środa, 31 grudnia 2014

Ulubieńcy i odkrycia roku 2014 - kolorówka i pielęgnacja

Hej, hej! Kolejny rok dobiega końca, czas na podsumowanie i odkrycia 2014 :)


- MUA, rozświetlacz Iridescent Gold - długotrwały, naturalny, dający efekt tafli. Poza tym szalenie wydajny produkt i to za niewielką cenę.
- MUA, cover&concealer - dobry, tani, nieźle kryjący korektor, który nie podkreśla zmarszczek. 
- MUA, róz w odcieniu candyfloss - klik klik
- Make Up Revolution, paleta do brwi - klik klik


- Make Up Revolution, paletka essentials mattes - klik klik
- Miss Sporty, tusz do rzęs pump up booster mascara - rewelacyjny produkt! Ma super silikonową szczoteczkę, która przepięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Poza tym trwałość, mocny czarny kolor i brak efektu kruszenia oraz osypywania się. Super!
- MUA, extreme curl mascara - mogłabym napisać to samo, co wyżej z tym, że szczoteczka MUA jest bananowato wygięta i dość niewygodna, przynajmniej dla mnie. 
- Lovely, eye liner - długaśna, tania, wydajna kredka do oczu. Ma mocno czarny kolor, niemal jak eyeliner, długo się utrzymuje oraz łatwo ją rozetrzeć.


- Make Up Revolution, szminka w kolorze Dazzle - klik klik
- New Cid, pomadka do ust oraz róż w jednym - klik klik 
- MUR I love make up w kolorze barbie is jealous - klik klik


- Loreal, eleseve, nawilżająca mgiełka do włosów - klik klik
- Joanna, szampon do włosów normalnych i przetłuszczających z miętą i wrzosem - bardzo dobry produkt o przyjemnym zapachu. Super odświeża włosy, szczególnie u nasady. Kosztuje kilka złotych, bardzo polecam!
- Marion, 7 efektów, kuracja z olejem arganowym - świetne serum na końcówki włosów. Scala je, nawilża, sprawia że wyglądają na zdrowe i zadbane. Poza tym jest wydajny i bardzo ładnie pachnie!
- Kallos, Chocolate, czekoladowa maska intensywnie regenerująca - to jest po prostu hit! Zapach jak likier czekoladowy, cena niska - około 14 złotych, pojemność ogromna - 1 litr oraz rewelacyjne działanie. Włosy stają się nawilżone, gładkie, sypkie, łatwe do rozczesania, a poza tym pięknie i długo pachną. Ajj, będę wychwalać ten produkt jeszcze długi czas :)


- Isana, żel pod prysznic z drobinkami olejku o zapachu melona i gruszki - uwielbiam te żele! Pachną obłędnie, tworzą super pianę, są tanie i wydajne. Na prawdę polecam tanią, dobrą Isanę :)
- Perfecta SPA, masło do ciała o zapachu jagodowej muffinki - pachnie obłędnie i super działa. Skóra staje się nawilżona, gładka i napięta. Produkt szybko się wchłania, a zapach jest całkiem długotrwały :)
- Puma, woda toaletowa Jam - urocze maleństwo o przepięknym i na prawdę długotrwałym zapachu, który szczególnie utrzymuje się na ubraniach i szalikach. Bardzo polubiłam się z tą wodą toaletową i myślę, że sięgnę po nią jeszcze nie raz. 



- Bielenda, kolagenowa maska algowa - algi działą rewelacyjnie na moją skórę! Uwielbiam wieczory, kiedy mam więcej czasu i robię sobie domowe SPA. Alg z Bielendy używałam wiele na praktykach, w domu mam wersję kolagenową, która pachnie jak świeże pranie i działa rewelacyjnie. Zresztą to nie tylko moja opinia ;) Taką dużą maskę dostaniecie np. w Allepaznokciach za około 40 zł. Opakowanie starcza na około 10 użyć. Maskę oczywiście przygotowujecie sami - z wodą. Warto się z tym pobawić dla rewelacyjnych efektów :)
- Ziaja, Liście Manuka, tonik zwężający pory - klik klik
BeBeauty, zestaw do twarzy:
*peeling drobnoziarnisty oczyszczająco-wygładając z wyciągiem z płatków róży i minerałami morskimi - pachnie cudownie, świetnie złuszcza naskórek, daje uczucie odświeżenia, a drobinki ścierające nie są zbyt ostre.
*maseczka nawilżająca, głęboko regenerująca z witaminą A,E, F, B6 oraz aloesem - nakładam ją grubą warstwą po peelingu na około 15-20 minut. Efekt jest super - skóra dobrze nawilżona i napięta. Maseczka również bardzo przyjemnie pachnie oraz nie zapycha mojej skóry.
*krem nawilżający aqua refresh na dzień i noc z wyciągiem z algi - używam go dwa razy dziennie i jestem bardzo zadowolona. Dobrze nawilża, nie zapycha, nadaje się pod makijaż. Ponad to uważam, że algi w składzie przyczyniają się do tego, że moja skóra tak polubiła ten produkt. Powtórzę się, ale i krem pachnie bardzo przyjemnie :) BeBeauty zaskoczyło! Są to kosmetyki wyprodukowane przez Dax Cosmetics.


- MUA, lakier do paznokci w kolorze bright pink - piękny odcień, dobra konsystencja, super krycie oraz trwałość, a przede wszystkim wygodny pędzelek i niska cena. Żałuję, że nie zrobiłam zapasu :(
- Make Up Revolution, lakier do paznokci z serii glitter w odcieniu love for sale - rewelacyjny top, z dużą ilośćią drobinek. Wygląda przepięknie na wielu lakierach: białym, czarnym różowym, czerwonym, łososiowym. Uwielbiam go! 

