czwartek, 26 stycznia 2012

Makijaż: turkus i czerń.

Wkońcu dodaję jakiś makijaż. Ciągle się uczę i za każdym razem nie jestem w 100% zadowolona ze swoich prac. Muszę popracować jeszcze nad wieloma szczegółami, ale na to mam jeszcze czas. Naszło mnie dziś na malowanie, ponieważ od rana przyszła koleżanka na makijaż próbny studniówkowy. Chwilę po jej wyjściu złapałam ponownie za pędzle i postanowiłam coś zmalować, tym razem na sobie. Oto efekt:


Inspirowałam się makijażem znaleznionym kiedyś przypadkiem w internecie. Utkwił mi w pamięci, więc coś musi w tym być.

Kosmetyki jakich użyłam:


-czarny cień z palety Sleek OSS,
-dwa cienie turkusowe z palety claire's - świetna rzecz!
-baza Artdeco,
-3 pędzle no name,
-skońny pędzel do eyelinera Essence,
-koci język Inglot 20P,
-tusz Colossal volum' express Maybelline



Buziaki,
Ewu ;)

środa, 25 stycznia 2012

AA - regenerujący peeling do ciała - recenzja.

Scruby i przyjemne drapanie to dla mnie coś fenomenalnego :) Uwielbiam to uczucie i peelingi najchętniej użwałabym codziennie. Ostatnio namiętnie testuję produkt AA sensitive nature spa.

Drobinki z łupin migdała - mają za zadanie złuszczenie starego naskórka, odświeżenie naszej skóry oraz jej wygładzenie. Ponad to peeling zawiera organiczną wodę z kwiatu pomarańczy - daje ona efekt promiennego wyglądu skóry. 

 Opakowanie zawiera 200 ml produktu, który ważny jest 6 miesięcy od czasu otwarcia. "Słoiczek" jest poręczny i wg mnie wgodniejszy od tubek, które pod wpływem mokrych rąk po prostu się z nich wyślizgują. Kolejnym plusem takiego opakowania jest to, że peeling zużyć możemy do samego końca.


Kiedy otworzymy nasz słoiczek zauważymy dodatkową pokrywkę. Osobiście uważam, że to dość istotny element. Przede wszystkim większa higiena.

Konsystencja przypomina mi masełko z Bebeauty, które dodatkowo nafaszerowane jest sporą ilością przyjemnych drobinek. Nie są one najmniejsze, ale uwierzcie, że dla mnie mogłyby być dwa razy takie. Na sucho dają mocny efekt, jednak jeśli macie suchą lub wrażliwą skórę to wystarczy połączyć peeling z wodą i uczucie ścierania skóry jest o wiele delikatniejsze. Produkt nie przelewa się przez palce, jest bezproblemowy w aplikacji.

Zapach z obietnic producenta ma być limonkowy. Faktycznie limonka jest wyczuwalna, jednak mi zalatuje jeszcze czymś innym, niezbyt naturalnym. Jak zawsze w kwestii zapachowej ciężko mi opisać swoje odczucia. Musicie mi to wybaczyć. W każdym razie aplikacja trwa chwilę, a zapach jest tłumiony przez balsam, który aplikuję zaraz po kąpieli, więc tragedii nie ma i można to bez problemu wytrzymać.

Wydajność dobra, choć wszystko zależy od tego ile razy w tygodniu powtarzacie zabieg.

Działanie - na ciało użwam na sucho w celu mocniejszego drapania. Skóra faktycznie jest wygładzona i dobrze oczyszczona. Drobinki wg mnie trochę za małe jeśli chodzi o peelingowanie ud i pośladków, ale pod tym względem jeszcze żaden peeling w 100% mnie nie zadowolił. Używam też tego produktu do twarzy, tutaj już na mokro, i jestem również zadowolona. Efekty gładkiej skóry utrzymują się średnio 4 dni. 

Nie zauważyłam podrażnień, uczuleń, ani innych przykrych efektów ubocznych.


