czwartek, 30 maja 2013

Isana, oliwkowy krem do rąk - recenzja.

Dłonie są naszą wizytówką, dlatego dbam o nie najlepiej jak potrafię. Jakiś rok temu używałam kremu migdałowego z Isany (edycja limitowana), który sprawdził się u mnie rewelacyjnie. Postanowiłam ponownie przyjrzeć się asortymentowi tej firmy i skusiłam się na wersję oliwkową (chociaż najbardziej chciałam tę z 5% mocznikiem, ale niestety nie zastałam jej na sklepowej półce).



Produkt zamknięty jest w poręcznej 100ml, miękkiej tubce z ciekawą szatą graficzną. Klapka łatwo się otwiera, natomiast otwór wydobywa odpowienią ilość kremu. Konsystencja gęsta, dość mocno zbita, co wpływa na na prawdę dobrą wydajność. Kosmetyk zapachem przypomina mi nic innego jak mydło, osobiście mi to nie przeszkadza. Poza tym utrzymuje się on dość długo na dłoniach, co uważam za plus (inaczej, gdyby zapach mi nie podpasował.. ;)).


Działanie kremu oceniam dobrze. Produkt ładnie nawilża dłonie, lecz efekt nie jest długotrwały. Poza tym nie zostawia tłustego filmu oraz nie ma żadnego wpływu na skórki wokół paznokci (wersja migdałowa radziła sobie z nimi wyśmienicie!). Do plusów dołączę jeszcze niską cenę - ok 5 zł - oraz dobrą dostępność.


Skład: Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Alcohol, Panthenol, Olea Europaea Fruit Oil, Theobroma Cacao Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Ethylhexylglycerin, Copernicia Cerifera Cera , Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Sodium Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin, Geraniol.


Ewu ;)

wtorek, 28 maja 2013

Projekt denko maj '13.


Koniec miesiąca tuż tuż, więc przyszedł czas na podsumowanie. To, jak szybko leci czas jest nie do opisania! A u mnie również poleciało trochę pustych opakowań i muszę przyznać, że z wyniku jestem na prawdę zadowolona :)

 

BeBeauty, zmywacze do paznoci: z lanoliną i glieryną oraz z olejem kokosowym i gliceryną - nie widziałam pomiędzy nimi żadnej różnicy. Spisują się bardzo dobrze, jednak pomka trochę przecieka. W tej chwili kupuję inne zmywacze i przelewam je do opakowania po BB. Recenzja drugiego z nich tutaj.
C-thru, pearl garden, dezodorant do ciała
- uwielbiam ten zapach! Niestety jest on na tyle mocny, że gryzł mi się z innymi perfumami, które używałam. Tak więc dezodorant posłużył mi jako zapach do pokoju i spisał się w tej roli na medal :)
Oriflame, Dream Cream, miniaturka kremu do rąk - piękny zapach i beznadziejne działanie. Efekt nawilżenia utrzymywał się godzinę, góra dwie. Na pewno nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie tego produktu.


Isana, Body Creme, sheabutter & kakao - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Cudowny produkt o nieziemskim zapachu, ogromnej pojemności, niskiej cenie i bardzo dobrej wydajności. Używałam go głównie do kremowania włosów (efekty lepsze niż po wszystkich maskach i olejach jakie do tej pory używałam) oraz nawilżania stóp. Na pewno kupię kolejny egzemplarz, być może w innej wersji zapachowej. Klik do osobnego posta na temat tego kremu.
Schwarzkopf GlissKur, dwufazowa odżywka do włosów z 7 olejkami - świetny produkt, który pięknie pachnie i bardzo ułatwia rozczesywanie włosów. Tutaj pełna recenzja.
Kerastase, Chroma Reflect - maska za ogromne pieniądze i o przepięknym zapachu. Niestety mam do niej mieszane uczucia. Kiedyś spisywała się u mnie rewelacyjnie, ale od konie opakowania było już tragicznie. Sama nie wiem, dlatego tak się dzieje. Być może to kolejny produkt, do którego moje wlosy się przyzwyczaiły i przestały dobrze reagować na jego działanie.. Tutaj możecie pzeczytać osobną recenzję na jej temat.