Z kosmetyków, któych obecnie nie mam, ale które bardzo polubiłam w 2014 roku polecam jeszcze:
- suchy szampon Batiste Cherry,
- balsam do skóry suchej Decubal (klik klik)
- masło do ciała Green Pharmacy (klik klik)
- peeling do ciała Oriflame Swedish Spa (klik klik)
- produkty do pielęgnacji twarzy Oriflame z serii Optimals (klik klik)


WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU, KOCHANI!

Ewu ;)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Projekt denko - grudzień '14

To już ostatnie denko w 2014 roku - ja wciąż nie mogę w to uwierzyć, że kolejny rok za nami. Czas pożegnać garść pustych opakowań, zapraszam do czytania!


Ziaja, nawilżający krem do rąk z d-panthenolem - wydajny, zapach przyjemny lecz "bez szału", a działania niestety brak. Moja skóra stała się bardzo wymagająca, szczególnie na dłoniach, a ten produkt nijak radzi sobie z porządnym nawilżeniem.
AA, my intima, żel do higieny intymnej - dobre działanie, brak podrażnień i super opakowanie z pompką, czego chcieć więcej? Serdecznie polecam!
Soraya, silnie ujędrniające mleczko do ciała anti-ageing 40+ - jak się domyślacie 40 lat nie mam, ale produkt ten pachnie tak ładnie i tak przyjemnie nawilża, że często podkradałam go mamie. Butla 400ml starczyła nam na dość długi czas. Polecam za działanie i zapach ;)


Alterra, emulsja do twarzy - dobry, tani i naturalny produkt. Nie radzi sobie z całkowitym zmyciem makijażu, dlatego wspomagam go innym żelem, bądź micelem i szczoteczką elektryczną (klik klik). Najlepiej sprawdza się do porannego odświeżenia. Pachnie całkiem ładnie, nie podrażnia ani skóry, ani oczu. Myślę, że sięgnę po kolejne opakowania :)
Ziaja, Ulga, płyn micelarny - dobry, dość delikatny, wydyajny, całkiem nieźle radzi sobie ze zmywaniem codziennego, niewodoorpornego makijażu. Na pewnie pojawi się u mnie ponownie.
Rexona, shower clean - to póki co niezadowne dla mnie dezodoranty, aczkolwiek ze względu na skład zmieniłam je na coś naturalnego. Wersja shower clean ma bardzo duszący zapach - po rozpyleniu po prostu uciekałam z łazienki :-/ Oczywiście po chwili wszystko wracało do normy, ale za tego typu poranne bieganiny skreślam wersję shower clean.


Pierre Rene, volumerich mascara - bardzo dobry tusz, który można zmyć samą wodą (z łzami i deszczem nie przychodzi mu to tak łatwo, na szczęście! ;)). Na początku miał strasznie mokrą konsystencję i sklejał rzęsy, ale dałam mu poleżeć kilka (kilkanaście?) tygodni i okazał się bardzo okej. Jak ktoś ma to niech się nie zraża i da mu czas :)
Make Up Academy, extreme curl mascara - super tusz z niesuper szczoteczką. Mocny czarny kolor, trwały, bez efektu kruszenia i osypywania się. Ponad to pięknie podkręcał, wydłużał i rozdzielał rzęsy. Mimo, że jego cena kusi to niestety z dostępnością jest kłopot - pozostaje nam wyjazd lub znajomi w Anglii oraz internet.
Make Up Academy, cover and concealer - mój ukochany korektor! Również niedostepny w Polsce (pewnie gdzieś w necie można go dorwać). Super nadawał się zarówno pod oczy jak i na przebarwienia. Nie podkreślał zmarszczek, długo się utrzymywał i ładnie krył. Bardzo, bardzo polecam!
Make Up Revolution, podkład matujący - buble, bubel i jeszcze raz bubel. Tutaj wyjaśniłam, dlaczego jest to kiepski produkt - klik klik.


Bell Air Flow nr 707 oraz bez numeru - kocham te lakiery! Lepszych niż Bell jeszcze nie miałam. Są bardzo wydajne, nie gęstnieją (oby dwa mam 3 lata), pięknie wyglądają na pazurkach i mają niepowtarzalne kolory oraz wygodne pędzelki. Na prawdę te dwa kolory były moimi faworytami i cieżko znaleźć odpowiedniki. Będę musiała wybrać się do Natury, do któtej strasznie mi nie po drodze, i przeszperać szafę Bell.
Essence, colour&go nr 56 got a secret - również miałam go długo, niestety trochę zgęstniał, ale nie tak jak większość lakierów. Kolejny piękny i jeden z moich ukochanych kolorów. Ciężko się rozstać..

Buziaki,
Ewu ;)

sobota, 27 grudnia 2014

Prezenty imieninowo-świąteczne

Hej, hej! Jak tam Wasze nastroje i brzuszki po świętach? Ja spieszę dzisiaj z postem na temat imieninowo-świątecznych prezentów. Tak się składa, że Ewy wypada 24-go, więc jestem podwójnie obdarowywana :)


Dwa cuda do pokoju, czyli ozdobna butelka, do której sama nie wiem, co włożę oraz duża fioletowa świeca w przepięknym słoju (Pepco). Mam zdolną mamę, która z masy solnej robi dosłonie wszystko - mi trafił się przepiękny aniołek :) Kartki zawsze są na czasie! Swoje chowam do pudła z pamiątkami, by za kilka lat powspominać. 


