wtorek, 30 kwietnia 2013

Projekt denko - kwiecień '13.

Bez zbędnych wstępów przechodzę od razu do pokazania Wam wyrzutków minionego miesiąca :)


Ziaja, masło kakaowe, kremowe mydło pod prysznic - wielka butla dobrego produktu o przepięknym zapachu, świetnej wydajności i niskiej cenie. Pełna recenzja - tutaj.
BeBeauty SPA, sól do kąpieli: nawilżająca (oliwka), ujędrniająca (lotos) - wspominałam o jednej z nich w tym poście, tutaj krótko podsumuję swoją opinię - wszystkie sole BB mają dla mnie takie samo działanie, a różnią się jedynie zapachem. Za cenę około 4 zł otrzymujemy produkt, który wypełni łazienkę pięknym zapachem oraz dobrze zmiękczy naskórek na naszym ciele.


Fruit Kiss sensual, mydło do rąk - kupiłam 3 egzemplarze w Biedronce (około 1zł/szt.) w celu włożenia ich do moich przegródek z bielizną. Zapach po otwarciu szuflady w komodzie jest nie do opisania! Świetny, tani, prosty i na pewno doskonale Wam znany sposób :)


Joanna, z Apteczki Babuni, szampon nawilżająco-regenerujący - mój faworyt! Piękny zapach, niska cena i bardzo dobre działanie. Po tym produkcie moje pasma nie wymagają nałożenia żadnej odżywki - szampon bardzo dobrze je wygładza, nawilża i ułatwia rozczesywanie. Pełna recenzja tutaj.
BeBeauty, micelarny żel do mycia i demakijażu twarzy i oczu - polubiłam się z nim na dobrę kiedy wycofali krem do mycia twarzy Alterra (klik). Jest tani, nie podrażnia twarzy i oczu oraz dobrze zmywa makijaż. Tutaj pisałam o nim osobny post.
Gerovital Plant, krem na kontur oczu i ust 20+ - świetna dawka nawilżenia za około 16zł. Czego chcieć więcej? Zapraszam Was tutaj do przeczytania pełnej recenzji produktu.
Garnier, krem do twarzy Essentials Hydration - jakiś czas temu kupiła go sobie moja mama, ale nie byłabym sobą, gdybym i ja nie wypróbowała zawartości słoiczka na swojej buzi. Żadko kiedy jakiś krem nie pasuje mojej cerze, dlatego też w przypadku Garniera byłam zadowolona z działania. Produkt dość dobrze nawilżył moją twarz, nie podrażnił jej, nie zapchał, no i świetnie nadawał się pod makijaż. Być może skuszę się na niego za jakiś czas :)


Fa, Pink Passion 24h - kupiłam ze względu na ładny zapach i małe opakowanie (moja ukochana Rexona Sexy nie wypuściła wersji podróżnych - chyba, że nie widzę ich w sklepie) z myślą o noszeniu w torebce, do pracy itp. Produkt spisał się na prawdę okej i myślę, że sięgnę po kolejną mini-wersję :)
Eveline, superskoncentrowany krem-maska do rąk - jak dla mnie bubel. O tym dlaczego produkt nie przypadł mi do gustu możecie przeczytać w tym poście.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej - bez zbędnych słów: klik klik klik.
Oriflame, Dream Cream, krem do rąk - ładnie pachnący produkt, który niestety średnio dobrze nawilża dłonie. Na pewno radzi sobie lepiej niż wspomniany wyżej Eveline, ale nadal nie jest to to, czego oczekuję. Z racji małego opakowania produkt fajnie spisał się do noszenia w torebce.
Neutrogena, emulsja do ciała z maliną nordycką (próbka) - o zgrozo, nigdy więcej! Chciałam kupić ten produkt w ciemno, ale na całe szczęście znalazłam próbkę podczas porządków w łazience. Postanowiłam wypróbować ją na swoim ciele i.. przez kolejne 3 dni cała skóra mnie piekła, była nienaturalnie gorąca. Nie wiem dlaczego kosmetyk tak na mnie zadziałał, ale z pewnością będę omijać go w sklepach szerokim łukiem!


