piątek, 29 sierpnia 2014

Wakacyjne zakupy z Anglii (i nie tylko) + prezenty!

Heeej po długiej przerwie! Mój dwumiesięczny pobyt w Anglii dobiegł końca, więc powracam do blogowania (mam nadzieje, że całkiem regularnego). Z racji tego, że pierwszy raz byłam w tamtych rejonach napadłam na sklepy jak szalona. Dzisiaj podzielę się z Wami częścią moich zdobyczy (odpuściłam sobie ciuchy, bieliznę oraz prezenty dla znajomych/rodziny, które kupiłam na zbliżające się okazje) - ostrzegam, że post będzie długi! 


W sklepie Poundland, czyli "funciak" dorwałam płyn do higieny intymnej femfresh (nie podrażniło mnie, więc super), szampon Glisskur do włosów zniszczonych oraz wielofunkcyjną odżywkę w sprawu L'oreal, która okazała się jednym z lepszych zakupów tych wakacji i niebawem napiszę Wam o niej coś więcej. Paste Colgate w bardzo wygodnym opakowaniu kupiłam również za 1 funta w sklepie Morrisons.


Oczywiście dopadłam do szafy MUA i zaopatrzyłam się w puder sypki matujący, matowy bronzer, róż w odcieniu candyfloss oraz dwa dostępne rozświetlacze - wersję różową muszę komuś sprezentować, ponieważ średnio mi odpowiada, natomiast wersja złota jest idealna!


Firma MakeUp Revolution robi ostatnio furorę. Nie mogłam się oprzeć i złożyłam zamówienie przez internet, a w nim przyszły mi: paletka cieni matowych Essential Mattes, paletka do brwi w odcieniu light medium,....


... lakiery w kolorach (od lewej): Beautiful helps, Call me naive, Love for sale (wersja glitter) oraz podkład matujący w kolorze Ivory - ma na prawdę super-jasny kolor.


Kolejne zdobycze z MUR to pomadki: Dazzle (seria podstawowa) oraz Barbie is Jealous (wersja I love MakeUp, Lip Geek). Wiem, że ich kolory są podobne, ale uwierzcie mi, że na ustach spisują się zupełnie inaczej - będzie porównanie :)


Poamdki z MUA również kusiły. Dla siebie wybrałam kolor Peachy Keen z serii matowej, a dla przyjaciółki czerwoną (shade 13) z kolekcji podstawowej.


Wszystkie lakiery MUA prezentowały się kusząco, ale dla siebie wybrałam tylko jeden kolor (pierwszy z lewej) - Bright Pink, natomiast dla przyjaciółek Bright Coral i Natural Days. Korektor Cover&Concealer zrobił na mnie nieziemskie wrażenie, o czym również niebawem wspomnę. Natomiast maskara Extreme Curl jest trochę problematyczna, aczkolwiek da się do niej przyzwyczaić :)


Mój M. zakupił mi w Primarku sweterkowy ogrzewacz do dłoni, natomiast mi udało się dorwać zalotkę z wymienną gumką oraz pomadkę (i róż) w sztyfcie z firmy New Cid, która dołączona była jako dodatek do gazety Glamour. Niestety wszystkie napisy już się pościerały, ale sam produkt jest rewelacyjny :)


A tutaj mix zakupów polsko-angielskich. Pierwsze 3 rzeczy zakupione w Anglii to: Batiste o zapachu cherry (rewelacja!), filtr do twarzy Malibu spf 30 oraz krem nawilżająco-matujący Ziaja 25+. W Polsce odwiedziłam sklep firmowy Ziaja, gdzie zakupiłam tonik z serii Liście Manuka oraz krem pietruszkowy pod oczy. W Rossmannie dorwałam na promocji ukochane chusteczki do higieny intymnej Facelle.


Wielka, pikowana kosmetyczka z Primarka musiała przyjechać ze mną! Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, a ja jestem oczywiście w tej pierwszej grupie :)


Jak Primark to musiała być i miętowa listonoszka. To miętowe cudo służyło mi całe wakacje i uważam, że to na prawdę dobry zakup :)


Latarenka na świeczkę pięknie zdobiła Nasz pokój w Anglii i obowiązkowo musiała przyjechać do Polski. Natomiast "surowe" pudełko na chusteczki dorwałam w sklepie HobbyCraft i mam zamiar je po swojemu ozdobić. Wychodzi dużo taniej, a i satysfakcja większa jeśli coś zrobimy sami :)


Poidło dla mojego psiaka to również bardzo udany zakup. Dodatkowo zapłaciłam za nie 0,99 funta, a wczoraj w Tesco (w PL) widziałam za ponad 20 zł :). Ewu nie byłaby sobą, gdyby nie przywiozła kubka - ten z Brytyjskim akcentem dorwałam z Primarku.


Brelok z budką telefoniczną zdobi moje klucze, a pyszna angielska herbata w pięknej puszcze cieszy brzuchy mojej rodzinki. Egg Timer to coś, czym zachwycało się sporo osób w Anglii - nie mogłam być gorsza i obkupiłam rodzinę i znajomych w ten gadżet.


Ozdobne mydełka i pamiątkowe magnezy, których nie mogło zabraknąć! Od razu Wam powiem - kupujcie magnesy i pamiątki w samym sercu Londynu - wbrew pozorom wychodzi tam najtaniej! :)


I teraz przechodzimy do prezentów.. Od jednej z moich przyjaciółek dostałam podkład Avon Calming Effectc, który uwielbiam! Natomiast dziewczyny z bloga RacjaPielęgnacja przysłały mi pięknie pachnącą świeczkę, dwa lakiery (Astor i Opi) oraz pilnik Orly. Dzięki, kochane :*


Na koniec największa i chyba najlepsza niespodzianka - rodzice podczas mojej nieobecności zakupili mi biurko z IKEA, o którym długo marzyłam i oczywiście służy mi ono jako toaletka. Wystarczyło tylko abym dokupiła krzesło (również IKEA) i wszystko tworzy moją wymarzoną całość. Myślę, że niebawem pojawi się post o nowej organizacji kosmetyków :)

To na tyle. Kto dotrwał do końca? ;)

Buziaki,
Ewu ;)

9 komentarzy:

  1. Wspaniałe zakupy :) a jaka urocza toaletka, zawsze o takiej marzyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleeee ♥♥♥♥ wcale Ci się nie dziwię, że napadlas na sklepy, zrobiłabym to samo! Planuje lecieć do UK, ale ceny biletów w okresie wakacji sa masakryczne! Więc poczekam na jesień ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oszczędzaj kase, bo pewnie zaszalejesz tak jak ja :)

      Usuń
  3. tylko pozazdrościć! fajne paletki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem na co patrzeć, tyle fajnych rzeczy :)

    Ale rodzice zrobili Ci niespodziankę.
    Takiej miętowej listonoszki szukam od pół roku. Oddawaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz się kochana wybrać do Primaniego :p

      Usuń
  5. Dobrze, że już jesteś :* Super zakupy :) też mam to biurko, ale dla dwóch osób - szuflady kocham!

    OdpowiedzUsuń