poniedziałek, 11 lutego 2013

Bobbi Brown "Perfekcyjny makijaż" - recenzja.

O książce "Perfekcyjny makijaż" marzyłam na prawdę długo (jeszcze dłużej zbierałam się do jej recenzji - w poście pokażę Wam fotki jedynie najciekawszych treści, natomiast słownie postaram się skupić na ogólnych plusach i minusach). Kiedy ją dostałam przejrzałam na szybko zawartość i moje podekscytowanie wzrosło - nie mogłam doczekać się spokojnego wieczoru z lekturą stricte makijażową - w mojej kolekcji była to pierwsza taka pozycja.


Książka dzieli się na dwa działy: Podstawy oraz Mistrzowski Poziom. Ich nazwy są w miarę adekwatne do treści, jednak ja i tak poczułam niemały zawód...


 
Zacznijmy od pierwszej wtopy - "poradnika" odnośnie tego, jakie kosmetyki powinnyśmy mieć przy sobie w różnych sytuacjach/miejscach naszego życia. Na pierwszy rzut idzie "Wieczór", na który wg BB mamy zabrać "szminkę lub błyszczyk, konturówkę do ust, puder w kompakcie, małą paletkę do makijażu (powinna zawierać podkład, korektor i róż), miniaturowe opakowanie perfum oraz miętówki". Super, dokładając do tego klucze, portfel, telefon i chusteczki higieniczne musiałabym wziąć prawie tak dużą torbę, z jaką idę np. do pracy. Przy takim "kosmetycznym niezbędniku" nasuwają mi się na myśl jedynie młode dziewczyny, które na co dzień noszą ze sobą wypchane po brzegi kosmetyczki i na każdej szkolnej przerwie lecą poprawiać 'konieczny' im makijaż. Kolejna porada autorki tyczyła się miejsca naszej pracy, w którym powinniśmy trzymać duplikaty ulubionych kosmetyków, a w tym dokładnie: "korektor, podkład, puder prasowany z lusterkiem, róż, balsam do ust, szminka i/lub błyszczyk, czarny eyeliner i srebrny lub biały cień do powiek, dzięki którym szybko stworzymy wieczorowy makijaż, małe pędzelki, szczoteczkę do zębów oraz małą pastę". Czy jestem jakaś "inna", czy Wam też wydaje się to idiotyczne?


Teraz dla odmiany jakiś pozytyw: na wybranych stronach książki znajdują się "wskazówki" i jedna z nich dotyczy pędzli z naturalnego włosia. A mianowicie Bobbi mówi, aby szukać na opakowaniu napisu "cruelty-free", co oznacza, że zwierzęta, z których włosia został wykonany dany pędzel nie cierpiały przy jego tworzeniu. Kolejna porcja "dobrych rad" autorki to tzw. "Zakupowe tak i nie" - na prawdę cenne sugestie, z których zresztą postaram się skorzystać :)


I niestety - znowu czas na wpadkę - kolejną wskazówkę, do której mój facet znalazł idealne porównanie, ale o tym za chwilę.. Jak brzmi złota rada BB? "Gdy masz suche, spierzchnięte i popękane usta nałóż na nie specjalny odżywczy balsam do ust". Myślałam, że z łóżka spadnę jak przeczytałam to wielkie odkrycie. No i teraz najlepsze - porównanie mojego faceta: "Ty, Ewa. To tak jakbym Ci powiedział, że jak pada deszcz to musisz wziąć parasol". :D


Rozdział, który zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie to "Styl życia". Zawiera on dużo ciekawych informacji między innymi o tym jak działają poszczególne witaminy i w jakich produktach możemy je znaleźć. Poza tym w książce znajdziemy tzw. "Pielęgnacyjny słowniczek" wyjaśniający różne "trudne" terminy np. inhibitory tyrozyny.


W "Perfekcyjnym makijażu" znajdziemy również dział na temat piękna różnorodności, który wg mnie jest dość przydatny dla osób chcących związać swoje życie z wizażem - kto wie, z jakiego zakątka świata modelkę przyjdzie nam malować.. :)


Co nie co możemy również przeczytać o ślubnym niezbędniku. Niestety pojawiło się w nim więcej zbędnych niż cennych rad. No, bo "wykonaj próbny makijaż", "wyśpij się", "bierz relaksujące kąpiele", czy też "nie korzystaj z solarium przed samym ślubem" to dość oczywiste.