Intimea, żel do higieny intymnej - mój ulubieniec, którego chwilo zdradziłam ;). Pięknie pachnie, dobrze odświeża i nie podrażnia. Osobiście nie wymagam niczego więcej. Klik do recenzji.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej - mój absolutny hit! Tutaj osobny post na ich temat.
Isana, olejek od prysznic o zapachu melona i gruszki - cudowny, orzeźwiający, tani i wydajny! Produkt dobrze się pieni, nie wysusza skóry i zapewnia prawdziwy raj dla zmysłów!


BeBeauty, płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu - nistety już wyofany.. Bardzo dobry produkt za niewielkie pieniądze. Udało mi się kupić dwa zapasowe opakowania. Pełna recenzja tutaj.
Inglot, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - moim zdaniem kiepski kosmetyk o małej pojemności i nieadekwatnej cenie (7zł/25ml). W tym poście pisałam o nim więcej.
Ziaja, maska nawilżająca z glinką zieloną oraz Lirene, maska nawilżająca - oby dwie działają na moją skórę tak samo z tym, że Lirene zostawiam do wchłonięcia, a Ziaję zmywam po 15 minutach. Ciąglę odkupuję kolejne saszetki i myślę, że długo będę tym maskom wierna :)


ArtDeco, baza od cienie - mój KWC! Idealnie utrzymuje makijaż oka na miejscu i przedłuża jego trwałość. Tutaj pisałam osobną recenzję na jej temat.
Eveline, volumix fiberlast, maskara do rzęs - bardzo lubię ten kosmetyk i na pewno kupię jeszcze niejedno opakowanie (to było moim drugim). Tutaj możecie przeczytać pełną recenzję i zobaczyć efekty na moich rzęsach.
Wet'n'wild, Ultimate sheer, nawilżający podkład do twarzy
 - tani i bardzo dobry produkt - mimo, że zapach nie należał do najprzyjemniejszych. Produkt wyglądał na twarzy niezwykle naturalnie, był trwały i nie zapychał porów.
Vipera, Jumpy, biały lakier do paznokci - bardzo ładna, kremowa i dobrze kryjąca biel. Niestety produkt zgęstniał w 1/3 opakowania.

A jak wasze majowe denko?

                                                                                                  Ewu ;)

niedziela, 26 maja 2013

Lovely, UV shine nr 8 - recenzja.

Pierwszy lakier Lovely, z którym miałam do czynienia to bezdrobinkowa, kremowa biel o słabym kryciu (seria Classic). Kilka dni później mama przyniosła do domu kolejny lakier tej firmy, tym razem z serii UV shine w numerze 8. Nie mogłam nie przetestować tego mocno przyciągającego uwagę niebieskiego odcienia!


Lakier znajduje się w ciekawej buteleczce mieszczącej 8 ml emalii. Jego konsystencja jest dość gęsta i dla mnie nieco uporczywa podczas aplikacji (ale wiem, że wiele osób zachwala te lakiery). Pędzelek jest wygodny, do ideału trochę mu brak, aczkolwiel miałam do czynienia z gorszymi :) Krycie oceniam dobrze - w przypadku tego dość ciemnego koloru konieczne było nałożenie dwóch warstw. Lakier posiada maleńkie drobinki niebieskie oraz srebrne, co tworzy ciekawe wykończenie na paznokciu. Poza tym Lovely nie tworzy smug i nie bąbelkuje. Nie wiem natomiast jak podejść do kwestii trwałości - na zdjęciach możecie zauważyć nieco starte końcówki, a manicure robiłam w piątek wieczorem. Przez ten czas jedynie czynności jakie mogły wpłynąć na trwałość lakieru to częste zmywanie oraz drapanie po plecach mojego M. Ale czy to aż tak wiele? Dotychczas  większość posiadanych przeze mnie lakierów nie ścierało mi się w tak szybkim tempie i mani mogłam śmiało powtarzać co 4-5 dni (dla przykładu w poprzednim mani grzebałam w ziemi w trakcie prac na działce i nie odnotowałam żadnych ubytków).


Dodatkowo producent zapewnia, że lakiery z serii UV shine świecą pod lampą UV - tego faktu nie sprawdziłam, dlatego przemilczę temat.
 
