niedziela, 30 czerwca 2013

Kosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni

Ulubieńców robię bardzo sporadycznie, nie jestem w stanie pokazać Wam co miesiąc nowej partii kosmetyków, bo po prostu nie zmieniam ich tak często. Jednak w ostatnim czasie przybyło mi trochę nowości i postanowiłam pokazać Wam produkty, które namiętnie używam.


Najwięcej kosmetyków będzie z pielęgnacji z racji tego, że ostatnio nie szaleję z makijażem. Stawiam raczej na jasne kolory i letni, świeży look.


Joanna, z apteczki babuni, balsam do włosów suchych i zniszczonych - ten produkt miałam już wiele lat temu i używałam go na prawdę długo. Potem testowałam inne specyfiki, łudząc się, że znajdę coś lepszego. No i po co mi to bylo? Z podkulonym ogonem wróciłam do dobrego, taniego balsamu o przepięknym zapachu. Produkt idealnie nawilża i ujarzmia moje włosy. Ponad to ułatwia ich rozczesywanie i nie obciąża pasm.
Decubal, olejek pod prysznic i do kąpieli - dodaję go do wody w wannie i cieszę się pięknym zapachem (produkty Decubal są bezzapachowe, ale do tego kosmetyku dołączona została saszetka z odrobiną pachnącego oleju, którą można było dodać lub nie) i ładnie nawilżonym ciałem. Co prawa mam partie skóry, które i tak muszę balsamować, ale olejek rewelacyjnie nawilża te mniej przesuszone strefy.
Decubal, żel łagodzący na podrażnienia - kosmetyk zbawienie! Musicie go mieć, serio! Używam go namiętnie na wszelkie pogryzienia po komarach i nie tylko. Produkt daje natychmiastowe ukojenie, a bąble znacznie szybciej znikają. Nie mogę się bez niego obejść i na pewno kupię kolejne opakowanie, jeśli to skończy mi się przez sezonem "na komara" (a tak się stanie na 90%, ponieważ pojemność żelu to zaledwie 100ml).
Iwostin, wodoodporna hipoalergiczna emulsja do opalania spf 30 - produkt na bazie wody termalnej z Iwonicza Zdroju, posiadający wygodny atomizer, którego zasługą jest rewelacyjna wydajność produktu. Używam go na całe ciało (kiedy idę się opalać) oraz codziennie na twarz. Kosmetyk nie zapchał mnie, nie wysuszył skóry oraz idealnie nadaje się pod makijaż. W dodatku nie bieli twarzy, szybko się wchłania i bardzo dobrze chroni moją skórę.


Elmex, pasta do zębów przeciw próchnicy - co prawda z próchnicą nie mam większych problemów, ale sięgnęłam po tą pastę, bo leżała nieotwarta w łazience. Na początku odrzucił mnie jej nieprzyjemny zapach - znacznie inny od past typu Blend a med, Colgate. Mimo wszystko pokochałam ten produkt za to jak dobrze myje moje zęby i za to jak długo efekt świeżości utrzymuje się w mojej buzi. Na pewno będę kupować kolejne opakowania.
Meridol, płyn do płukania jamy ustnej - dołączony do pasty Elmex. Bardzo delikatny produkt o równie dziwnym zapachu, ale i rewelacyjnym działaniu. Wraz z pastą opisaną wyżej tworzy zgrany i najlepszy duet z jakim miałam do czynienia. :)
Decubal, balsam do ust i na zmienioną, popękaną skórę - tutaj pisałam o nim pełną recenzję. Krótko mówiąc: Carmex może się schować!
Decubal, ujędrniająco i regenerujący krem pod oczy - świetny produkt, który idealnie nawilża okolice oczu. Szybko się wchłania, w związku z czym nadaje się zarówno pod makijaż jak i na noc. Ogromny plus za pompkę - wróżę temu produktowi na prawdę dobrą wydajność!


Dada, płatki kosmetyczne dla niemowląt - kupiłam podczas promocji w Biedronce i nie żałuję. Płatki są niezwykle miłe w dotyku, nie rozwarstwiają się, a ich duża powierzchnia (którą wiele razy przecinam na pół) bez problemu zmyje makijaż całej twarzy albo np. manicure ze wszystkich paznokci. Jak tylko znajdę je w którymś sklepie to bez wahania odkupię.