Eveline, matująco-wygładzający puder mineralny w odcieniu 20 transparent - duży plus za ładne, solidne opakowanie wyposarzone w lusterko i gąbeczkę do aplikacji produktu. Sam puder spisał się okej, co najważniejsze - dobrze matowił i nie zapychał. Za cenę około 10 zł warto spróbować.
Wibo, Illuminating, podkład rozświetlający w odcieniu porcelanowy 01 - bardzo lubiany przeze mnie produkt, którego zapasy już mam w swojej toaletce. Pełna recenzja oraz zdjęcia przed i po w tym poście.
Miss Selene, lakier w odcieniu 211 - świenty i szalenie tani produkt (około 3zł). Lakier ten utrzymywał się na moich paznokciach nawet 7 dni (był jednym z lepszych egzemplarzy w całej mojej lakierowej kolekcji). Zgęstniał pod koniec opakowania, co i tak uważam za niemały plus - mam kilka dużo droższych lakierów, które gęstnieją po 2-3 użyciach!

To na tyle z moich zużyć. A jak Wasze denko w tym miesiącu? :)

Ewu ;)

piątek, 26 kwietnia 2013

Propozycja makijażu.. ślubnego? Diana po raz drugi :)

Makijaż oraz fryzurę na "mistrzowskim" poziomie potraktujcie z przymrużeniem oka - to był pełen spontan dzisiejszego dnia z moją piękną Dianą (kilik do jej poprzedniej metamorfozy makijażowej). Osobiście nie wyznaję reguły co do makijażu ślubnego - jak dla mnie panna młoda mogłaby stanąć przed ołtarzem nawet w ciemnym smoky eye, jeśli tylko czułaby się w takim wydaniu dobrze. Mimo wszystko zapragnęłam użycia cekinków w makijażu (których i tak pewnie nie dojrzycie na zdjęciu) i na myśl przyszło mi od razu delikatne, dziewczęce wydanie - no to mamy 'niby-ślubny look'.


Zoom na fryzurę - kok z różyczkami, prościej być nie mogło! Tylko welonu brak..


Jak zwykle - wybaczcie mi jakość zdjęć, ale totalnie nie czuję się w tym temacie. :<
______________________

Ponad to chciałam Wam pokazać kilka migawek z wczorajszego backstage'u - efekty już niedługo!


Całuję!
Ewu ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

TAG: 100% girly!

Wczoraj na kanale MissPKproject zobaczyłam nowy TAG, który postanowiłam zrobić. Póki co nie mam odpowiedniego sprzętu do wykonania zdjęć do recenzji na bloga, ponieważ mama zabrała aparat na wyjazd. Na szczęście już jutro w nocy wraca i będę mogła ruszyć z "normalnymi" postami (nie obrażając TAGów ;)).

1. Twój ulubiony krem na dzień? Na noc? Pod oczy?
Kremy na dzień zmieniam co jakiś czas, jednak moim faworytem jest Lirene - krem matująco nawilżający (recenzja). Jeśli chodzi o krem na noc to najlepiej sprawdza się u mnie Ziaja oliwkowa (recenzja), a ulubiony krem pod oczy to Gerovital Plant nawilżający krem na kontur oczu i ust 20 + (recenzja).

2. Czy sadzisz ze firmy takie jak np. Estee Lauder czy Lancome, które oferują dobra luksusowe wytwarzają najlepszej jakości produkty?
Nie. Wśród tanich i drogich firm znajdziemy i buble i perełki. Natomiast uważam, że warto zainwestować w pielęgnację twarzy i zapachy z wyższej półki.

3. Jakiego produktu używasz do demakijażu?
Żelu micelarnego BeBeauty do demakijażu twarzy (recenzja), płynu micelarnego BeBeauty do demakijażu oczu (recenzja).


4. Jaki jest ulubiony Twój żel pod prysznic na ten moment?
Isana o zapachu melona i gruszki oraz Ziaja masło kakaowe (klik).

5. Czy kapiesz się codziennie? Ile razy na dzień?
Oczywiście, że tak :D Zazwyczaj raz - dwa razy dziennie, ale wiadomo, że zdarzają się dni kiedy muszę robić to częściej.