Mimo wszystko kolor lakieru podoba mi się na tyle, że z pewnością jeszcze wiele razy zagości na moich paznokciach w najbliższym czasie :)

Baza: Killys, wzmacniający żel z wapniem
Kropki: Oriflame Very Me Nail Art + sonda Essence
Top coat: Sally Hansen Dry Kwik (recenzja)

Ewu ;)

czwartek, 23 maja 2013

Sally Hansen, Dry Kwik nail color dryer - recenzja.

Nie wiem, czy wiecie, ale niecierpliwość to moje drugie imie. :) Zmierzam do tego, że bardzo, ale to baaardzo nie lubię czekać aż lakier na paznokciach będzie w pełni suchy. No, ale od czego mamy przyspieszacze wysychania? Pomimo, że na rynku, aż roi się od tego typu produktów to ja zdecydowałam się bez większych wahań na Dry Kwik od Sally Hansen.


Produkt zamknięty jest w przezroczysej buteleczce, której pojemność wynosi 13,3 ml. Producent zapewnia, że Dry Kwik wysusza lakier kolorowy w 60 sekung, nawilża i odżywia skórki oraz zapobiega marszczeniu się lakieru. Jego konsystencja przypomina oliwkę, a pędzelek jest sztywny i prostokątny. Na początku bałam się, że aplikacja będzie trudna, ale nic bardziej mylnego! Zaaplikowanie wysuszacza trwa krótką chwilę i jest banalnie proste oraz wygodne.


Obietnice producenta są kuszące, to fakt, i w zasadzie muszę się pod nimi podpisac - Dry Kwik faktycznie spełnił moje oczekiwania. Nakładam go około minutę/dwie po zaaplikowaniu lakieru kolorowego i za chwilę mogę cieszyć się skończonym manicure. Produkt szalenie przyspiesza wysychanie kolorowej emalii! Czasami radzi sobie z tym już po upływie minuty, a czasami trzeba odczekać chwilę dłużej (max 3min). Nawilżenia skórek nie zauważyłam, ale też nie odnotowałam ich przesuszenia. Poza tym Dry Kwik ładnie nałybłyszcza płytkę paznokcia oraz nie ma żadnego negatywnego wpływu na trwałość lakieru.

Zapach produktu kojarzy mi się z jakimś aptecznym specyfikiem, jednak jest on wyczuwalny dopiero wtedy jak przyłożymy nos do otworu buteleczki. Wydajność oceniam bardzo dobrze - użyłam ten produkt już wiele razy i jak widzicie na zdjęciach ubytek jest niewielki. Jego cena bywa różna - regularnie kosztuje ok 30 zł, ja dorwałam go w sklepie internetowym (www.paatal.pl) za ok 10 zł.

Skład: Mineral Oil, Octyl Epoxy Tallate, Cyclopentasiloxane.

Serdecznie polecam!

                                                                                                Ewu ;)

środa, 22 maja 2013

Paznokcie dnia - mleczny róż z fioletowym dodatkiem.

Wczoraj zakupiłam sondę od Essence, którą musiałam w trybie natychmiastowym przetestować. Powiem Wam szczerze, że nie odczułam żadnej różnicy pomiędzy nią, a zwykłą główką od szpilki, której używałam dotychczas.


Mani był ekspresowy, prosty i niezbyt wyszukany. Takie o, mleczno-różowe pazurki ozdobone fioletowymi groszkami. :)


Czego użyłam? 1 - Killys, wzmacniający żel z wapniem (podpatrzony u Mallene), który bardzo dobrze służy mi jako baza pod lakier kolorowy. 2 - Essence, multi diamenson XXXL shine w odcieniu 52 wanna kiss? Najbardziej trudny w aplikacji lakier z całej mojej kolekcji. No, ale odcień jest na tyle piękny, że czasami warto się pomęczyć i podenerwować wzrok niedociągnięciami koło skórek (pędzelek jest tragiczny!). 3 - Nail&Day Les Vernis w odcieniu F20. 4 - Sally Hansen Dry Kwik - top coat przyspieszający wysychanie lakieru (wkrótce recenzja).

                                                                Pozdrawiam Was serdecznie!
                                                                                  Ewu ;)

poniedziałek, 20 maja 2013

Sesja zdjęciowa z Olą i Arkiem. Czerń kontra biel!