Avon, calming effects, podkład rozświetlająco-nawilżający - tutaj pojawiła się pełna recenzja.
Elf, warm bronzer - produkt, który okryłam po kilku dobrych miesiącach nieużywania go. Daje lekki, naturalny efekt na twarzy, jest prosty w aplikacji i dobrze się utrzymuje. Poza tym posiada lekki shimmer, co nie każdemu może odpowiadać. Jak widzicie pokazało się denko, ja natomiast jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości kupię kolejne opakowanie.
Avon, arabian glow, shimmer bronzing brick - paletkę cieni otrzymałam od mojej przyjaciółki i od tamtej pory codziennie wykonuję nią lekki, rozświetlający makijaż. Najbardziej upodobałam sobie jasny cień i brąz na przeciwko niego. Wszystkie cienie mają perłowe wykończenie, ale na oku wyglądają na prawdę fajnie - na początku bałam się, że efekt będzie tandetny. Jakość również pozytywnie mnie zachwyciła - brak większego osypywania się, bardzo dobra pigmentacja oraz super trwałość! Miła niespodzianka Avon! :)

A jakich Wy macie ulubieńców w tym miesiącu?

Pozdrawiam,
Ewu ;)

piątek, 28 czerwca 2013

Projekt denko - czerwiec '13.

Czas na czerwcowe denko - ale ten czas leci, co?


Jak zazwyczaj - kolorówka na tle pielęgnacji wypada koszmarnie. Zrzucę to na zbyt wydajne produkty do makijażu, zawsze to jakieś usprawiedliwienie ;)


Rexona Women Sexy - najlepszy antyperspirant na świecie! Nie zamienię go na nic innego - na mojej półce stoi kolejne opakowanie.
Timotei, szampony do włosów - wymarzona objętość oraz lśniący blask. Na temat pierwszego z nich pisałam osobną recenzję (klik), drugi natomiast spisuje się w zasadzie tak samo z tą różnicą, że nie przedłuża znacząco świeżości moich włosów.
Dove Summer Glow, balsam brązujący do ciała - tutaj pojawiła się recenzja na jego temat. Póki co nie wrócę do niego, ponieważ chcę złapać trochę naturalnej opalenizny.


BeBeauty, micelarny żel do mycia twarzy - bardzo go lubię, to moje drugie albo trzecie opakowanie. Tutaj pisałam na jego temat osobny post. W tej chwili zamieniłam go na piankę myjącą z Decubal.
Listerine, płyn do płukania jamy ustnej - bardzo mocny, wręcz wypalający buzię produkt. Faktycznie dawał uczucie odświeżenia, poza tym był wydajny. Nie zauważyłam, aby wybielił moje zęby i przyznam szczerze, że nawet się na to nie nastawiałam. Zamieniłam go na o wiele delikatniejszy Meridol.
BeBeauty Spa, sól do kąpieli - miałam już każdą wersję zapachową. Bardzo lubię te produkty za niską cenę i dobre działanie. Tutaj możecie przeczytać recenzję soli o zapachu lotosu.


Soraya, kolagen i elastyna, krem nawilżający - używałam razem z mamą, więc 50ml zeszło dość szybko. Uważam, że jest to bardzo dobry produkt na dzień - nadaje się pod makijaż, nie zapycha oraz ładnie nawilża. W tej chwili zamieniłam go na krem Decubal.
Perfecta SPA, masło do ciała antycellulitowe - pisałam na jego temat osobną recenzję (klik). Lubię te produkty i na pewno wrócę do nich nie raz, muszę tylko zużyć wszystkie zalegające mi mazidła. Na jego miejsce używamy (z mamą oczywiście ;)) wersji kakaowej, która moim zdaniem nie pachnie przyjemnie.
Ziaja, naturalny krem oliwkowy do cery suchej i normalnej - tutaj osobna recenzja. Uwielbiam go i na pewno kupię kolejne opakowanie! Stosuję ten produkt codziennie na noc, a efektami jestem zachwycona :)


AB lines, lakier do paznokci o numerze N10 - ładny szmaragd, który niestety bardzo szybko zgęstniał w buteleczce. Moim zdaniem nie jest wart nawet tych 5 zł.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej - pojawiają się od wielu miesięcy w każdym moim denku, co oznacza, że są na prawdę świetne. Więcej na ich temat możecie przeczytać w tym poście.
Sensique, bezacetonowy zmywacz do paznokci o zapachu truskawki - bardzo mała pojemność i kiepska wydajność. Lakiery zmywał bardzo dobrze, jednak przyczepię się do rzekomego "zapachu truskawki" - owszem jest on wyczuwalny, ale... to buteleczka pachnie truskawką, a zmywacz śmierdzi jak każdy inny. Błagam producentów o odrobinę wyobraźni w opisywaniu etykiet na swoich produktach! A poza tym po jakiego kija zmywacz ma mi pachnieć truskawką? Jego zadaniem jest zmywanie lakierów z paznokci, a nie fundowanie mi doznań zapachowych. Litości!
Całuję,
Ewu ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

NOTD: Piasek od Paese + Bell Air Flow!