A gdybym miała taki widok z wanny to ciężko byłoby mnie w ogóle z niej wyciągnąć ;) (zdjęcie nie jest moją własnością, zapożyczyłam je z internetu)

6. Jaki jest Twój ulubiony balsam do ciała na ten moment?
Balsamu nie używam, ale bardzo polubiłam się z masłem do ciała Isana, wersja z masłem shea i kakao (klik).

7. Jakiego antyperspirantu używasz? Czy spełnia on obietnice producenta?
Od lat używam Rexony Sexy - jest niezastąpiona we wszystkich warunkach i tak - spełnia obietnice producenta.

8. Czy często robisz french manicure? Czy wykonujesz go w domu? Jak często malujesz paznokcie? Czy stosujesz tipsy?
Czasami zdarza mi się robić french "tak po prostu", ale raczej zostawiam go na specjalne okazje - rozmowa kwalifikacyjna, wesele. Paznokcie maluję wtedy, kiedy mam ochotę - czasem co dwa dni, czasem co pięć (czyli średnio wtedy jak lakier mi odpryskuje). Tipsy miałam dwa razy w życiu i uwierzcie mi, że to było co najmniej kiepskie doświadczenie. Musiałam prosić koleżankę, żeby w toalecie w szkole zapięła mi rosporek - inaczej odpadłby mi paznokieć :D (ale na temat żeli mam już zupełnie inne zdanie ;)).


9. Jeśli posiadasz produkty firmy Mac, to w którym jesteś zakochana?
Nic nie posiadam z tej firmy :)

10. Czy lubisz delikatny makijaż oczu czy tez mocniejszy? Jakie kolory cieni preferujesz?
Bardzo lubię i delikatny i mocny. Najlepiej czuję się w cieniach łososiowych, brązowych i szarych.

11. Jaka firmę kosmetyczną uwielbiasz?
Bardzo lubię Wibo, Make Up For Ever oraz Essence.

12. Preferujesz wysoki obcas czy płaski? Szpilki, koturny czy balerinki?
Zależy od dnia, humoru i warunków :) Kiedyś nosiłam tylko płaskie buty, później przestawiłam się na koturny, które wręcz uwielbiam, natomiast teraz śmigam najczęściej w szpilkach.

13. Jaka jest Twoim zdaniem najpiękniejsza torebka, która posiadasz? Czy już zrobiłaś Tag What's in my bag?
Najpiękniejsza torebka, którą posiadam to kuferek z e-torebki sprezentowany przez moich przyjaciół na 19 urodziny :) Zrobiłam ten TAG właśnie z jego "udzialem" :) (klik).


14. Biżuteria, którą najbardziej kochasz albo z którą się nigdy nie rozstajesz?
Moje 4 pierścionki - jeden od mojego Ukochanego, dwa od taty i jeden prezent od sąsiadki, ale za to jaki wyjątkowy :) Poza tym zawsze noszę te same dwa kolczyki w dodatkowych dziurkach w prawym uchu.
Dla przykładu po lewo pierścionek od M., po prawo od taty :)

15. Czy Twój partner kupuje Ci kosmetyki? Czy robisz to sama?
Owszem, zdarza się, że Marek kupi mi jakiś kosmetyk, ale raczej wolę takie rzeczy wybierać sama albo ewentualnie podać mu konkretną nazwę produktu, który potrzebuję :)

16. Który z produktów kosmetycznych, które posiadasz 'odmienił' Twoje życie?
Na pewno baza pod cienie! Moim faworytem jest ArtDeco (recenzja). Nie wyobrażam sobie położyć cieni bez wcześniejszego zaaplikowania bazy, to się mija z celem! :)


TAGuję wszystkich tych, którzy mają ochotę odpowiedzieć na powyższe pytania.

Całuję,
Ewu ;)

piątek, 19 kwietnia 2013

Niewielkie zakupy z Rossmanna.

Jestem chyba mistrzynią w robieniu szybkich zakupów jak i odmawianiu sobie zbędnych rzeczy. Co prawda wyrobiłam w sobie ten nawyk dopiero niedawno, ale chyba wejdzie mi on w krew :) Plusów jest na prawdę wiele!


