na początku posta - produkt ważny jest 6 m-cy od czasu jego otwarcia. Kupiłam go w okolicach stycznia/lutego i  przy CODZIENNYM używaniu do tej pory ubyło około pół słoiczka! Ważność mojego kremu kończy się więc w okolicach końcówki sierpnia, a co za tym idzie - muszę wyrzucić pół produktu..  Mimo wszystko jest to mój ulubiony krem. Teraz zamierzam go odstawić i przetestować inne produkty, jeśli się nie spiszą to wracam do Lirene.
Cena to około 20zł.

PS - Wybaczcie za brak składu, ale był on na kartoniku, który wyrzuciłam
zaraz po zakupach.

Używałyście go? Też macie problem z jego wykończeniem?
Co sądzicie o używaniu kosmetyków po upływie ich terminu ważności?

Ewu ;)