Dzisiaj na szybko mani, który nienaruszony był na moich pazurkach zaledwie kilka godzin - wszystko przez remont u M. i wkładanie łapek nie tam, gdzie potrzeba :). Na zdjęciach widoczne są jeszcze tłuste miejsca od oliwki oraz nie do końca domyte skórki - kobieca intuicja podpowiadała mi, żeby fotki cyknąć na świeżo i jak widać nie zawiodła mnie.


Postawiłam na jedno z moich ulubionych połączeń - róż i szarość. Jakiś czas temu w moje ręce wpadły dwa lakiery piaskowe Paese. Pierwszy z nich prezentowałam Wam tutaj, natomiast dzisiaj zobaczycie kolejny. Numerek 326 to przepiękny, delikatny, pudrowy i bezdrobinkowy róż. Uwielbiam go! Niestety w aplikacji spisuje się nie najlepiej - za każdym razem nałożenie go równo przy skórkach graniczy z cudem. Z żadnym lakierem nie miałam takiego kłopotu, nawet z piaskiem tej samej firmy, chociaż i w jego przypadku nie było idealnie. Poza tym 324 dużo łatwiej zmyć z paznokci za co oczywiście duży plus! Na resztę pazurków nałożyłam szary lakier Bell Air Flow, który nie posiada numerka (został zakupiony w Biedronce, a nieco więcej na jego temat pisałam tutaj). Duet przypadł mi do gustu na prawdę mocno i w najbliższym czasie pokombinuję z ciekawszymi połączeniami tych dwóch kolorów.


Pozdrawiam Was bardzo cieplutko,
Ewu ;)

niedziela, 23 czerwca 2013

Decubal, balsam do ust i miejscowo zmienionej, popękanej i suchej skóry - recenzja.

Produkt, o którym będzie dzisiaj mowa, stosuję już prawie dwa miesiące i jestem nim na prawdę oczarowana! Jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego to zapraszam do dalszej części posta.


Balsam do ust (i nie tylko) Decubal jest zamknięty w miękkiej i zgrabnej tubce o pojemności 30ml. Szata graficzna prezentuje się niezwykle prosto, estetycznie i w zasadzie bardzo niepozornie. Produkt zawiera dzióbek z niewielkim otworkiem, przez który wydobywa się odpowiednia ilość balsamu, natomiast konsystencja jest zbita i tłusta, co wpływa na rewelacyjną wydajność.


Produktu używam na moje problematyczne usta, którym na dłuższą metę nie dogodził nawet zachwalany Carmex. Pozbyłam się uczucia spierzchniętych warg, które wracało do mnie jak bumerang po zastosowaniu jakiś specyfików. Ponad to zapomniałam co to znaczy mieć spierzchnięte skórki! Lips&Dry spots balm działa niemal natychmiastowo, a nałożony na noc gwarantuje nam piękne usta każdego ranka. Nie czepiam się nawet zapachu typowego dla kosmetyków bezzapachowych i niezbyt przyjemnego smaku. Wystaczy mi rewelacyjne działanie, od którego po prostu się uzależniłam!
Kosmetyk stosuję codziennie, bądź co dwa dni na noc i to w zupełności mi wystarcza. Warto zauważyć, że balsam dość wolno się wchłania z racji na jego tłustą konsystencję.

Skład: Petrolatum, Lanolin, Paraffinum Liquidum, Cera Alba, Ricinus Communis Seed Oil, Salicylic Acid, Tocopherol.

Cena: waha się od 12zł (allegro) do 21.91zł (apteki)
Dostępność: allegro, apteki stacjonarne oraz internetowe

Produkt otrzymałam do testów od firmy Decubal.
Fakt ten nie wpłynął na moją opinię.


Całuję,
Ewu ;)

piątek, 21 czerwca 2013

NOTD: Kicks MakeUp Electric Blue.

W ostatnim poście (klik) pokazywałam Wam moje nowe lakiery - postaram się jak najszybciej zaprezentować każdy z nich. Na pierwszy ogień idzie mój nowy ulubieniec, czyli szwedzki Kicks Make Up w odcieniu electric blue.


Sam lakier posiada zgrabną buteleczkę o pojemności 8ml. Pędzelek należy do tych klasycznych, czyli mogę równie dobrze napisać "do tych, którymi zawsze upaćkam sobie skórki". Konsystencja lejąca, jednak nie sprawia większych kłopotów podczas aplikacji. Do pełnego krycia konieczne było nałożenie dwóch warstw, a całość trzymała się dobrze pomijając starte końcówki, które pojawiły się już po jednym dniu. Pod lakier Kicks Make Up nałożyłam wzmacniający żel Killys (klik), natomiast wysychanie przyspieszyłam moim ukochanym Dry Kwik od Sally Hansen (klik).