Kolejna część książkowej wpadki, o której pragnę wspomnieć, to rodzaje makijażu opisywane przez autorkę. "Makijaż na specjalne okazje", "makijaż dla nastolatek", "nieprzemijające piękno", "makijaż dla przyszłych mam", "makijaż na kiepski dzień" - jak dla mnie jest to wymuszone dzielenie na kategorie. Równie dobrze moglibyśmy ustalić makijaż na poniedziałek, na wtorek, na wyjście do kina i na wyjście do teatru. Ponad to autorka trochę gubi się w tym co pisze, przynajmniej ja odczułam takie wrażenie. Przy makijażu dla nastolatek radzi jak ukryć wyprysk, ale przecież nie tylko nastolatka ma taki problem. To samo tyczy się plam pigmentacyjnych, wpisanych w kategorię "nieprzemijające piękno". Uważam, że dużo lepiej byłoby zebrać np. "Problemy skórne i ich maskowanie" w jeden krótki, lecz treściwy rozdział, a nie odgórnie oceniać stan skóry osób młodych, jak i starszych. 

Na koniec powiem Wam króciutko o cennych radach dla początkujących wizażystów. Po 1. Bobbi zaleca prowadzenie swojego notesu, do którego wklejamy inspirujące nas zdjęcia (zawierające makijaże, kolory, naturę, cokolwiek co nas zauroczyło) - osobiście mam coś takiego już od pewnego czasu i uważam, że to na prawdę ciekawy pomysł. Po 2. w książce znajdziemy wskazówki jak utworzyć swoje portfolio, by było ono "na poziomie". Po 3 - możemy zapoznać się z opiniami fotografów, pracujących z wizażystami. 

Uważam, że książka zawiera masę treści podstawowych, dla osób na prawdę bardzo początkujących i za dużo zbędnych/oczywistych informacji. Kilka stron lania wody mogłyby zastąpić np. metamorfozy ludzi, z opisem co i jak w przypadku danej urody się korygowało, a co uwydatniało. Z całą pewnością do gustu bardziej przypadła mi książka "Makijaż - sztuka przemiany" Kevyna Aucoina (recenzja), jednakże u Bobbi Brown znalazło się kilka ciekawostek, do których najprawdopodobniej nie dotarłabym u innych źródeł.

To na tyle, mam nadzieje, że wytrwaliście do końca.

Pozdrawiam!
Ewu ;)

13 komentarzy:

  1. Nie znalazłam jeszcze takiej książki - tego typu - co nie dawała by masy tych podstawowych rad.
    Ale może znasz jakaś taką która jednak coś więcej mówi?
    Bo ta to jednak jak dla mnie strata pieniędzy. Już wolę uzbierać na jej produkty^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam książkę wspomnianią w notce - Kevyn Aucoin 'Makijaż sztuka przemiany'. Ja kompletnie nie nudziłam się czytając ją, a wręcz przeciwnie - byłam zafascynowana :)

      Usuń
  2. oj jakoś mnie nie ciągnie do tej książki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jednak wolę się zdać na siebie ;) Nie lubię tego typu książek ;)


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, M. jest bezbłędny :D Kiedyś miałam straszną ochotę na tą książkę, ale o dziwo mi przeszło i chyba dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś bardzo chciałam tą książkę, nawet byłam gotowa dać te 70-80zł za nią. Ale zanim poszlam do kasy postanowiłam usiaść w empiku i ja przejrzeć. Przeglądałam ją z 20min, może dłużej.. w ciagu tego czasu nie znalazlam tam informacji, której bym jeszcze nie wiedziała. Dużo podstawowych informacji, a chcialam czegos bardziej zaawansowanego. Suma sumarum, odłożyłam książkę na półkę. 70zł za kilka nowych informacji ktore może by się pojawiły w tej ksiazce? Nie, dziękuję. z you tube'a się dowiem więcej. ;)
    Wow... ale się rozpisałam ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też jakiś czas temu robiłam recenzję tej książki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam okazję czytać tę książke, i tak jak Ty poczułam zawód.
    Myśle, że Twój chłopak idealnie to ujął ;)

    Może mogłabyś zareklamować mojego bloga albo chociaż udostępnić ten komentarz?
    Te kosmetyki nie są mi potrzebne a na pewno przydałyby się innym dziewczynom.
    http://wyprzedazkosmetykow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. mimo wad, które wymieniłaś, chętnie zapoznałabym się z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak się zejdziemy na tę kawę to mi pożyczysz :-D Buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu :D I tak przy okazji - zajrzyj na maila :p

      Usuń
  10. Faktycznie trochę bez sensu jest napisana ta książka.

    OdpowiedzUsuń