Produkt zrecenzowałam w ramach współpracy z portalem:


 Dodam, iż fakt podjętej współpracy nie wpłynął na moją opinię.

Ewu ;)

sobota, 21 stycznia 2012

Balsam do ust Tisane - moja opinia.

Przeszłam przez wiele balsamów do ust i pomadek ochronnych, jednak nie znalazłam jeszcze "mojej perełki". Wydaje mi się, że moje usta szybko przyzwyczajają się do danego produktu przez co efekt "wow" towarzyszy mi podczas pierwszych dni/tygodni użytkowania. Do tej pory najbardziej lubiłam sztyfty Nivea lub carmex jednak po pewnym czasie jego zapach zaczął przypominać mi coś na prawdę ohydnego i odłożyłam go w kąt. Obecnie, od 1,5 miesiąca stosuję okrzyknięty dobrymi opiniami jak i mianem KWC balsam Tisane:



Słoiczek jest mały, poręczny i na swój sposób uroczy.
W środku znajduje się 4,7g balsamu o przyjemnym zapachu miodu.



Skład:



Wiem, że większosć z Was doskonale zna ten produkt, jednak chciałam podzielić się moją opinią na jego temat. Otóż przez pierwsze kilkanaście użyć byłam wniebowzięta! Efekt gładziutkich ust stał się dla mnie uzależniający, dlatego sięgałam po balsam dosłownie co chwilę. Stosuję go przed każdym wyjściem, na noc, jako podkład pod szminkę, czy od tak po prostu siedząc w domu. Fakt faktem - efekt przez około godzinę od aplikacji jest na prawdę super, jednak prawie zawsze moje usta znów stają się spierchnięte, suche, szorstkie. Pojawiają się też skórki. Nie ma efektu przejściowego, co dobija mnie najbardziej. Wychodząc rano do szkoły zawsze mam pomalowane usta, a już na pierwszych lekcjach czuję się niekomfortowo. Nie wiem, czy to ja jestem dziwna, czy może balsam powinno się używać dosłownie co godzinę, ale tak czy siak jestem rozczarowana.

Czy Wy też macie taki problem z Tisane?
Jakie inne balsamy polecacie? :)

Ewu ;)

czwartek, 19 stycznia 2012

Fale na włosach - wkońcu się udało :)

Moje włosy nigdy nie chciały się ładnie zakręcić. Jedynie papiloty dawały widoczny efekt, ale dla mnie skręt był za mocny i w życiu bym się tak nie pokazała na ulicy. Cztając Wasze blogi kilka razy trafiłam na notki o warkoczach dobieranych, po których fale na włosach bardzo mi się spodobały. Chciałam spróbować, dlatego pierwsze co, to włączyłam youtuba. Niestety, moja "nauka" poszła na marne i musiałam szukać osoby, która umiałaby zrobic taką fryzurkę. No i znalazłam! Oto moja kochana Aguś w akcji podczas wtorkowego wieczoru:

Najpierw mycie włosów i wielkie rozczesywanie:



Pierwsze widoczne efekty:


A tu efekty końcowe:




Zakochałam się w tych ślicznych, cieniutkich warkoczykach! Jednak sama nie wiem, czy wyszłabym tak z domu :p

Rano przeżyłam szok: Miałam głowę pełną pięknych fal:




Musiałam się do siebie przyzwyczaić, ale ostatecznie efekt bardzo mi się spodobał. Grzywkę podpięłam do góry, ponieważ dziwnie się powyginała, a ja musiałam lecieć do szkoły. Reakcje znajomych były różne. Niektórym barszo się podobało, a niektórym wcale. Ale przecież liczy się to, jak ja się z tym czuję :)

Myślę, że gdybym umiała sama zrobić sobie warkocze dobierane to taka fryzura częściej byłaby na mojej głowie :)

A Wam jak się podoba?


Buziaki,
Ewu ;)

środa, 18 stycznia 2012

Naturia nawilżający balsam do ciała - recenzja.