Kolorem lakieru jestem zachwycona! Nie da się nie zwrócić na niego uwagi. :) A Wam przypadł do gustu?

Całuję,
Ewu ;)

środa, 19 czerwca 2013

Nowe lakiery do paznokci - Wibo, Bell, Kicks MakeUp.

Do typowej lakieroholiczki chyba mi daleko, ale przyznam szczerze, że moje zbiory powiększają się w zastraszającym tempie, a dostawy nowych siedmiu lakierów wcale nie przewidywałam! Wyszło tak - tata przywiózł mi dwa kolorki ze Szwecji, a z przyjaciółką urządziłam sobie małą wymiankę. Tym oto sposobem moje zbiory zasiliły takie pozycje jak:


Wibo Express Growth, numerki niestety się pościerały. Dwa pierwsze lakiery z refleksami bardzo mnie kuszą, planuję nałożyć je na kremową, bezdrobinkową biel. Do ostatniego, brązowego lakieru jestem póki co średnio przekonana.


Kolejne dwa lakiery to Wibo z serii Extreme Nails, numer 400, czyli biel z różowo-fioletowymi drobinkami (widocznymi na zdjęciu po lewej) oraz Bell French Manicure, numer 011 - już go uwielbiam!


Ostatnie dwie pozycje to wspomniane wcześniej szwedzkie upominki od taty. Lakiery firmy Kicks Makeup - niebieski Electric Blues oraz bordowy Amarone. Oby dwa są przepiękne i byłam bardzo zdziwiona tym, jak trafie tata wpasował się w mój gust!

Miałyście któryś w tych lakierów?

                                                                                          Pozdrawiam,
                                                                                              Ewu ;)

sobota, 15 czerwca 2013

Niekosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni.

To mój pierwszy post z serii "niekosmetyczni ulubieńcy". Długo zastanawiałam się, czy jest sens coś takiego robić, ale filmy dziewczyn z YT tak mnie zainteresowały, że sama chciałam spróbować. Dodatkowo zaznaczę, że na pewno nie będę publikować takich postów regularne co miesiąc. Zapraszam do czytania!

1.Serial

źródło

To, że kocham Pierwszą Miłość wiedzą chyba wszyscy, którzy znają mnie nieco lepiej. Postanowiłam pokazać drugi z kolei ulubiony serial, czyli Rodzinkę.pl. Do jej oglądania rok temu zachęcił mnie mój M. i przyznam szczerze, że przepadłam! Obejrzałam wszystkie zaległe sezony, a od września 2012 regularnie w piątek siadam przed telewizorem (ewentualnie oglądam w necie) i śmieję się do łez. Już wiem, że po wakacjach ma wystartować 5 sezon - nie mogę się doczekać! Bardzo lubię wszystkich aktorów, którzy grają w tym serialu i co tydzień podziwiam piękną figurę i urodę Małgorzaty Kożuchowskiej (też chcę tak wyglądać w jej wieku :)).

2. Film

źródło

,,Kochanie poznaj moich kumpli" to świetna komedia! Trochę podchodzi pod Kac Vegas (również uwielbiam), ale tak czy siak obejrzałam cały film z ogromną przyjemnością.

3. Program TV

źródło

Pewnie mnie wyśmiejecie, że co niedziela oglądam Bitwę o Dom, ale przyznam szczerze, że bardzo mnie ten program wciągnął. Myślę, że gdybym nie siedziała w branży kosmetycznej i handlu to zapewne zabrałabym się za aranżację wnętrz itp. Z podziwem oglądam kilka mieszkań i co tydzień czekam na więcej, czerpiąc również inspiracje to swojego przyszłego domu (tak przy okazji powiem, że moimi faworytami są Rita i Gogolewscy - to ich mieszkania najbardziej mnie zachwycają).

4. Filmik na YT

źródło (screen ekranu)

Kiedy mama pokazała mi występ grupy Attraction (Shadow Theatre Group) w zagranicznym programie Mam Talent to po prostu oczy mi wyszły! Ludzie, wchodzący w skład zespołu, pokazali przepiękną i wzruszającą historię. Ich występ był bezbłędny, po prostu perfekcyjny! Łza kręciła jak w oku, zresztą nie tylko mi. Polecam obejrzeć (przewińcie na 1:20, kiedy zaczyna się występ, jeśli jesteście niecierpliwi) -
https://www.youtube.com/watch?v=UvvkJrKKYF8

5. Muzyka

źródło

Oczywiście Emeli Sande - Read All About It, czyli utwór do którego wystąpiła grupa Attraction. Przepiękna muzyka, przepiękny głos. Co tu dużo mówić, po prostu posłuchajcie:
https://www.youtube.com/watch?v=wiwK5JcQbtM