Dzisiaj mam dla Was efekty z ostatniej sesji. Po raz pierwszy para, po raz pierwszy tak otwarci na propozycje ludzie! Nawet chłopak dał się wymalować bez większych przeszkód, także sesja była klimatyczna i na swój sposób wyjątkowa - no bo przecież nie każda para ma w swoim albumie takie zdjęcia w takich stylizacjach.. ;) Czerń kontra biel - zapraszam do oglądania!









Mam nadzieję, że to nie jedyna sesja z tą uroczą parą :)

Pozowali: Ola&Arek
Zdjęcia: Marta Cieplucha (www.facebook.com/FotografieMartaCieplucha)
Makijaż: Ja (www.facebook.com/EwaPyszWizaz)

Ewu ;)

czwartek, 16 maja 2013

Dove Summer Glow, samoopalający balsam do ciała - recenzja.

Nie będę ukrywać, że uwielbiam mieć opalone ciało, problem w tym, że niekoniecznie kręci mnie leżenie na słońcu. Na szczęście są inne rozwiązania (oczywiście nie myślę tutaj o solarium ;)), a jednym z nich jest balsam samoopalający. Dove Summer Glow stosowałam już X lat temu i dostawałam dużo komplementów od koleżanek, że mam ładnie opalone nogi. Postanowiłam po raz kolejny zakupić ten produkt i podzielić się swoją opinią na jego temat.


Z dwóch dostępnych wersji wybrałam tę do jasnej karnacji. Produkt jest zamknięty w estetycznej, wygodnie leżącej w dłoni buteleczce o pojemności 250ml. Klapka jest łatwa do otworzenia, w otworek to maleńka dziurka, przez którą na pewno nie umknie nam zbyt dużo balsamu. Kosmetyk ma przepiękny zapach, oraz dość gęstą, zbitą konsystencję, która nie przelewa się przez palce i nie sprawia kłopotu podczas aplikacji na ciało. Ponad to balsam łatwo się rozsmarowuje, nie tworzy plam, smug oraz nie wysusza i nie podrażnia skóry (nawet po depilacji).
 

Jeżeli chodzi o efekty to są one zauważalne już po pierwszych dwóch użyciach. Skóra nabiera koloru lekkiej, estetycznej opalenizny. Myślę, że większość osób nie będzie w stanie odróżnić tej naturalnej, osiągniętej przez słońce, a tej którą zbudować można w domowym zaciszu produktem Dove. Osobiście stosuję ten produkt raz lub dwa razy dziennie. Trzeba przygotować się na to, że jego zapach, mimo że jest na prawdę przyjemny, utrzyma się na naszym ciele bardzo długo - w zasadzie aż do następnej kąpieli. Ponad to warto zauważyć, że Summer Glow nie brudzi ubrań/piżamy oraz jest bardzo wydajny. Za cenę kilkunastu złotych (wahającej się od 11 do 17) oraz bardzo dobrą dostępność (drogerie, supermarkety) jak najbardziej polecam przetestować.

Skład: Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Stearic Acid, Dihydroxyacetone, Glycol Stearate, Dimethicone, PEG-100 Stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copoly, Glyceryl stearate, Potato Starch Modified, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Parfum, Cetyl Alcohol, Citric acid, Polysorbate 60, Stearamide AMP, Disodium EDTA, Sorbitan Isostearate, Maltodextrin, Potassium lactate, Sodium PCA, Helianthus Annuus Seed Oil, Isomerized Linoleic Acid, Urea, Collagen Amino Acids, Lactic acid, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Caramel, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 16255, CI 47005

                                                                                             Ewu ;)



środa, 15 maja 2013

Inglot, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - recenzja.

Nie ma co ukrywać - w dwufazowych płynach do demakijażu oczu zakochałam się wtedy, kiedy poznałam, zapewne dobrze Wam znany, produkt marki Sephora. Mimo wszystko z racji na jego dość wygórowaną cenę nie skusiłam się na kolejne opakowania - chciałam znaleźć tańszy, a równie dobry kosmetyk. Na pierwszy ogień poszedł Inglot, do którego skutecznie namówiła mnie konsultantka.
 