W Rossmannie dorwałam kilka niezbędnych mi rzeczy:
- For Your Beauty, temperówka na grubą i cienką kredkę - 4,49 zł.
- FYB, gąbeczki do nakładania podkładu - 6,49 zł.
- Wibo, podkład Illuminating w odcieniu 01 porcelanowy - 10,29 zł. (recenzja)
- Miss Sporty, Studio Lash Eyeliner w odcieniu 001 extra black - 8,99 zł.
- Miss Sporty, Liquid concealer w odcieniu 001 light - 10,99 zł.
- Lirene, odżywcza maseczka do twarzy - 2,59 zł.

Całuję,
Ewu ;)

czwartek, 18 kwietnia 2013

BeBeauty, płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu - recenzja.

Do demakijażu oczu najbardziej lubię produkty dwufazowe, natomiast do demakijażu twarzy - kremy i żele. Nie mogłam się jednak oprzeć i nie wypróbować nowości od BeBeauty - płynu micelarnego.


 Opakowanie to przezroczysta 200ml buteleczka, na której znajdziemy etykietę z podstawowymi informacjami. Aplikator jest bardzo wygodny - wystarczy kliknąć i dzióbek "podskakuje" do góry. Niestety otworek jest dość duży i na pewno nie służy ku ekonomicznemu zużywaniu produktu.


Płyn ma dość intensywny zapach, co nie przypadło mi do gustu. Kojarzy mi się on z jakimś innym kosmetykiem o tym samym aromacie, który bardzo mnie podrażnił. Na szczęście w przypadku micela BeBeauty nic takiego się nie zadziało - produkt jest bardzo delikatny, producent zresztą zapewnia, że jest on przeznaczony do skóry wrażliwej. W kwestii demakijażu sprawdza się okej - radzi sobie z podkładem, cieniami, ale drobny problem stanowią eyeliner i tusz do rzęs. Być może wpływ na to mają moje długie i gęste rzęsy - ciężko wydobyć spomiędzy nich resztki maskary. Muszę po prostu czynność oczyszczania oczu powtórzyć dwa razy dla idealnego efektu. Nie przeszkadza mi to jakoś bardzo, ale wiadomo, że wolałabym takie powtórki omijać. Na plus produktu wpływa jeszcze jego niska cena - około 4 zł w Biedronce.

Skład: Aqua, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Panthenol, Peat Extract, Malva Sylvestris Flower Extract, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone.

Będę testować dalej nowe produkty, ale niewykluczone, że wrócę do micela BeBeauty :)

Ewu ;)

środa, 17 kwietnia 2013

DIY - pudełko z pamiątkami

Mam nadzieję, że jak poprzeplatam posty kosmetyczne kilkoma innymi, głównie z kategorii DIY, to nikt się nie pogniewa? Monotematyczność to jednak kiepskie rozwiązanie :) Tak więc dzisiaj napiszę o moim ukochanym pudełku z pamiątkami, które zrobiłam sobie już dość dawno temu, a które jest dla mnie na prawdę szalenie cenne :)


Wzięłam zwykłe pudełko po butach, umalowałam je na biało i obwiązałam fioletową rafią, aby dość ładnie prezentowało się na półce. Wrzucam do niego wszystkie ważne dla mnie rzeczy pamiątkowe (jestem bardzo sentymentalna ;)) - część z nich zaraz Wam zaprezentuję.


Pierwsza tura to zaproszenia (pokazuję akurat to najnowsze, ale posiadam ich całe mnóstwo!), następnie identyfikator z pierwszej poważnej pracy w Sephorze, zdjęcie z moją najlepszą przyjaciółką, długopis, którym napisałam i zdałam wszystkie matury, kartka "samorobiona" z dedykacją od mojego M. <3 oraz podwiązka ze studniówki.


Następny rzut to kartki z życzeniami - te na urodziny, walentynki, ale też jedna, którą dostałam od mojej klasy ze szkoły podstawowej, kiedy po wypadku leżałam w szpitalu. Zajebiście poczytać sobie tak po latach dedykacje typu "dla mojej naj-naj-naj-psiapsiółki" :D


Pozostając w temacie kartkowym przyszedł czas na pocztówki od znajomych. Wśród z nich znajduje się też jedna od znanej Wam z bloga coralblush19 - Martuś (:*).