Lemonowa sól do kąpieli pachnie bardzo orzeźwiająco i daje kopa! Olejek do kąpieli Isana to moje ulubione produkty - pachną super, są wydajne i dobrze się pienią. Keratynowy szampon z Joanny wybrała dla mnie babcia - jak tylko zużyję zapasy to będę testować. Na temat kremu Isana MED z mocznikiem słyszałam wiele pozytywnych opinii. Z racji tego, że w tym roku mój organzim i skóra tragicznie znoszą ciepłe kaloryfery i mróz na dworze to mam nadzieje, że ten produkt choć troche mi pomoże.


Cudowny zestaw z firmy Pupa to dla mnie całkowita nowość. Dostałam tusz do rzęs Ultraflex (pogrubiająco, wydłużający) oraz masło do ciała Mrs Peggie Fresh Fruits z ekstraktem z maliny. Pachnie obłędnie, oby i tak działało :) Zupełnie przez przypadek trafiło mi się także malinowe masełko do ust z firmy BeBeauty. W konsystencji, działaniu i kolorze, który daje na ustach bardziej przypomina mi szminke, ale o tym w którymś z kolejnych postów - recenzji. 


Ponieważ dostałam także pieniążki to już dzisiaj zakupiłam sobie za nie małe co-nie-co. Padło na lakiery, ponieważ moja kolekcja już dogorywa, wszystko zgęstniało w jednym czasie! Postawiłam na tanie rozwiązania, a mianowicie: Wibo, french manicure nr 1 (szukałam najwyklejszego białego, kryjącego lakieru i to był chyba jednyny w całym Rossmannie!), Miss Sporty Clubbing Colours Quic dry w kolorach: 036 oraz 048 oraz Lovely Gloss Like Gel nr 128.


I ostatni prezent - dres ze sklepu dramond.pl, o którym bardzo marzyłam! W końcu moja domowa stylówa jest ciepła, wygodna i.. wyjściowa! Bardzo polecam Wam dresy tej firmy, szczególnie że teraz trwają wyprzedaże i taki komplet możecie dorwać od 29,99zł do 49,99zł! Szał :)

Pochwalcie się, czym Was obdarował w tym roku Mikołaj :)

Ewu ;)

sobota, 20 grudnia 2014

Uwaga bubel! Make Up Revolution - podkład matujący

Dzisiaj niestety przychodzę do Was z recenzją bubla, a raczej z ostrzeżeniem. Zapraszam do czytania!


O tym, że kosmetyki MUR bardzo mnie kusiły pisałam już niejednokrotnie. Postanowiłam sięgnąć m.in. po podkład matujący w odcieniu Ivory. Tubka zawiera 25ml produktu, czyli nieco mniej niż standardowe podkłady. Poza tym opakowanie jest miękkie i wygodne w użyciu (osobiście nie znoszę szklanych, chyba że z pompką). Podkład faktycznie jest jaśniutki i obecnie używam go do rozjaśniania innych kosmetyków. Solo kompletnie nie zdaje egzaminu... Jest czymś w rodzaju delikatnej mgiełki niezapewniającej żadnego krycia. Ba! Ten kosmetyk po rozsmarowaniu po prostu znika z twarzy. A przecież coś powinien z nią robić.. Nie wspominając już, że produkty matujące wybierają zwykle osoby z cerami tłustymi, które mają skłonności do wykwitów i zapewne chciałyby je zakryć. Tak jak wspominałam do rozjaśniania ciemniejszych fluidów sprawdza się okej i tak też go zużyję. Nie polecam próbować nawet za śmieszną cenę 2 USD. Wiem, że Maxineczka polecała inne podkłady z tej firmy, być może to po nie sięgnę kolejno. Obym się nie zawiodła!

Pozdrawiam,
Ewu ;)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

DIY - chustecznik

Kiedy weszłam do sklepu Hobby Craft w UK to po prostu oszalałam! Najchętniej wykupiłabym połowę asortymentu :) No, ale w gruncie rzeczy skończyło się na jednym zakupie, ponieważ ograniczony bagaż nie pozwalał mi na prawdziwy szał zakupów. Tak więc stałam się posiadaczką "gołego", czystego chustecznika i mało tego - z moimi bardzo ograniczonymi zdolnościami plastycznymi postanowiłam sama go ozdobić. 


W Pepco zakupiłam farby plakatowe, a kuzyn poratował mnie pędzelkami. Cały chustecznik pokryłam dwiema warstwami białej farby (krycie nie jest pełne i jednolite, ale o to chodziło). Z masy solnej wykonałam małe serduszka, które po zmieszaniu dwóch farb umalowałam na kolor fioletowy w odcieniu jak najbardziej pasującym do mojego wnętrza. Następnie serduszka zostały przyklejone klejem na gorąco i tak prezentuje się efekt końcowy:


Prosto, łatwo, szybko, czyli tak jak lubię :)
Jeśli macie ochotę zrobić taki chustecznik to sporo "gołych" form znajdziecie na allegro.

Buźka,
Ewu ;)

środa, 10 grudnia 2014

L'oreal Elseve - wielofunkcyjna odżywka do włosów

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji moich włosów bez odżywek i masek - inaczej wcale bym ich nie rozczesała. W UK trafiłam na produkt marki Loreal w sklepie Poundland. Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, że za cenę około 5 złotych kupiłam odżywkę z spray'u tej marki!