Produkt zakupiłam w cenie promocyjnej za 3zł (przeceniony z 7zł) i pierwsze co mnie uderzyło to jego maleńkie opakowanie, mieszczące 25ml produktu. W zasadzie czemu się dziwić, w końcu koszta są adekwatne do pojemności. Doszukując się jakiś plusów (taki już mój zwyczaj) stwierdzam jedynie ten, że maleństwo od Inglota nadałoby się idealnie na podróż, bądź do stałego noszenia w kosmetyczce w razie jakiś 'przygód' (oczywiście lepszym rozwiązaniem byłoby kupienie opakowania podróżnego w Rossmannie za jakieś 1-2zł i przelanie do niego swojego ulubionego produktu..).

 
Kolejne uderzenie miało miejsce, kiedy to odkręciłam opakowanie w domu. Nie dość, że produktu jest tak mało w buteleczce to jeszcze łatwo można go zmarnować, podczas aplikacji - przyznajdzie, że dziurka jest na prawdę sporych rozmiarów. Oczywiście wszystko jest kwestią wprawy, ale obawiam się, że 25ml to za mało na posiąście odpowniednich umiejętności.. No, to przejdźmy w końcu do zawartości, czyli dwufazowego płynu, który wg producenta ma radzić sobie z usuwaniem makijażu wodoodpornego. Owszem, robi to nawet całkiem nieźle, ale śmiem twierdzić, że płyn micelarny BeBeauty radzi sobie bardzo podobnie. Warstwa olejowa nie tylko dobrze rozpuszcza makijaż, ale i rozciera go wokół oczu! Poza tym pozostawia tłustą warstwę, czego bardzo nie lubię i na szczęście nie podrażnia (jeszcze tego by brakowało!).
 
Skład: Isododecane, C12-15 Alkyl Benzoate, Isostearyl Palmitate, C30-45 Alkyl Methicone, C30-45 Olefin, Tocopherol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol.
 
Cóż, Inglot wypadł przy Sephorze kiepściutko. Czas na ciąg dalszy moich poszukwiań dwufaza idealnego, życzcie mi powodzenia albo polećcie coś godnego uwagi! :)
 
Ewu ;)


wtorek, 14 maja 2013

Sesja zdjęciowa z Pauliną.

Tydzień temu miałam przyjemność pracować z na prawdę przesympatyczną i śliczną dziewczyną, której wykonałam makijaż do sesji zdjęciowej. Kilka zdjęć wrzucę Wam tutaj, a resztę będziecie mogli obejrzeć na stronie, którą podam pod koniec notki.

Drobna zmiana fryzury..

Modelka: Paulina Wilk
Zdjęcia: Marta Cieplucha (www.facebook.com/FotografieMartaCieplucha) -więcej zdjęć Pauiliny.
Makijaż: Ja (www.facebook.com/EwaPyszWizaz)

Ewu ;)


poniedziałek, 13 maja 2013

Zakupy i zdobycze ostatnich tygodni - cz.2.

Pierwszą część pokazywałam Wam w poprzednim poście (klik), a teraz czas na resztę. Zapraszam do czytania!

1. Nagroda pocieszenia w konkursie na nagłówek u SexiChic (klik)

*Donegal, żelowe separatory - takich gadżetów nigdy zawiele, na pewno niedługo pójdą w ruch.
*TsoMoriri, mydło organiczne Amore - przepięknie wygląda i bardzo ładnie pachnie. Aż żal mi je zacząć używać.. ;)
*Wibo, Growing Lashes Stimulator Mascara - jedna z moich ulubionych maskar! Niestety na swoją kolej musi trochę poczekać, ponieważ tuszy mam do testowania aż za wiele.
*Perfecta SPA, domowy pedicure - w jego skład wchodzą wulkaniczny peeling oraz maska-serum. Jestem szalenie ciekawa tego produktu i niebawem go użyję. Oczywiście dam znać jak się u mnie sprawdził.
*Dermedic - 2 próbki kremu do twarzy i dwie próbki lotionu do ciała.

2. Zamówienie z www.paatal.pl
To jeden z moich ulubionych sklepów internetowych - obsługa jest fenomentalna, bardzo dobre podejście do klienta. Poza tym tanie i dobre produkty oraz błyskawiczna dostawa (zamawiałam do paczkomatu, co kosztowało mnie 7zł, a paczka była u mnie na drugi dzień!)