Następnie rysunki - zawsze trafiałam na ludzi, którzy lubią rysować i obdarowywali swoimi pracami również mnie (np. podczas nuuudnej lekcji histroii :)). Poza tym zwróćcie uwagę na obrazek pierwszy od lewej - narysowała go 5-letnia siostra mojego M. i co mnie urzekło - TO JA JESTEM WYŻSZA! :D


Kolejne "pierdółki" to np. karta ze zdanego egzaminu prawa jazdy, płyta z materiałami ze studniówki, książka z wierszami, którą dostałam na zakończenie podstawówki, pierwsza obroża mojej Savanki oraz pamiętnik (w którym zresztą też mam powklejane rysunki, pocztówki itp.).

Pozostałe rzeczy które trzymam w pudełku to jakieś pamiątki z bierzmowania, figurki, które dostałam od znajomych wiele lat temu, listy od przyjaciółek i wiele, wiele innych.

Taka alternatywna "schowania" wszystkich ważnych i sentymentalnych dla nas rzeczy w jedno miejsce to najlepszy sposób na poprawę humoru w gorsze dni - otwieracie, przeglądacie, wspominacie i uśmiech na mordce gwarantowany :)

                                                                                      Całuję,
                                                                                      Ewu ;)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Kurs art-visage i stylizacji w ASP w Krakowie - relacja.

Dzisiaj przygotowałam dla Was post na temat kursu Art-Visage i Stylizacji I stopnia, który odbyłam w zeszłym roku. Przyznam szczerze, że wyjazd i nauka w Krakowskim ASP marzyła mi się już od prawie 3 lat! Kiedy tylko dostałam możliwość skorzystania z usług akademii byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi :)


Obsługa ASP to na prawdę wyjątkowi ludzie - ciepli, życzliwi i niezwykle pomocni. Pytano mnie, czy wiem jak dotrzeć do szkoły, czy mam zapewniony nocleg itp. - pełen profesjonalizm w relacji z klientem. Akademia ulokowana jest niedaleko Wawelu - na Rynku Dębnickim. Świetne, malownicze miejsce, tuż na Wisłą (miałam okazję spacerować jej brzegiem o 8 rano przed rozpoczęciem zajęć i było bosko!), gdzie znajdziecie kiosk, aptekę, gofry, zapiekanki, piekarnię i nie tylko. Nie trzeba się więc martwić o obiad, czy brać ze sobą wałówkę na cały dzień ;))


Wnętrza szkoły przeszły na początku 2013 roku remont i możecie zobaczyć je na zdjęciach. Ja akurat miałam przyjemność przebywać w poprzedniej aranżacji i powiem Wam szczerze, że jest to prawdziwy raj dla kosmetoholiczek! Mnóstwo kosmetyków, luster, toaletki.. - nie wiedziałam na czym skupić uwagę! :)


Na kursie Art-Visage i Stylizację, w którym uczestniczyłam razem z kilkoma innymi dziewczynami pracowałyśmy na kosmetykach BelArte oraz wielu innych. Każda z nas dostała swoją gąbeczkę do makijażu, której pilnowałyśmy jak oka w głowie :) Po dobraniu się w pary mogłyśmy zająć swoje miejsce pracy przy wybranej toaletce. Każdy "zespół" miał do dyspozycji swój zestaw kosmetyków i pędzli, co bardzo ułatwiło Nam pracę (kiedyś byłam w Łodzi na kursie wizażu, na którym niestety czekałyśmy w kolejce po bronzer, czy pędzel, bo był tylko jeden).