Opakowanie zawierające 200ml produktu zostało wyposażone w bardzo wygodny spryskiwacz, przypominający te fryzjerskie. Komfort jego używania jest bez porównania z tradycyjnymi spray'ami. Odżywka bardzo ładnie pachnie i ma kilka zastosowań. Wg producenta ma ona nawilżać i odbudowywać zniszczone włosy (na pewno pasma po jej użyciu wyglądały dużo lepiej), a co za tym idzie - ułatwiać rozczesywanie (ułatwia) oraz chronić przed wysoką temperaturą urządzeń do stylizacji włosów. Ja testowałam tą odżywkę tylko z suszarką, nie jestem w stanie stwierdzić, czy ochrona została zapewniona, ale bardzo chciałabym w to wierzyć. Nie mniej jednak stwierdzam, że to na prawdę ciekawy i wart zainteresowania kosmetyk. Faktycznie poprawia wygląd włosów (być może tylko wizualnie), nawilża je oraz ułatwia rozczesywanie. Poza tym nadaje pasmom przyjemny zapach który długo się utrzymuje. Dzięki atomizerowi odżywka jest wydajna, a ponad to nie obciąża włosów. Niestety zła wiadomość jest taka, że możecie dostać ją tylko za granicą bądź online na stronach Amazon i Ebay. Oczywiście cena jest wyższa niż około 5 zł - mi po prostu udało się trafić na dobrą okazję. 

Buźka,
Ewu ;)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Haul - prezenty urodzinowe

Drugiego grudnia obchodziłam swoje 21 urodziny w związku z czym zostałam hojnie obdarowana przez najbliższych i przyjaciół. Były to i "gotowe" prezenty i pieniążki, za które kupiłam oraz kupię sobie to na co mam ochotę :)


Prezent w formie wizyty u fryzjera to strzał w 10! Zmieniłam kolor swoich włosów oraz grzywkę (być może wrzucę jakieś fotki). Ze zmiany jestem bardzo zadowolona, czuję się o wiele lepiej. Włosy farbowane miałam produktami Matrix. Efekt to ciepły, lekko rudy, blond. Uwielbiam!


Najbardziej wyczekiwany prezent, czyli telefon Samsung Galaxy S4 od moich rodziców. Od wtorku non stop mam go przy sobie, a określenie "towarzysz życia" jest jak najbardziej trafione :) 


Zestaw kosmetyków BeBeauty (wyprodukowane przed Dax Cosmetics) pozytywnie mnie zaskoczył. Szczególnie peeling i krem - na prawdę jestem w szoku! 


Zapach z limitowanej edycji Yves Rocher Mango i Marakuja to jeden z moich ulubionych "perfum" ever! Piękne, niepowtarzalne i trwałe. To jest to! Również zapach Puma Jam bardzo przypadł mi do gustu. Poza tym jego uroczy flakonik ujął mnie od pierwszego wejrzenia :) Ponieważ przerzucam się na dezodoranty bez aluminium to jako pierwszy wybrałam ten z Alterry. Póki co stosuję go 2 dni i pierwsze wrażenie jest pozytywne.


Suchy szampon z Isany - tani i dobry, a po Batiste było mi nie po dordze. Odżywkę dwufazową GlissKur po prostu uwielbiam! Super pachnie i ułatwia rozczesywanie włosów. No i .. w końcu skusiłam się na Kallosa. Do koszyka wpadła czekoladowa maska regenerująca oczywiście w litrowym opakowaniu :)


Mojego M. nie można spuścić z oczu! Wczoraj zgubiłam go w centrum handlowym, bo poszedł wybrać mi kolejny prezent, a mianowicie wosk oraz zapach do auta Yankee Candle w moim ulubionym wydaniu, czyli black cherry. Ależ wszystko tym pachnie!


Przepiękny nowy pędzelek do konturowania GlamBrush T11 również jest już mój! Bardzo ciekawy produkt z miękkim włosiem. Potestuję i dam znać jak się sprawdza :) Nie byłabym sobą gdybym nie wypróbowała nowości od Perfecty, czyli balsamu do ust Softlips przypominającego opakowaniem te z Balmi. Marek koniecznie chciał abym wybrała zapach waniliowy i to był strzał w 10 :)


Zestaw do paznokci żelowych długo mi się marzył. Niestety moje pazurki przechodzą bardzo ciężki okres, od 2 miesięcy ciągle się rozdwajają i łamią. Nie pomaga nic! Dlaczego więc nie spróbować czegoś takiego jak żel? :) Zobaczymy jak się sprawdzi.


Urocza i delikatna zawieszka koniecznie musi ozdobić jeden z moich łańcuszków! Niestety zdjęcie nie oddaje jej uroku, ale uwierzcie mi na słowo, że jest piękna!


No i... kwiaty od mojego dwuletniego kuzyna! Prawda, że śliczne? Niech stoją jak najdłużej i cieszą moje oczy :)

Dziękuję wszystkim za prezenty i pozdrawiam najlepszą rodzinkę i przyjaciół pod słońcem! :*

Buziaki,
Ewu ;)

czwartek, 4 grudnia 2014

Codzienni ulubieńcy - kolorówka

Wykonywanie makijażu to chyba moja ulubiona część dnia. Nałożenie na siebie przysłowiowej "tapety" wcale nie zajmuje mi długo, myślę że spokojnie mieszczę się w 5-8 minutach w zależności od tego jaki makijaż robię. Na twarz staram się nakładać sprawdzone kosmetyki w jak najmniejszej ilości. Oto i one:


Zamiast podkładu wybieram kremy BB - moja skóra bardzo polubiła się ze Skin dream BB cream od Oriflame (tutaj recenzja). Pięknie wygląda na twarzy, długo się utrzymuje i super wyrównuje koloryt skóry.  Pod oczy, na okolicę nosa oraz na wypryski nakładam korektor cover&concealer od MUA. Sprawdza się super i na prawdę będzie mi przykro jak się skończy.. Aby utrwalić te dwa kosmetyki stosuję sypki puder matujący również z firmy MUA. Nie matuje mnie on na długie godziny, na pewno trzeba przypudrować problematyczne strefy twarzy w ciągu dnia. Jednak żaden puder jeszcze nie zmatowił mojej skóry na cały dzień, więc cudów nie oczekuję i nie czepiam się produktu Make Up Academy :) Twarz sporadycznie konturuję brązerem (muszę mieć na niego fazę :)), dlatego codziennie sięgam po róż oraz rozświetlacz. Oby dwa kosmetyki pochodzą również z firmy MUA (nie, nie jest to żaden post sponsorowany!). Róż w odcieniu candyfloss super się prezentuje na mojej dość bladej twarzy, ale wcale nie jest idealny - więcej możecie przeczytać tutaj. Za to rozświetlacz w kolorze iridescent gold jest idealny, fenomenalny i najlepszy! Pięknie podkreśla szczyty kości policzkowych, wygląda naturalnie i długo się utrzymuje. Brwi konturuję paletką Make Up Revolution w odcieniu light medium - idealna również na podróż. Tutaj pełna recenzja. Jeśli chodzi o codzienny makijaż to sporadycznie sięgam po cienie do powiek - ewentualnie coś cielistego, nierzucającego się w oczy. Za to bez eyelinera i tuszu do rzęs nie ruszam się z domu! Obecnie stosuję eyeliner w pisaku Miss Sporty (cat's eyes liner) - nieco problematyczny w nakładaniu, ale w efekcie mocno czarny i trwały. Wytrzymuje u mnie cały dzień (najdłużej testowałam go 16 godzin). Tusz, który teraz używam to MUA extreme curl mascara. Na początku była zbyt mokra, ale teraz sprawdza się fenomenalnie podobnie jak jej poprzednik :) Nie kruszy się, jest wyrazista i bardzo trwała. Dodatkowo ładnie wydłuża i rozdziela rzęsy (moje są wystarczająco podkręcone naturalnie, więc w tej kwestii się nie wypowiem). Na usta nakładam uniwersalny kremik Oriflame o czekoladowym zapachu oraz jakąś delikatną szminkę - ostatnio najchętniej sięgam po sztyft New Cid (klik klik).

To na tyle. Dużo, mało, czy w sam raz? :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

niedziela, 30 listopada 2014

Projekt denko - listopad '14

Zapraszam na listopadowe zużycia :)


L'oreal Elseve Moisture Essence - cudowny i wielofunkcyjny produkt w bardzo wygodnym opakowaniu. Na dniach pojawi się jego recenzja - czekajcie!
Batiste, suchy szampon o zapachu wiśni - ahh, ten zapach! Faktycznie Batiste wymiatają! To moje drugie opakowanie, a pragnę kolejnych. Super produkt do sytuacji awaryjnych oraz w celu dodania objętości. 
Rexona, antyperspirant o zapachu shower clean - mimo, że zapach był bardzo ładny to niestety na początku mocno duszący. Psikając się tym produktem musiałam dosłownie uciekać w pokoju/łazienki, bo aż zatykało mnie w gardle. W przypadku zapachów sexy oraz cotton niczego takiego nie doświadczyłam.
C-thru, dezodorant natural spray o zapachu lovely garden - to mój zapach z czasów gimnazjum i liceum. Z chęcią do niego powróciłam mimo, że nie grzeszy trwałością. Na co dzień jak najbardziej polecam :)


Ziaja, krem nawilżający matujący 25+ - co prawda mam dopiero 21 lat, ale ten produkt i tak zużyłam z przyjemnością. Nie matuje mojej twarzy na bardzo długo, ale za to dobrze ją nawilża i nadaje się pod makijaż, a to właśnie na tym mi zależało. Opakowanie starczyło mi na 4,5 miesiąca więc uważam, że to rewelacyjny wynik, szczególnie, że kremik kosztuje około 10zł.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej - klik klik.
Venita, henna grafitowa - uwielbiam henny z tej firmy! Są trwałe, kolory wychodzą idealne, no i przede wszystkim szybko łapią. Tutaj możecie poczytać o produktach firmy Venita , a stacjonarnie znajdziecie je w Auchan, Hebe i osiedlowych sklepikach. 
Paese, lakier piaskowy 324 - bardzo ładny, nieco problematyczny w aplikacji, kolor. Niestety szybko zgęstniał i nadaje się tylko do kosza..
Miss Sporty, lasting colour maxi brush 10 days nr 080 - piękny czarny kolor, dla mnie idealny. Niestety podobnie jak poprzednik lakier zgęstniał już w połowie buteleczki. No i 10 dni na pewno się nie utrzymywał ;)


Marc Jacobs, Daisy - cuuuudowny i trwały zapach w pięknym flakoniku. Oszczędzałam go jak mogłam, ale w końcu czas się pożegnać.. A taka szkoda!

Buziaki,
Ewu ;)

piątek, 28 listopada 2014

Paletka do brwi Make Up Revolution

Kiedy już zrozumiałam, że dobrze podkreślone brwi to podstawa makijażu zaczęłam testować różnego rodzaju produkty do tego celu. Moim ostatnim nabytkiem jest paletka Focus&Fix eyebrow shaping kit od Make Up Revolution w odcieniu light medium.