6. Książka


,,Niania w Paryżu" to debiutancka powieść Agnieszki Moniak-Azzopardi. Książka opowiada o 19-letniej dziewczynie, która jest polką i w 92 roku wyjeżdża do Paryża, pracując Au Pair i jednocześnie studiując. Ania (bohaterka) zmaga się z wieloma przeciwnościami losu, jakie czyhają na nią w obcym kraju. Książka tak bardzo mnie wciągnęła, że M. siłą mnie od niej odciągał, abym nie pochłonęła utworu w jeden wieczór. :)

7. Jedzenie

źródło

Chyba nie muszę mówić, że truskawki! Sezon się zaczął i czas z tego skorzystać. :) Zaraz lecę robić sernik na zimno właśnie z tymi czerwonymi pysznościami!

8. Napój


Kiedyś byłam fanką mocnej, czarnej herbaty, jednak z przyczyn zdrowotnych przerzuciłam się kilka miesięcy temu na herbaty zielone. Przy okazji w mojej ręce wpadła herbatka ziołowo-owocowa o smaku czarna porzeczka-eucalyptus-mięta. Powiem krótko: mniam!

9. Aplikacja na tableta


Bardzo upodobałam sobie aplikację OvuView, czyli taki bardziej zaawansowany kalendarzyk menstruacyjny. Świetna sprawa, polecam każdej kobiecie!

10. Gadżet do domu


Myjka parowa firmy SKAN po prostu mnie zachwyciła! Nie wiem, dlaczego dopiero teraz zdecydowaliśmy się ją zakupić. Jest to urządzenie wielofunkcyjne, z różnymi nakładkami, które może nam posłużyć do mycia okien, luster, kaloryferów, kratek wentylacyjnych i wiele, wiele innych. Jedyny minus, jakiego się dopatrzyłam, jest taki, że przycisk uruchamiający myjkę musi być stale dociskany - na dłuższą metę jest to bardzo niewygodne, a palec boli jak nie wiem co!

11. Gra komputerowa



Mój M. zakupił kierownice wraz z pedałami i skrzynią biegów (dokładnie g27 logitech) oraz ściągnął grę WRC3, a ja totalnie przepadłam! Wszystko jest tak realnie zrobione, że czuję jakbym jechała na prawdziwym rajdzie! Kierownica stawia ogromny opór, że aż bolą mnie ręce, a uszkodzenia samochodu są rzeczywiście brane pod uwagę i wpływają na komfort jazdy. W dodatku pilot faktycznie mówi Nam błyskawicznym językiem o nadchodzących zakrętach, przeszkodach, ale też udogodnieniach. Powiem Wam szczerze, że swoją pierwszą trasę przejechałam prawie bezbłędnie. Chcę jeszcze, jeszcze i jeszcze!! Wiele z Was pewnie uzna mnie za wariatkę, że grę porównuję do prawdziwej jazdy samochodem, ale jako kierowca nie widzę jakoś bardzo dużej różnicy.

To na tyle. Dajcie znać, czy chcecie takie posty w moim wykonaniu.

Buziaki,
Ewu ;)

piątek, 14 czerwca 2013

Lekki makijaż dzienny - biel, bordo i róż.

Z racji tego, że wczoraj miałam do wykonania bardzo lekki makijaż ślubny to postanowiłam sprawdzić na sobie jak zda egzamin plan, który miałam w głowie. W efekcie wyszło bardzo subtelnie i delikatnie, tak jak prosiła klientka, jednak mimo wszystko moja propozycja okazała się o drobinę za odważna. Ostatecznie postawiłyśmy na samą biel i lekki matowy róż, które również wyglądały efektownie. Najważniejsze, że Pani Młoda była zadowolona, w końcu to ona miała czuć się dobrze w swoim makijażu :)


Użyte kosmetyki:
*Twarz - podkład Avon calming effects (recenzja), korektor Miss Sporty, puder Virtual
*Oczy - baza ArtDeco (recenzja), biała kredka Avon Colortrend, biały matowy cień z paletki Sleek Ultra Mattes Brights, perłowy biały cień z paletki Claire's, różowy cień Pamper z paletki Sleek Oh So Special, bordowy cień z paletki Chanel Garden Party, czarna kredka Sephora, odżywka do rzęs Eveline (klik), tusz do rzęs Eveline volumix fiberlast (klik).
*Brwi - cień Boxed z paletki Sleek Oh So Special
*Usta - na zdjęciu nie mam nic, gapa ze mnie, ale ostatecznie wybrałam szminkę Essence w odcieniu 55 coralize me!

Kosmetyki użyte na Pani Młodej były o drobinę inne.