Od lewej: 2x z Aguś oraz raz z Andzią :*

Kurs trwał 4 dni, co daje 40 godzin lekcyjnych. Dla niektórych wyda się to mało, ale powiem Wam, że było w sam raz (chociaż najchętniej zostałabym tam z dziewczynami jeszcze kolejne kilka dni :)). Pierwsze zajęcia były bardziej teoretyczne - każda z Nas dostała skrypt szkoleniowy oraz tabele kolorystyczną. Porozmawiałyśmy z naszą nauczycielką, przesympatyczną panią Lidią, o tym jak urządzić swoje miejsce pracy, na co najbardziej zwrócić uwagę oraz wtajemniczyłyśmy się w zagadnienie stylizacji (dla mnie dotąd bardzo obce). Później przyszedł czas na praktykę! Nauczyłyśmy się m.in.: make-up no make-up, makijażu dziennego, wieczorowego, ślubnego oraz awangardowego. Ponad to każda z Nas przeszła krótką analizę kolorystyczną - dla mnie było to świetnym doświadczeniem i mam zamiar wykorzystywać ten sposób w przyszłości :) Na kursie było Nas całe 5 i każda każdą mogła umalować. Średnio wykonywałyśmy po 4-5 makijaży dzienne, także było co robić. Koleżanki, na które trafiłam okazały się świetne, w zasadzie ze wszystkim kontakt mam do dziś (pozdrawiam kochane!).

Od lewej: Andzia (KLIK), Mariolka, pani Lidzia, Aguś, ja, Agnieszka

Na zakończenie kursu przyszedł czas na podarunki - każda z Nas otrzymała certyfikat, kubek z logo BelArte oraz cień dobrany do naszej urody na podstawie przeprowadzonej wcześniej analizie kolorystycznej :) Oczywiście poza tam, jak na prawdziwe kosmetykoholiczki przystało, musiałyśmy kupić sobie małe co-nie-co i większość z Nas zdecydowała się na puder korekcyjny BelArte.


Bardzo miło wspominam te kilka dni z Krakowskiego życia i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie mi dane odbyć jeszcze jakiś kurs w ASP :)

Art-Visage i Stylizację polecam z całego serca! Poziom był na prawdę wysoki, poza tym na zajęciach przeważała praktyka, co miało dla mnie ogromne znaczenie. Teoria natomiast poprowadzona została krótko, zwięźle i na temat oraz zawierała w sobie same cenne i konkretne informacje.

Linki do stron ASP:
www.asp.edu.pl - link do strony głównej ASP
www.asp.edu.pl/kursy-makijazu.php - link bezpośredni do strony z opisem kursu
www.facebook.com/aspbeauty - link do fanpage ASP
www.belarte.com.pl/Makijaz/ - link do kategorii "Makijaż" w sklepie
www.youtube.com/user/TvAsp - link do kanału Youtube ASP

Całuję,
Ewu ;)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Lakiery na sezon wiosna - lato.

Pozostając przy wiosennej tematyce zapraszam Was na moje propozycje lakierów na sezon wiosna/lato :)


7 pozycji, 6 różnych firm.


Essence, multi diamenson XXXL shine w odcieniu 71 wanna kiss? - cudowny, rozbielony róż. Bardzo dziewczęcy, niestety niewygodny w aplikacji (recenzja, swatche).


Wibo, Gel Like w odcieniu 9 peaches and cream - tej pozycji przedstawiać chyba nikomu nie muszę :) (recenzja, swatche).


Wibo, kolekcja różana, odcień 3 -piękna, mocna pomarańcza. Do pełnego krycia potrzebne są trzy warstwy. Poza tym nie mogę się do niczego doczepić (recenzja, swatche).


My Secret w odcieniu 147 lavender - jeden z moich "naj" lakierów. Cudowny kolor i bezproblemowa aplikacja. Iście wiosenny, pozytywny odcień. Uwielbiam go!


Sephora w odcieniu L06 speed dating - najładniejsza fuksja z jaką miałam do czynienia. Poza tym lakier ma świetny pędzelek, którym idealnie maluje się płytkę paznokcia (recenzja, swatche).


Dior w odcieniu 401 - przepiękny, kremowy turkus. Bardzo dobra pigmentacja, bardzo dobra jakość i całkowicie przyjemna aplikacja. Jedynym minusem jest zbyt wysoka cena (recenzja, swatche).


Miss Sporty, Clubbing, odcień 456 - przepiękny błękitny, pastelowy kolor. Kojarzy mi się z bezchmurnym niebem w środku wiosny, bądź lata. Niestety tworzy smugi.

Wszystkie lakiery oprócz Diora mają "normalne" ceny wahające się od kilku do kilkunastu złotych.

Całuję,
Ewu ;)

środa, 10 kwietnia 2013

TAG: Kocham wiosnę!