Opakowanie bardzo mi się podoba, jest solidne i klasyczne. Dodatkowe wyposażenia stanowią lusterko, pęsetka (średniej w kierunku kiepskiej jakości) i całkiem dobry pędzelek. Na cały zestaw składają się 3 cienie oraz przezroczysty wosk. Wosk całkiem dobrze utrzymuje moje długie i niesforne brwi w miejscu, ale mimo wszystko nie jest to w 100% to, czego oczekuję. Jeśli chodzi o kolory cieni to dla mnie nadaje się tylko najciemniejszy oraz pośredni (chociaż i tak czuję się w nim za blado). Kolor najjaśniejszy poleciłabym jedynie bardzo jasnym platynowym blondynkom z prawie niewidoczną oprawą oczu. Jakość cieni oceniam bardzo dobrze, świetnie się aplikują, łatwo je wyczesać lub rozetrzeć oraz co najważniejsze utrzymują się cały dzień. Makijaż zazwyczaj wykonuję koło 7 rano, a zmywam w okolicach 22-23 - brwi nadal są idealnie podkreślone mimo upływu wielu godzin. Odcienie nie wpadają w rudy, są chłodne (zdjęcie nieco przekłamuje kolory), na czym bardzo mi zależy. Cena takiego zestawu to około 12,50 zł (np. tutaj).

Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 27 listopada 2014

Jesienno-zimowy niezbędnik

Uwielbiam jesień i zimę, głównie za klimat i długie leniwe wieczory :) Takie mroźne dni nie obeszłyby się bez moich kilku niezbędników - jeśli chcecie je poznać to zapraszam do dalszej części posta.


Pierwszy z zimowych gadżetów dostałam od M. i jestem nim szczerze zauroczona! Mowa tutaj o skrobaczce do szyb w cieplutkiej rękawicy. Powiem Wam szczerze, że w zimę najbardziej marzną mi dłonie i stopy, a teraz jestem bezpieczna nawet podczas przygotowywania samochodu do jazdy i przymrozki są mi niestraszne! Jeśli jesteśmy przy dłoniach to nie mogłabym obyć się bez "handwarmera". Mój w uroczym sweterku również dostałam od M. (on chyba na prawdę nie lubi moich zimnych rąk!) i wiem, że pochodzi z Primarka (zresztą w Polsce również roi się od takich gadżetów ;)). Zimno w stopy? Polecam sklep soxo z ogromnym wyborem cieplutkich i uroczych kapci. Moje dostałam od koleżanki z byłej pracy i jest mi w nich cudownie! Jedyne czego mogę się czepić to brak np. skórzanej podeszwy - mając psa w domu kapetki ciągle są w sierści :D Tutaj możecie zobaczyć mój model wraz z pudełkiem prezentowym - idealne na Mikołajki lub święta dla najbliższych! Żeby w domu było wygodnie i w klimacie to zakupiłam sobie nieco już świąteczne getry w Pepco. Cena 19,99zł (nadal widzę je w sklepach mimo, że swoje zakupiłam we wrześniu). Bardzo wygodne i na prawdę fajnej jakości. No, ale gdzie ten cały klimat leniwych wieczorów bez świeczek i światełek? Ja głównie stawiam na kominki, latarenki oraz moją nową lampę DIY - po zapaleniu ich wszystkich w pokoju jest po postu obłędnie! :) Poza tym wszystkim jesienią i zimą muszą towarzyszyć mi ciepłe skarpety, szalik, rękawiczki, kocyk, a także dobra muzyka oraz gorące kakao. Niech ten okres roku trwa jak najdłużej! :)

Pamiętajcie, że zimę da się lubić!

Pozdrawiam,
Ewu ;)

piątek, 21 listopada 2014

MUA, puder brązujący - recenzja

Znalezienie idealnego brązera w moim przypadku graniczy z cudem. Póki co jeden ujął mnie bardzo mocno i był to warm bronzer od ELF. Ciągle szukam dla niego odpowiednika, po prostu lubię testować nowe produkty. Czy brązer z firmy MUA spełnił moje oczekiwania? O tym za chwilę.


Proste, klasyczne opakowanie mieści w sobie 5,7g produktu. Napisy póki co nie starły się, ale podejrzewam, że to kwestia kilku / kilkunastu tygodni. Sam brązer jest trochę tempy i ciężko nabrać go pędzlem. Efket na twarzy jest subtelny i w zasadzie ciężko zrobić sobie tym kosmetykiem krzywkę. Niestety dla zadowalającego efektu wymodelowania twarzy trzeba się nieco narobić. Kolor brązera średnio mi odpowiada (mój odcień to 3), wg mnie jest trochę zbyt pomarańczowy. Przyznam szczerze, że najbardziej dziwi mnie to, że brązer niby jest matowy, ale jednocześnie są w nim widoczne bardzo drobne i delikatne srebrne drobinki. Kosmetyk podsumuję jako nieco problematyczny i na pewno nieidealny, ale za cenę 1 USD jak najbardziej warto go przetestować. Być może którejś z Was bardziej przypadnie go gustu :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 20 listopada 2014

DIY - oryginalna lampka

Ostatnio mam trochę więcej pomysłów niż zwykle, więc zakładka "DIY" na górze bloga powoli wypełnia się nowymi projektami. Dzisiaj przygotowałam coś banalnego (zresztą jak zawsze), a mianowicie nieco inną lampkę. Może uznacie ten pomysł za dziwny i nieprzydatny, ale ja z efektów jestem bardzo zadowolona :)


Do wykonania lampki potrzebujecie tylko szklanej kuli (ja swoją dostałam od cioci, ale na pewno znajdziecie coś podobnego w necie) lub wazonu oraz światełek choinkowych (kolorystyka zależy od was). Wykonanie jest dziecinnie proste, a mianowicie do wnętrza wybranego przez Was szklanego przedmiotu należy włożyć lampki (najpierw oczywiście musicie je rozwinąć). 