Dla mnie jest to bardzo lekka propozycja makijażu na dzień, który mam zamiar nie raz wykorzystać podczas nadchodzącego lata :)

PS - zapraszam do śledzenia mnie na bloglovin'! www.bloglovin.com/krainakosmetykow
Ewu ;)

czwartek, 13 czerwca 2013

Killys, wzmacniający żel z wapniem - recenzja.

Moim faworytem w utwardzeniu paznokci jest odżywka Eveline 8w1 (recenzja + efekty kuracji), ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała jeszcze czegoś. Padło więc na wzmacniający żel z wapniem Killys.


Produkt zamknięty jest w zgrabnej buteleczce, mieszczącej 10ml bezbarwnego (w opakowaniu wygląda na niebieski) 'żelu'. Konsystencja produktu jest lejąca i łatwa w aplikacji. Producent twierdzi, że jedna warstwa działa jako baza, natomiast dwie jako lakier bezbarwny. Powiem szczerze, że ja nie zauważyłam w zasadzie żadnej różnicy. :) Produkt posiada całkiem fajny pędzelek, którym szybko i sprawnie zaaplikujemy żel. Na wyschnięcie paznokci i możliwość nałożenia lakieru kolorowego nie musimy długo czekać.

Na zdjęciu jedna warstwa żelu Killys

Muszę powiedzieć, że żel Killys w działaniu bardzo przypomina mi odżywkę Eveline 8w1. Produkt ładnie utwardza i zabezpiecza płytkę paznokcia oraz idealnie nadaje się jako baza pod kolorową emalię. Producent zapewnia, iż żel jest hipoalergiczny, wygładza bruzdy na powierzchni paznokcia, zwiększa odporność na urazy mechaniczne oraz zachowuje naturalne nawilżenie paznokci (podkreśliłam te fakty, z którymi w 100% się zgadzam i zauważyłam działanie na własnej płytce). Produkt można stosować również jako top coat, który szczególnie fajnie wygląda na french manicure. Ponad to żel Killys pozbawiony jest formaldehydu, toluenu, kamfory i DBP, a w zamian za to zawiera witaminę B5 oraz wapń. Ja jestem jak najbardziej na tak! :)

Skład: Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Nitrocellulose, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Mek, Phthalic Anhydryde / Trimellitic Anhydryde / Glycols Copolymer, Styrene / Acrylates Copolymer, Sucrose Acetate Isobutyrate, Alcohol Denat., Benzophenone-3, CalciumPantothenate, CI 510, CI 47000, CI 60725.

Cena: ok 11 zł.
Dostępność: Superpharm, Allegro.

środa, 12 czerwca 2013

New in!

Wczoraj wpadło w moje ręce kilka produktów i postanowiłam pokazać Wam je w osobnym poście. Sama lubię oglądać zakupy innych dziewczyn, dlatego mam nadzieję, że i Wy chętnie obejrzycie moje zdobycze. :)


Pierwszą rzecz, którą musiałam mieć to szampon Joanna Ultra Color System do włosów blond, rozjaśnianych i siwych. Uwielbiam go, a jego recenzja pojawiła się w tym poście. Następnie mama wybrała kremowe mydło pod prysznic Ziaja o zapachu pomarańczy - był to strzał w 10! Produkt pięknie pachnie i jest idealny na letnie, orzeźwiające kąpiele. W końcu udało mi się dorwać lakiery piaskowe z Lovely! Skusiłam się na przepiękny niebieski odcień, który dzięki drobinkom w nim zawartym przepięknie się mieni. Sięgnęłam również po mój niezawodny dezodorant Rexona Sexy! Kupuję go od lat i raczej nie zmienię na nic innego. Nie mogłam nie wrzucić do koszyka uwielbianych przeze mnie chusteczek do higieny intymnej Facelle (tutaj recenzja). Dodatkowo skusiłam się jeszcze na zmywacz do paznokci z Isana. Wcześniej miałam wersję zieloną, która średnio przypadła mi do gustu, więc teraz postanowiłam dać szansę różowej. W Biedronce trwa fajna promocja - za 4,99zł mamy paczkę płatków dla niemowląt oraz opakowanie patyczków do uszu. Nie mogłam się oprzeć! :)

Buziaki!
Ewu ;)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Facelle, płyn do higieny intymnej - recenzja.

[Zdaję sobie sprawę, że macie już po dziurki w nosie recenzji produktu Facelle, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wyraziła własnego zdania na jego temat]
Nie wierzyłam, że kiedykolwiek to napiszę: mój ukochany płyn do higieny intymnej Intimea (klik) znalazł sobie równych, a nawet lepszych! Przyznam szczerze, że bałam się tej "zdrady", ale nie było to zupełnie potrzebne. Skoro chusteczki z tej samej firmy są moim KWC (klik) i skoro całe mnóstwo osób zachwala ten produkt to coś musiało w tym być. :)


Szata graficzna i opakowanie przypadły mi do gustu, chociaż odczuwam duży brak pompki, która ułatwiłaby używanie produktu. Zapach świeży i przyjemny, jednak zupełnie inny (i zarazem gorszy) niż zapach chusteczek do higieny intymnej Facelle oraz płynu Intimea. Konsystencja jest dość lejąca, lecz mimo to przelewa się przez palce i nie ucieka z dłoni. Otworek idealnego rozmiaru - ani za duży, ani za mały, także obeszło się bez nadmiernego marnowania płynu.