Wiosny jak nie było tak nie ma, ale co mi szkodzi zrobić TAG przyporządkowany do właśnie tej pory roku :) Zapraszam do czytania!

Pytania:
1. Ulubiony wiosenny lakier:
Moje 3 ukochane pozycje to My Secret 147 lavender, Sephora L06 speed dating oraz Dior 401


2. Ulubione wiosenne produkty do ust:
 Szminki: Essence 55 coralize me!, Wibo eliksir 04 oraz Estee Lauder  P03 Pink Champagne
Błyszczyk: Oriflame z kolekcji letniej w kolorze happy glow


3. Ulubiona wiosenna sukienka:
Jedną z moich ulubionych jest sukienka dorwana na mazurach w House za 50zł.



4. Ulubiony kwiat:
Konwalie! Chciałabym nawet mieć je na swoim ślubie- są niezwykle urokliwe!


5. Ulubione wiosenne akcesoria/szale:
Z pewnością moja niebieska apaszka w panterkę oraz efektowne okulary przeciwsłoneczne (których aktualnie nie mam, bo moje ukochane zgubiłam :<)


6. Jaki wiosenny trend jest dla Ciebie najbardziej ekscytujący? (makijaż, moda, oba)
Szczerze powiedziawszy to nigdy nie gonię za trendami.. Noszę to co mi się podoba, a co niekoniecznie jest aktualnie na topie. Jeśli chodzi o makijaż to z pewnością podobają mi się turkusowe szaleństwa na oczach :)

7. Ulubiona wiosenna świeca:
 Świeczki porzuciłam na rzecz olejków - moimi hitami są melon i zielone jabłuszko.

8. Ulubiona wiosenna mgiełka/perfumy:
Z pewnością Marc Jacobs Daisy oraz Dolce Gabbana 3 :)


9. Jaka jest u Ciebie wiosna?
Zazwyczaj dość pogodna i ciepła, ale jeśli chodzi o aktualny stan pogodowy - zostawię to bez komentarza.

10. Co według Ciebie jest najlepsze w wiośnie?
Z pewnością to, że wszystko wraca do życia, a zimowe chandry odchodzą w niepamięć :) 

11. Czy lubisz wiosenne porządki?
UWIELBIAM! Jestem typem porządnisi, która wszystko musi mieć na swoim miejscu.

12. Twoje plany na przerwę świąteczną / wakacje:
 Już nauczyłam się, żeby za wiele nie planować, bo los i tak większość zmieni. Oczywiście mam jakiś zarys na najbliższe miesiące, ale nie chcę zapeszać, dlatego zostawię to dla siebie :)

TAGuję:

Ewu ;)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

DIY - toaletka

Długo zabierałam się do napisania tego posta i w końcu się udało. Co prawda moja prowizoryczna toaletka nie jest dopracowana tak, jakbym tego chciała, ale skoro to tylko efekt przejściowy to nie ma się nad czym rozdrabniać.


Kiedyś miałam w pokoju ogromne narożne biurko, ale na szczęście pozbyłam się go jakieś 9 miesięcy temu. Na jego miejsce wstawiłam stare biurko taty z dość ciemnego drewna i z pomocą mojej przyjaciółki zdobyłam białą okleinę. Tym sposobem chociaż kolor przypomina moją wymarzoną toaletkę (od czegoś trzeba zacząć ;)). Prostokątne lustro pochodzi ze sklepu Bibelo - dorwałam je za jakieś 5 zł, pomalowałam ramę na biało (wcześniej była jakaś dziwna, błyszcząca) i dokleiłam śnieżynki dla ozdoby. Dwustronne lusterko na wysuwanej nodze pochodzi z IKEI (koszt to około 25zł) - jest bardzo praktyczne i dzięki niemu zaoszczędzam dużo miejsca. Lampkę kupiłam za 10 zł w JYSKu (jest ozdobiona kwiatkami, czego nie widać nie zdjęciu), natomiast szklanki, w których mieszkają pędzle dorwałam na przecenach w Home&You (7 zł/szt.). Czarną szkatułkę na biżuterię dostałam od mojego M. na urodziny, natomiast białą (wcześniej surową, drewnianą) od przyjaciół na 18 urodziny (na niej: komplet biżuterii od M. oraz żabka na szczęście od znajomych z byłej pracy). Pudełeczko z różową kokardą to opakowanie po peelingu z AA - zdarłam naklejkę, ozdobiłam i wsadziłam do środka waciki i patyczki (jest to tymczasowe rozwiązanie dopóki nie znajdę idealnego szklanego pucharka).