*Joko, Virtual, paleta 7 pudrów do twarzy (6 matów, 1 z drobinkami) - nie mogłam się oprzeć tej paletce - będzie dla mnie bardzo wygodna, podczas sesji zdjęciowych. Wczoraj najjaśniejszy z pudrów użyłam po raz pierwszy i powiem tyle: wow!
*Gilette, balsam po goleniu - kupiłam dla mojego M. do przetestowania.
*Sally Hansen, Dry Kwik, preparat przyspieszający wysycanie lakieru - jestem nim o-cza-ro-wa-na! Wczoraj użyłam po raz pierwszy i nie mogłam wyjść z podziwu!
*Ingrid, baza matująco-wygładzająca - chyba faktycznie dobrze matuje (tak wnioskuję po pierwszym użyciu), ale o tym dam znać w pełnej recenzji produktu za jakiś czas.
*Lanna Oriental SPA, Herbal Compress Face - szczerze powiedziawszy kupiłam ten produkt z czystej ciekawości. Nigdy o nim nie słyszałam, nie czytałam, więc mam pewne wątpliwości, ale co tam - raz się żyje!
*Collection 2000, cień sypki 21 paradise - prawdziwe cudo za grosze! Tego nie da się opisać, to trzeba pokazać na oku, zatem czekajcie na recenzję :)
*Pokrowiec/szuflada na buty - no i tu potwierdza się teoria, że na obrazku wszystko wygląda lepiej. Niestety ten 'gadżet' nie jest najlepszej jakości. Albo go trochę ulepszę i podreperuję albo znajdę inne zastosowanie dla tego kawałka materiału... W każdym razie kosztował niewiele i chwała mu za to!

3. Mam najlepszego faceta na świecie!
W piątkowy wieczór M. zasiadł przed komputerem i grzebał przy moim blogu. Za chwile uśmiecha się do mnie i mówi "masz swoją domenę, to prezent ode mnie" - nie wiecie jaka była moja radość i jakie zaskoczenie, że wiedział, pamiętał i co najlepsze - po prostu to zrobił! Od dzisiaj zapraszam Was na..:


W międzyczasie pojechałam jeszcze do Douglasa po nowe opakowanie bazy ArtDeco (klik).

                                                                                            Pozdrawiam!
                                                                                                   Ewu ;)


piątek, 10 maja 2013

Zakupy i zdobycze ostatnich tygodni cz.1.

Maj miesiącem zakupów! Sama nie wiem dlaczego, ale tak wychodzi już któryś rok z rzędu :) Jeśli jesteście ciekawi, co wpadło w moje ręce przez ostatnie dni to zapraszam do oglądania pierwszej części (jutro lub pojutrze pojawi się kolejna).

1. Zakupy z Rossmanna.
Co prawda szłam do sklepu głównie po lakier piaskowy od Lovely, ale wyszło jak wyszło. Lakieru nie było, więc do koszyka wpadło mi kilka innych produktów, rzecz jasna - niezbędnych.


*Joanna z Apteczki Babuni, balsam do włosów suchych i zniszczonych
- używałam go namiętnie jakiś czas temu i teraz, kiedy moja odżwyka z Gliss Kur sięga dna (klik do recenzji), to zapragnęłam do niego wrócić. Oby spisywał się tak samo dobrze, jak kiedyś!
*Facelle, płyn do higieny intymnej - a w zasadzie płyn uniwersalny, który można użyć jeszcze do włosów, ciała i twarzy. Kupiłam go na zastępstwo Intimea (klik). Skoro chusteczki tej firmy są moim KWC to może płyn także? :)
*Facelle, chusteczki do higieny intymnej - klik klik klik.
*Perfecta SPA, mus do ciała wyciągiem z grejpfruta i kofeiną - nie mogłyśmy się oprzeć mu razem z mamą! Mam nadzieję, że spisze się równie dobrze jak masła Perfecta SPA (klik).
*Isana, oliwkowy krem do rąk - wcześniej miałam migdałowy (klik), a teraz chciałam wersję z mocznikiem, ale niestety nie było. Jako, że koniecznie musiałam dzisiaj zakupić jakiś krem do rąk to padło na wersję oliwkową, obym się nie zawiodła.
*Lovely, Classic w odcieniu 25 - piękna kremowa biel, której od dawna szukałam!
*Ziaja, maseczki do twarzy: nawilżająca z glinką zieloną oraz oczyszczająca z glinką szarą.

2. Prezenty od kochanej G. :*
Pewna dobra duszyczka obdarowała mnie ostatnio (zupełnie bez okazji) kilkoma 'drobiazgami' które wywołały u mnie masę radości! Wielki buziak dla Ciebie, G.!