Balsamowanie ciała to dla mnie jedna z najważniejszych czynności przy codziennej pielęgnacji. Moja skóra nie jest bardzo wymagająca, jednak największy problem stanowią nogi. Przez depilacje stały się suche i szorstkie. Przeszłam przez wiele różnych produktów, a w ostatnim czasie skupiłam się na nawilżającym balsamie do ciała z Naturii:

Butla jest ogromna! Zawiera 500g produktu, który przepięknie pachnie!
Balsam wzbogacony jest ekstraktem z alg morskich - ich rolą jest przywrócenie odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry.




Skład dla zainteresowanych:


Konsystencja lekka i przyjemna. Balsam nie jest "lejący", dlatego nie ucieka nam przez palce.Ponad to dozownik wydobywa odpowiednią ilość produktu. Jak widzicie wszystko składa się na dobrą wydajność.


Zapach to coś cudownego! Przypomina mi jakiś kosmetyk dla mężczyzn, co w moim przypadku daje duży plus, ponieważ męskie zapachy uwielbiam. Jest świeży, morski, w żadnym wypadku nie nachalny. Utrzymuje się dość długo, ale nie jestem w stanie powiedzieć ile dokładnie.

Działanie na prawde pozytywnie mnie zaskoczyło. Jak wiemy kosmetyki Naturia nie leżą na najwyższej półce, a ich ceny są bardzo przystępne.
Jak pisałam na początku - mam suche i szorstkie nogi, jednak przy codziennym używaniu w/w balsamu mój problem znacznie się zmniejszył. Nogi są gładkie, przyjemne w dotyku, a przede wszystkim: dobrze nawilżone. Owy produkt porównałam bym do balsamu z La roche-posay, który do najtańszych nie należy. Mamy więc tańszy odpowiednik za takie same rezultaty (z przewagą w kwestii ślicznego zapachu).

Efektów ubocznych takich jak: uczulenie, szczypanie, swędzenie, pieczenie nie zauważyłam.


Produkt dostałam do przetestowania od portatu:


http://urodaizdrowie.pl/

Dziękuję pani Małgorzacie za możliwość testów. Dodam, że fakt współpracy z portalem Uroda i Zdrowie nie wpłynął na moją opinię.
Ewu ;)

niedziela, 15 stycznia 2012

Krem odżywczy do rąk z Apteczki Babuni - recenzja.

Witajcie, kochane! Jakiś czas temu pisałam Wam [klik] o nawiązanej wspołpracy z portalem:


Do testów dostałam kilka produktów - 'niespodzianek' m.in Krem odżywczy z Apteczki Babuni. Od razu bardzo się ucieszyłam, że trafiłam właśnie na niego z racji tego, że posiadam szampon i balsam z tej serii i jestem zachwcona!

Tubka zawiera 100g kremu, w którego skład wchodzi lanolina - zmiękcza i wygładza naskórek oraz masło shea - jest źródłem witamin i kwastów tłuszczowych. Produkt jest przeznaczony głównie dla posiadaczy szorstkich dłoni, a jego zadaniem jest odżywienie i nawilżenie. 


Skład dla zainteresowanych:


Krem ma postać białej mazi, która nie jest tłusta, rzadka, tempa - powiedziałabym, że w sam raz. Po aplikacji na ręce nie zostawia filmu, jednak mimo to czuć, że nawilża i chroni nasze dłonie. Ja nawet po umyciu rąk czuję, że krem nadal spełnia swoje zadanie.


Zapach jest ciężki do opisania, ale uwielbiam go! Zresztą nie tylko ja, bo podoba się każdemu kto wyczuje go na moich dłoniach :) Miłym zaskoczeniem jest, że utrzymuje się dosyć długo.

Kolejnym plusem jest wydajność - stosuję go od paru tygodni kilka razy dziennie i zużycie jest minimalne. 