Powyżej prostokątnego lustra wisi półka, na której dumnie prezentują się moje lakiery (półka to również projekt DIY - KLIK). Zapachy mieszkają na komodzie obok toaletki w pudełku po wodzie perfumowanej Estee Lauder (KLIK). Wisiorki, które często noszę zawiesiłam na drzewku, które stoi na parapecie. Drzewko pochodzi z Pepco i kosztowało 70 zł (w dodatku przepięknie się świeci).


A gdzie wszystkie kosmetyki? Ano, na półkach pod blatem biurka (z tego co pamiętam to tata sam te półki zrobił). Kolorowe szufladki pochodzą z Biedronki (17zł za komodę z 3 szufladkami).
1. Podkłady, korektory 2. pudry, róże, bronzery 3. tusze, kredki, eyelinery 4. Mniejsze palety cieni, cienie pojedyncze 5. Produkty do ust 6. Wszystko i nic - opakowania na podróż, lusterka.
7. Książki kosmetyczne 8. Wiklinowy koszyczek mieszczący wszystkie próbki 9. Pudełko, w którym trzymam rzeczy do manicure - pilniczki, cążki, stempelki, ozdoby 10. Zestaw ręczniczków Guerlain, a na nim puder do stóp Oriflame Feet Up oraz bronzer Dior 11. Palety cieni: Claire's oraz Sephora 12. Etui na pędzle.


Mimo, że nie wszystko wygląda tak, jakbym tego chciała to jestem zadowolona, że stworzyłam "swoje miejsce" tak niewielkim kosztem.

Ewu ;)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Wibo, Gel Like, 9 peaches and cream - recenzja.

Blogerskie lakiery zniknęły ze sklepowych półek w zastraszającym tempie. Po długich zmaganiach udało mi się przygarnąć odcień, którego pomysłodawcą jest Oleska (klik) i przyznam szczerze, że tylko na nim mi zależało (trafia idealnie w mój paznokciowy gust :)).


Buteleczka mieści 8,5 ml lakieru, a koszt takiej przyjemności to około 6 zł w drogeriach Rossmann. Producent zapewnia nas, że produkt jest imitacją lakieru żelowego, ale czy tak wychodzi w praktyce?


Pierwsze spotkanie z 9 peaches and cream nie było dla mnie ciekawe - lakier okropnie smużył, a jego nad zwyczaj lejąca konsystencja działała mi na nerwy. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty nakładać go ponownie na paznokcie - w końcu pierwsze wrażenie jest najważniejsze..


Mimo wszystko zaryzykowałam po raz drugi, a potem trzeci i tak dalej. Nie wiem co wpłynęło na poprawę jakości lakieru, ale o problemach przy pierwszej aplikacji już dawno zapomniałam. W tym momencie Wibo spisuje się rewelacyjne - zero smug i innych nieprzyjemności. Ponad to lakier szybko schnie - wczoraj nałożyłam dwie warstwy jakoś po 21, a już o 23 poszłam myć głowę i nie odnotowałam, żadnych zdartych końcówek, odcisków itp.


Wydaje mi się, że dla idealnego efektu Oleskowy lakier wymaga 3 warstw (na zdjęciu mam dwie), co nie szczególnie przypadło mi do gustu. Poza tym peaches and cream przepięknie się błyszczy i nie wymaga nałożenia top coatu (chyba, że tego który ma przedłużyć trwałość manicure lub przyspieszyć wysychanie :)). Trwałość na moich paznokciach to około 3-4 dni.


Niestety nie zgodzę się z tym, że seria Gel Like imituje lakiery żelowe. Byłam na to zresztą przygotowana, także rozczarowanie nie było duże :) A jakie Wy macie zdanie na ten temat?

Myślę, że to nie ostatni egzemplarz z blogerskiej kolekcji jaki posiadam. A to wszystko przez Was blogerki-kusicielki! :)

Buziam!
Ewu ;)