*Avon, torbo-kosmetyczko-kuferek
- ma mnóstwo przegrudek i póki co idealnie spisuje się do tachania kosmetyków na sesje zdjęciowe.
*Avon, dwustronna kosmetyczka - ma duże przezroczyste kieszonki, co bardzo ułatwia mi szukanie danego produktu.
*Avon, paleta korektorów w odcieniu Ivory - połowa była zużyta, ale ja z chęcią przygarnęłam dwa pozostałe kolory.
*Avon, calming effects, podkład nawilżająco-rozświetlający w odcieniu Ivory - bardzo przypomina mi Wibo Illuminating (klik), czyli mojego ulubieńca :)
*Avon, ideal shade, korektor w sztyfcie w odcieniu Fair - lubię sztyfty, więc liczę na przyjemną znajomość z tym produktem.
*Avon, MistakeProof mascara - maskara i korektor do usunięcia np. odciśniętego na powiece tuszu.

3. Zakupy w Inglocie



*Inglot, cień do powiek
- niestety nie podam Wam numerka, ponieważ jest to prezent dla G., którego wolałabym nie wyciągać z kasetki, aby się nie uszkodził.
*Inglot, dwufazowy płyn do demakijażu - był w promocji z 3zł to wzięłam do przetestowania :)

Koniec części pierwszej. Miałyście któryś z tych produktów? Dajcie znać w komentarzach!

                                                                                                      Ewu ;)


czwartek, 9 maja 2013

Golden Rose, Emily Waterproof Eye Pencil 118 - recenzja.

Nie wybrażam sobie makijażu bez podreślonego oka. Zazwyczaj sięgam po czarne kredki i eyelinery, ale od czasu do czasu mam ochotę na coś bardziej szalonego. Moim faworytem wśród kolorow jest turkus i tak się złożyło, że w którymś rozdaniu u Arlety (klik) wygrałam m.in. takie turkusowe cudo :)
 

Nigdy wcześniej nie używałam kredek Golden Rose, więc moja ciekawość była ogromna. Produkt jest szalenie miękki, ale mimo to nie łamie się i nie sprawia problemu podczas aplikacji. Pigmentacja prezentuje się rewelacyjnie! Jak tylko zrobiłam swatcha na dłoni to nie mogłam wyjść z podziwu. Oczywiście na oku efekt jest tak samo zadowalający! Konsystencja produktu bardzo ułatwia rysowanie kresek - kredka w zasadzie sama sunie po powiecie i jest na prawdę precyzyjna. Ponad to łatwo ją rozetrzeć, co uważam za duży plus (kiedyś namiętnie używałam turkusowej kredki z Oriflame i niestety kreska, którą nią namalowalam zaraz po roztarciu pędzelkiem po prostu znikała..). Trwałość oceniam jako średnią - kredka na pewno nie utrzyma się cały dzień/noc na powiecie, ale ściera się bardzo równomierie. Co do jej wodoodporności również miałabym kilka zastrzeżeń.. Mimo wszystko za cenę tych kilku złotych można jej to wybaczyć :)
 
Dodam jeszcze, że kredka nie podrażniła ani mnie, ani żadnej innej osoby, którą nią malowałam.
 
Całuję,
Ewu ;)

środa, 1 maja 2013

Efekty sesji zdjęciowej z Patrycją R.

Nieco ponad tydzień temu wystartowała współpraca moja i Marty. Ja zajmuję się makijażem, Marta zdjęciami. Pierwsze efekty już są, dlatego zapraszam Was do obejrzenia kilku zdjęć z sesji. Na koniec posta mały bonus - nasz pierwszy wspólny film na youtube.

Jeżeli chodzi o makijaż to miał być mocny, drapieżny, bez roztartych granic - taki pasował do scenerii, w której odbyła się sesja zdjęciowa.






I obiecany filmik do obejrzenia na kanale Marty:

Zdjęcia: Marta Cieplucha (www.facebook.com/FotografieMartaCieplucha)
Makijaż: Ewa Pysz (www.facebook.com/EwaPyszWizaz)
Modelka: Patrycja Rymer (www.maxmodels.pl/modelka-tis0n.html)

Całuję,
Ewu ;)