A tak prezentuje się efekt końcowy:


Zdjęcie nie oddaje w 100% uroku lampki - musicie mi uwierzyć, że na żywo efekt jest obłędny! A kolory jakie światełka dają na ścianach i roletach - po prostu magia! Idą święta, a co! :)

Buziaki,
Ewu ;)

sobota, 15 listopada 2014

Haul: Rossmann 1+1

Dzisiaj postanowiłyśmy z mamą i babcią wydać trochę kasy w Rossmannie na ciekawej promocji 1+1 dotyczącej kosmetyków kolorowych. Zobaczcie co sobie wybrałyśmy :)



Ja skusiłam się na puder Miss Sporty So Matte, który idalnie nadaje się do torebki (ma lusterko!) i w takim celu go zakupiłam (obecnie posiadam tylko puder sypki MUA). Tusz Miss Sporty Pump Up Booster furious wg producenta ma dodawać objętości. Sprawdzę to jak tylko wykorzystam swoje zapasy. Fajnie, że na opakowaniu tuszu narysowana jest szczoteczka, duży plus! :) Kolejną i ostatnią rzeczą, która wpadła w moje ręce jest Cat's eyes liner odcieniu 001 miaowww black. Postać pisaka bardzo przypadła mi do gustu, jestem ciekawa jak pójdzie mi pierwsze malowanie takim produktem.   Moja mam wybrała sobie ten sam puder co ja, tusz MS curve it, czarny eyeliner w kałamarzu z Wibo oraz podkład wypełniając zmarszczki od firmy AA. Babcia zakupiła ten sam eyeliner co mama, ale nie uchwyciłam go na zdjęciu.

Jak widzicie postawiłyśmy na tańsze firmy, a za zakupy i tak wyszło ponad 60 zł. Mimo to promocja bardzo się opłaca i polecam Wam skorzystać z niej jak najszybciej - czas macie tylko do 19.11! :)

Buźka,
Ewu ;)

piątek, 14 listopada 2014

New Cid - pomadka i róż w jednym.

Mówiłam już, że dodatki do gazet w UK wymiatają? Mi udało się upolować produkt New Cid, którego cena regularna wynosi 14 funtów. Ja dorwałam go w Cosmopolitan za około 3 funty.


Niestety wszystkie napisy błyskawicznie starły się z opakowania, ale stawiam, że mój kolor to apricot sundae (tutaj reszta kolorów - klik klik). Kosmetyk jest przeznaczony zarówno do makijażu ust jak i do policzków. Ja używam go tylko do ust, jakoś nie bardzo wyobrażam sobie paćkania policzków tym samym kosmetykiem. Forma grubej kredki do ust, a nie tradycyjnego sztyftu jest fenomenalna! Aplikacja trwa o wiele krócej, a zarazem jest precyzyjniejsza. Dla mnie bomba! Jeśli chodzi o trwałość to powiem tak: jak na cenę 15 zł jest świetna, ale już przy kosztach 70 zł wymagałabym czegoś więcej. Także cieszę się, że produkt dorwałam w takiej ofercie, zresztą inaczej na pewno bym się na niego nie skusiła. Dodatkowo wspomnę, że kredka New Cid jest delikatnie nawilżająca i absolutnie nie przesuszyła moich ust. Nie podkreśla także suchych skórek. Piękny i naturalny odcień idealnie nadaje się do moich codziennych makijażu. Koniecznie polujcie na takie okazje będąc za granicą! :)

Buziaki,
Ewu ;)

czwartek, 13 listopada 2014

Candyfloss! Róż do policzków od MUA

Róże z firmy MUA kusiły mnie od bardzo dawna. Niestety w superdrugach szafy z tymi kosmetykami były mocno przebrane i jedyny sensowny odcień, który udało mi się zakupić to.. candy floss!


Opakowanie proste, wg mnie całkiem ładne i dobrze wykonane. Napisy do tej pory się nie starły pomimo, że zabieram ten produkt na każdy wyjazd i generalnie "nie cackam" się z nim. Pudełeczko zawiera 2,4 g różu, który ważny jest 12 miesięcy od czasu otwarcia. Odcień Candyfloss jest moim zdaniem bardzo subtelny i idealnie podkreśla policzki w codziennym makijażu. Niech jednak nie zmylą Was te słowa - tym produktem można zrobić sobie krzywdę! Wszystko za sprawą dobrej pigmentacji, co oczywiście wpływa na plus różu. Radzę sięgnąć po dobrej jakości pędzel i uważać z dokładaniem koloru. Jakość produktu jest bardzo w porządku - konsystencja zbita, trochę satynowa, nie kruszy się, nie pyli. Trwałości nie jestem w stanie obiektywnie ocenić, ponieważ notorycznie macam się po twarzy i niemal wszystko znika z niej po około 6 godzinach (no, chyba że mam jakąś okazję i trzymam łapki przy sobie). Uważam, że cena około 5 zł (1 funt) jest na tyle niska i przystępna, że na prawdę warto spróbować róży Make Up Academy. Tym bardziej, że ich nazwy są bardzo słodkie i kuszące! Poza candyfloss w ofercie MUA znajdziecie także odcienie: bubblegum, marshmallow, bon bon, cupcake oraz lolly. 

Pozdrawiam Was serdecznie!
Ewu ;)

wtorek, 11 listopada 2014

Make Up Revolution - paleta cieni Essential Mattes

Stricte matowej palety cieni dziennych szukałam od dawna. Żadna jednak nie spełniała moich oczekiwań, czy to pod względem kolorów, czy pod względem ceny. Będąc w UK zafundowałam sobie kilka nowości z firmy Make Up Revolution, a w tym także przepiękną paletkę Essential Mattes.