Jeżeli chodzi o działanie produktu to muszę przyznać, że jest co chwalić! Kosmetyk dobrze odświeża i nie podrażnia stref intymnych - to dla mnie bardzo ważne, ponieważ dotychczas sprawdziły się u mnie chyba tylko dwa, a może trzy takie płyny. Jak wiadomo blogerki odkryły, że Facelle to produkt wielofunkcyjny - można umyć im także ciało (o czym wspomina również producent), twarz oraz włosy. Przetestowałam wszystkie możliwości oprócz twarzy i przyznaję, że się nie zawiodłam. Moje ciało i włosy były dobrze oczyszczone i nieprzesuszone (pasma dodatkowo nie puszyły się). Pokusiłam się również o zmycie oleju oraz nafty kosmetycznej z włosów - płyn poradził sobie tak samo dobrze jak każdy stosowany przeze mnie szampon. Warto zauważyć, że Facelle dosyć dobrze się pieni oraz ma całkiem niezły skład.
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sorbitol, Urea, Propylene Glycol, Allantoin, C12-15 Alkyl Lactate, Parfum, Serine, Sodium Lactate, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Ethaxydiglycol, Bisabobol, Potassium Sorbate.

No, to mamy kosmetyk wielofunkcyjny zamknięty w jednej butli o pojemności 300ml, za który należy zapłacić 6,50 zł. Idealne rozwiązanie na wyjazd! :)

Całuję,
Ewu ;)

sobota, 8 czerwca 2013

Avon calming effects, podkład rozświetlająco-nawilżający - recenzja.

Przyznam się szczerze, że nie należę do największych fanów firmy Avon. Jakiś czas temu dostałam podkład, który idealnie wpasowywał się z moje upodobania, jeżeli chodzi o tego typu produkty. Dlaczego? Ano, bo producent obiecuje, że kosmetyk nawilża i rozświetla skórę na twarzy. O ile to pierwsze potraktowałam z przymrużeniem oka to względem drugiego miałam całkiem duże nadzieje (dla przypomnienia tutaj pisałam Wam o moim ulubionym podkładzie rozświetlający Wibo).


Kosmetyk zamknięty jest w zgrabnej tubce, której pojemność wynosi 30 ml. Mój odcień to Ivory, czyli jeden z najjaśniejszych (dostępnych jest 5 wersji kolorystycznych). Produkt w zasadzie w ogóle nie pachnie, ma dość lejącą konsystencję, ale i wygodny dozownik w postaci cienkiego dzióbka, który ułatwia wydobycie odpowiedniej ilości podkładu.


Kolor podkładu idealnie dopasowuje się do odcienia mojej cery mimo, że jest dla mnie o drobinę za żółty. Produkt świetnie wyrównuje koloryt skóry na twarzy i bardzo dobrze się z nią stapia, w związku z czym jest w zasadzie niezauważalny. Ponad to nie tworzy smug, nie zapycha porów, oraz nie wysusza (chociaż i nie nawilża tak jak producent obiecał). Nie zauważyłam spektakularnego rozświetlenia, jednak efekt na twarzy przypadł mi do gustu na tyle, że mianuję bohatera dzisiejszej notki swoim nowym ulubieńcem. Dodatkowo wpływ ma na to dobra trwałość podkładu - u mnie wytrzymuje bez zarzutu do chwili demakijażu. Produkt nie obciąża skóry i nie ma mocnego krycia - tak jak pisałam wcześniej ładnie wyrównuje koloryt cery, jednak nie ma co liczyć na dobre zakrycie wyprysków.


Pod koniec składu znajdują się m.in. olej z nasion słonecznika, sok z liści aloesu, ekstrakt z rumianku pospolitego.