Aplikator typowy dla kremów. Dzięki dobrej konsystencji produktu nie wydostaje się go ani za dużo, ani za mało. Jedyne co denerwowało mnie przez pierwszy tydzień to kłopot z otworzeniem opakowania, ale przecież nie to jest najważniejsze.

Efekty jakie zauważyłam to przede wszystkim dobre nawilżenie, które nie opuszcza mnie nawet przy ostatnich temperaturach. Ponad to dłonie są gładkie i miłe w dotyku, no i oczywiście ładnie pachną :)

Bez wątpienia polecam spróbować tego cuda! :)

Dziękuję pani Małgorzacie za możliwość testów.
Dodam, że fakt współpracy z portalen Uroda i Zdrowie nie wpłynął na moją opinię.

Ewu ;)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Srebrna krecha, czyli mój nowy eyeliner.

Jak wiecie, albo i nie, uwielbiam mieć podkreślone oczy. To dla mnie podstawa w makijażu, choć nie ukrywam, że czasami zwyczajnie rezgnuję z kredki / eyelinera przez poranny pośpiech. Ostatnio postanowiłam wypróbować czegoś nowego, a mianowicie srebrnego eyelinera. Wybrałam sobie liner w kałamarzu z Wibo, na którym niestety trochę się rozczarowałam:


Na pierwszy rzut oka pędzelek wydaje się być idealny, jednak to własnie on mnie rozczarował.


Swatch na dłoni:


A tutaj efekt na oku:



Moja opinia:
Kolor idealny, cena bardzo przystępna [około 7zł], opakowanie typowe dla eyelinerów w kałamarzu. Problem stanowi aplikator - pędzelek. W przypadku jednego z moich ulubionych linerów z Joko [recenzja] nie było takiego problemu.. Pędzelek okazał się typem "miotły", która po zanurzeniu w produkcie wygląda przyzwoicie, jednak podczas aplikacji na powiekę rozwidla się. Ciężko jest w łatwy i szybki sposób narysować idealną kreskę. Ponad to liner traci na kolorze. Pędzelek po zetknięciu z powieką dzieli się na dwie części, przez co nasza kreska wymaga poprawek. Oczywiście z czasem nabierzemy wprawy i ten zabieg nie będzie już na tyle uciążliwy, ale uwierzcie mi, że przy kilku pierwszych makijażach myślałam, że wyrzucę eyeliner przez okno. Jeśli chodzi o trwałość to nie jest źle, ale w moim przypadku nie powala na kolana. Wraz z upływem czasu ściera mi się wyciągnięta część kreski. Ponad to produkt nie jest wodoodporny.

Wiem, że wiele z Was ma czarną wersję tego eyelinera i jest z niego b. zadowolona, jednak mi spokoju nie daje pędzelek. Potrzebuję robić kreski szybko, bez konieczności dużych poprawek. Mimo to efekt końcowy ze srebrnym podkreśleniem oka przypadł mi do gustu i będę szukać lepszego eyelinera :)

Macie doświadczenia z tym produktem?

Ewu ;)

niedziela, 8 stycznia 2012

Wyniki rozdania! :)

Cześć, kochane! Minęła godzina 18, a więc przyszedł czas na ogłoszenie wyników mojego pierwszego rozdania. Łącznie było 68 losów za co serdecznie dziękuję!

Numer od 1 do 68 wybrałam na drodze losowania i padło na:



Zajrzałam do mojej listy:


A pod numerkiem 56 znalazłam zwycięzcę, czyli paulus6cc!


Gratuluję, kochana! Już piszę do Ciebie maila :)

Ewu ;)

sobota, 7 stycznia 2012

Info o rozdaniu!

Z pewnych przyczyn, o których nie będę się tu rozpisywać, rozdanie zostaje przedłużone do 08.01.2012 do godziny 18. Wyniki postaram się ogłosić jak najszybciej.

Gdyby ktoś chciał dołączyć do zabawy zapraszam tutaj [klik]


Ewu ;)