Opakowanie pozostawia wiele do życzenia - szybka łatwo się rysuje i nie wygląda estetycznie. Forma prostokątnych, podłużnych cieni bardzo podoba mi się pod względem wizualnym, ale faktycznie nie jest to tak wygodne w aplikacji jak tradycyjne kółka. Ale wystarczy się przyzwyczaić i problem znika. Pigmentacja produktu jest dla mnie rewelacyjna! Dla przykładu pokazałam Wam swatche trzech różnych cieni w tym także jasnego. Na oku również można zbudować taką intensywność koloru z czego jestem bardzo zadowolona. Cienie pylą bardzo mało, a jasne kolory nie kruszą się tak łatwo jak te z innych firm (najgorsze były dla mnie biele z paletek Sleek, które po dotknięciu pędzlem po prostu się rozwalały, a problem powtarzał się w każdej z trzech paletek, które posiadam). Trwałość oceniam na bardzo dobrą, ale jest to za sprawą idealnej dla mnie bazy ArtDeco. Bez niej żaden makijaż oczu nie wytrzymałby u mnie 15h. Paletki używam prawie codziennie od 2,5 miesiąca i zużycie jest bardzo niewielkie. Cena takiej przyjemności to około 20 zł za 12 cieni (4 funty w Anglii). Nic tylko kupować :)

Buziaki,
Ewu ;)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Niekosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni (miesięcy)

1. Program TV


Ten program (TVN turbo, dostępny także na stronie TVN lub w aplikacji) polecam każdemu posiadaczowi własnego samochodu. Jeśli dodatkowo lubicie program "Usterka" to "Będzie pan zadowolony" również Wam się spodoba. To, co mechanicy wyczyniają z samochodami przechodzi ludzkie pojęcie. Wymiana dobrych części? Czemu nie! Wpadnie dodatkowa kaska, a ściemni się, że wymiana była konieczna. Chyba kamery w aucie to konieczność..

2. Muzyka


Fajnie jest czasami wrócić do starych, ulubionych piosenek. W ostatnich tygodniach ciągle słuchałam Red Hot Chili Peppers - californication (klik klik). Polecam do samochodu! :)

3. Miejsca


Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy udało mi się odwiedzić Londyn (i nie tylko, jeśli chodzi o Anglię) oraz Paryż. To dwie klimatyczne stolice, które polecam zobaczyć każdemu. Na pewno chciałabym jeszcze do nich powrócić :)


4. Jedzenie

źródło zdjęcia: google grafika

Ostatnio bardzo uparłam się na chałwę i często po nią sięgam. Pamiętam jak kiedyś nie mogłam na nią patrzeć, a teraz zajadam się jak szalona :) Jakiś czas temu koleżanka przywiozła mi z Egiptu chałwę pakowaną w plastikowe pudełeczko (podobne do tych na śledzie) - uwierzcie mi: niebo w gębie!

4. Świeczka

źródło zdjęcia: google grafika

Pisałam o niej dwa posty wcześniej w TAGu "Kocham jesień", ale muszę wspomnieć jeszcze raz - Eucalyptus mint od Bath and Bory Works jest cu-do-wna! Intensywny, trwały i bardzo przyjemny zapach. Chcę więcej!

5. Gadżety

Trzy gadżety pochodzą z Paryża, jeden z Londynu, a każdy z nich towarzyszy mi dzień w dzień!


Termos na chłodne dni to strzał w dziesiątkę - zielona herbatka zawsze ze mną (przy okazji - termos ten możecie dostać w sklepach Alma o czym ja dowiedziałam się oczywiście po powrocie z wyjazdu :))


Torebki, ach torebki. Po prostu musiałam mieć nową i już. Ta bardzo pasuje mi kolorystycznie do dodatków, które noszę (komin, rękawiczki), a poza tym jest pakowna i bardzo wygodna :)


Jedni kochają magnesy, a ja kocham breloki :) Jak widzicie oby dwa są raczej kiepskiej jakości (a misiek dodatkowo łapie paluchy), ale to nic - wrócę do dwóch pięknych stolic i kupię nowe ;)

6. Kanał na YouTube


Jeśli nie znacie kanału DaveHax (klik klik) to koniecznie musicie nadrobić zaległości! Bardzo pomysłowy i uzdolniony pan nagrywa krótkie filmiki (większość trwa około minuty) z serii DIY. Ja najbardziej lubię te dotyczące jedzenia np. sposób na muffinki w kształcie serca lub "jak obrać kiwi w 5 sekund". 

7. Sklep 


Bez dwóch zdań najwięcej kasy w ostatnich tygodniach (a w sumie miesiącach) wydałam w Poundlandzie i Primarku. To dwa na prawdę rewelacyjne sklepy ze świetnym asortymentem i jeszcze lepszymi cenami. Życzyłabym sobie czegoś takiego w Polsce (moje niedoczekanie). Z Poundlanda najbardziej polecam dodatki do domu, gadżety do kuchni, kosmetyki (np. często pojawiają się te z L'oreal, za które normalnie trzeba zapłacić kilka razy więcej) oraz jedzenie (żelki, chrupki, napoje). W Primarku natomiast szczególnie upodobałam sobie dział z bielizną oraz dział "home", ale muszę przyznać, że ciuchy też są super, mam kilka i jakość wcale nie jest zła, za to cena rewelacyjna.

Buziaki,
Ewu ;)