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Phenyl Trimethicone, Dimethicone, Butylene Glycol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Diisostearyl Dimer Dilinoleate, Octyldodecanol, Sodium Chloride, Sorbitan Sesquioleate, Glycerin, Isononyl Isononanoate, Nylon-12, PVP/Hexadecene Copolymer, Sodium PCA, Octyldodecyl Neopentanoate, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Imidazolidinyl Urea, Laureth-4, Tribehenin, Methylparaben, Dimethiconol, Polyperfluoromethylisopropyl Ether, Disodium EDTA, Polysilicone-11, Propylene Carbonate, Aluminium Hydroxide, Stearic Acid, tAloe Barbadensis Leaf Extrac, Panthenol, Parfum, Xanthan Gum, Trifluoromethyl C1-4 Alkyl Dimethicone, Tocophheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Saccharomyces/Magnesium Ferment Hydrolysate, Saccharomyces/Potassium Ferment Hydrolysate, Lecithin, Chamomilla Recutita Extract, Adenosine Triphosphate, Lavandula Angustifolia Extract, C12-15 Alkyl Benzoate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Beta-Carotene, Helianthus Annus Seed Oil, [+/- Mica, CI 77491, CI 77492, CI 77499].

Cena: ok. 30zł
Dostępność: konsultanci Avon, allegro.

                                                                                                              Całuję,
                                                                                                               Ewu ;)

środa, 5 czerwca 2013

Paese, lakier piaskowy 324.

Piaskowe lakiery zawładnęły blogosferą. Nic dziwnego - w końcu efekt na paznokciach robi wrażenie! Dzisiaj przychodzę do Was z prezentacją jedno z dwóch piasków od Paese.


Przyznam Wam szczerze, że podoba mi się prosta, kanciasta buteleczka lakieru. Co prawda kształt rączki dość niewygodnie leży w dłoni podczas aplikacji produktu, ale wystarczy nabrać wprawy i kłopot zniknie. Pędzelek również nie należy do moich ulubionych - jest cienki i prosto zakończony, taki.. klasyczny? Mimo to nie sprawia większych trudności podczas malowania paznokci.

Zdjęcie na górze po lewej z lampą błyskową, reszta bez

Konsystencja lakieru jest dość specyficzna, jednak nie zmienia to faktu, że bardzo mi odpowiada. Odcień 324 przypomina mi nic innego jak papier ścierny. W czarnej bazie zatopionych jest mnóstwo srebrnych drobinek, które przepięknie się mienią. Produkt szybko wysycha na paznokciach i nie wymaga nałożenia top coatu (chociaż pod mocno nabłyszczającą taflą piaski wyglądają rewelacyjnie!). Lakier piaskowy jest bardzo trwały, jedynie końcówki lekko się ścierają po kilku dniach noszenia (jest to prawie niezauważalne). Zmycie takiego cuda z paznokci wymaga chwili cierpliwości i o drobinę więcej zmywacza - piasek zachowuje się podobnie jak lakiery brokatowe, przynajmniej te, z którymi ja miałam do czynienia.

Ja jestem oczarowana! A Wy macie już swoje lakiery piaskowe?

Cena: 15,90zł.
Dostępność: sklep producenta (klik), stoiska firmowe Paese, allegro.

Ewu ;)

wtorek, 4 czerwca 2013

Nowości kosmetyczne - kolorówka i pielęgnacja.

Lubicie Dzień Dziecka? Obchodzicie go? U mnie w rodzinie 1.06 nigdy nie jest zwykłym dniem. Każdy jest dzieckiem, niezależnie od tego ile ma lat i każdy zasługuje na odrobinę rozpieszczenia, dlatego fundujemy sobie przyjemności nawzajem. Upominki, które dostałam od rodziców, przerosły moje najśmielsze oczekiwania!


Odkąd zobaczyłam kolekcję lakierów piaskowych Zoya Pixie Dust i OPI po prostu oszalałam! Rzecz jasna, że są to produkty dość drogie, na które szkoda było mi pieniędzy. Z pomocą przyszła tańsza alternatywna, a mianowicie piaski od Paese (teraz lakiery o takiej fakturze ma już większość firm, również tych z niższych półek np. Lovely, Golden Rose). Mama wybrała dla Nas dwa kolory: pastelowy róż (326) oraz czerń z masą srebrnych drobinek (324). Oby dwa produkty prezentują się na paznokciach rewelacyjnie i na dniach zaprezentuję Wam swatche.


Cieni do powiek mam o wiele za dużo, ale niestety w mojej kolekcji było zaledwie kilka matowych sztuk. Niedawno na chcę-liste dodałam paletkę matowych cieni Sleek Utra Mattes Brights. Koktajlowe kolory będą idealne na wakacyjne makijaże! Jak widzicie nie musiałam na nią długo czekać (jak dobrze, że mam tak kochanych rodziców, którzy w dodatku czytają mojego bloga :)).


Zupełnym przypadkiem firma Decubal wysłała mi paczkę kosmetyków do testowania (na którą czekałam 1,5 miesiąca..) w piątek, tuż przed Dniem Dziecka. Ja już zaczęłam testowanie kilku produktów i pierwsze wrażenie po ich użyciu było na prawdę rewelacyjne.

Pozdrawiam Was cieplutko!
Ewu ;)