niedziela, 30 marca 2014

TAG: Co jest w mojej torebce?

Hej, hej! Zapraszam dzisiaj na śmieszny, luźny TAG :) Możecie zajrzeć w moją torebkę, a przecież my kobiety należymy do istot ciekawskich :) Miłego oglądania!


Zacznę od najważniejszego, czyli torebki. Odkąd odkryłam stronę www.etorebka.pl to totalnie przepadłam. Sklep ma ciekawą ofertę, a torebki są świetnej jakości. Obecnie posiadam dwie i podejrzewam, że na tym nie koniec :) Ceny bardzo przystępne i jak najbardziej adekwatne do jakości. Polecam!


No, a co w środku? Największa rzecz, którą noszę do segregator w rybki (sentymentalny prezent od przyjaciela sprzed wielu lat), w którym zapisuję wszystkie wykłady. Lubię mieć wszystko w jednym miejscu. Nadal pamiętam stertę zeszytów, którą nosiłam do liceum i za żadne skarby nie wróciłabym do takiego systemu organizacji notatek :) Kolejna duża rzecz to kubek termiczny. Mój kosztował 15zł, pochodzi z Biedronki i jest wprost rewelacyjny! Myślałam, że nic nie dorówna jakością kubkowi Contigo, który jest dużo droższy, ale "biedra" stanęła na wysokości zadania. Zielona herbata zawsze ze mną! :) Następnie portfel - duży, pojemny i wytrzymały no name. Kalendarz na 2014 rok to moja prawa ręka. Ostatnio co raz więcej się dzieje i gdyby nie ten mały, żółty pomocnik to zapewne zapomniałabym o wielu istotnych sprawach (do tej pory nie mogę przekonać się do kalendarza elektronicznego w tablecie, czy nawet telefonie). Klucze w etui, aby nie rysowały innych rzeczy w torebce, telefon (samsung corby), długopis, chusteczki higieniczne, gumy do żucia oraz Tangle Teezer Compact to również przedmioty, które zawsze mam przy sobie. Na zakończenie przezroczysta kosmetyczka z Sephory, a w niej...


... sterta leków. Prawdziwa ze mnie lekomanka, ale wolę nosić niż się prosić ;) (gripex, solpadeine, apap, stoperan, sebidin, sudafed). Pilniczek Pluszzz mój M. dostał jako dodatek do witamin - fajnie bo pilnik jest szklany i posiada etui. Klamerki i gumki muszą być - na praktykach z kosmetyki trzeba związać włosy :) Dalej - tusz z korektorem Avon Mistake Proof, eyeliner Lovely, biosilk używany w razie, gdyby czupryna zaczęła się nieładnie puszyć, lusterko z Pragi od taty, mały puder sypki L'oreal, końcówka korektora Miss Sporty i nówka z nieznanej mi firmy, perfumetka (w środku Dolce Gabbana 3), czekoladowe masełko do ust Oriflame oraz błyszczyk Oriflame Very Me w kolorze Happy Glow.

Dużo, mało? Dla mnie w sam raz :)
Oczywiście idąc na zajęcia, czy praktyki biorę jeszcze coś do przekąszenia.

Pozdrawiam,
Ewu ;)

piątek, 28 marca 2014

Projekt denko - marzec '14

Bez zbędnych wstępów i refleksji na temat czasu, który biegnie jak szalony, przechodzę od razu do rzeczy, czyli do prezentacji wyrzutków z ostatniego miesiąca :)


Ziaja, kremowe mydło pod prysznic o zapachu pomarańczowym - bardzo lubię te produkty za zapach, wydajność i niezwykle niską cenę. Ogromna 500ml butla kosztuje jakieś 6-8zł :) Rok temu pisałam Wam o kremowym mydle pod prysznic o zapachu kakao, także tam możecie zerknąć na dokładniejszą recenzję. Jedyną różnicą jest inny zapach produktów :) Polecam wypróbować!
Farmona, Hebal Care, szampon skrzyp polny - przyznam szczerze, że byłam uprzedzona do tego ziołowego szamponu, ale zupełnie niepotrzebnie. Okazał się bardzo fajny - rewelacyjnie mył skórę głowy i przedłużał świeżość włosów. Kosztuje kilka złotych i myślę, że jeszcze po niego sięgnę :)
Joanna, ultra color system, szampon do włosów siwych, blond i rozjaśnianych - najlepszy szampon do blond z jakim miałam do czynienia. Odkąd rozjaśniam włosy to nie wyobrażam sobie bez niego życia :) Tutaj pisałam pełną recenzję - klik klik.
Intimea, łagodzący żel do higieny intymnej - to mój absolutny KWC jeśli chodzi o higienę intymną. Pełna recenzja tutaj - klik.


Rexona, antyperspirant sexy - kolejny KWC, który zawsze mam w swoich zbiorach kosmetycznych. Czasami jedynie zmieniam wersje zapachowe :) Niezawodna ochrona, ładne zapachy, brak podrażnień, świetna cena. Czego chcieć więcej?
Kolastyna, krem z filtrem SPF30 - chciałam po niego sięgnąć po ostatnich zabiegach z kwasami, ale niestety jego termin ważności już minął. Zatem 1/ 3 tubki ląduje w koszu. Produktu używałam w okresie letnim 2013 i był bardzo dobry - nadawał się pod makijaż, nie zapychał i dobrze chronił.
L'biotica Biovax, maska intensywnie regenerująca - kupiłam w wakacje na promocji w SuperPharm. Na początku była dla mnie "bez szału", ale kiedy w końcu dobrałam idealnie czas trzymania jej na głowie (30 minut) to okazała się całkiem, całkiem. Nadal nie rozumiem mega wielkiego fenomenu tego produktu, aczkolwiek zaliczam go do tych "na tak" :)


Wibo, podkład illuminating 01 porcelanowy - tutaj pełna recenzja wraz ze zdjęciami.
Eveline, odżywka do rzęs - na jej temat także pisałam osobną recenzję - klik klik 
Miss Sporty, czarny eyeliner - przez pierwszy miesiąc używania piekł mnie w powieki, co było bardzo nieprzyjemne. Po upływie tego czasu problem znikł. Ogólnie eyeliner oceniam dobrze - wygodny aplikator, piękny czarny kolor, świetna wydajność.
Sephora, speed dating L06 - cudowny i jeden z moich ulubionych lakierów! Piękny kolor, super konsystencja, idealny kształt pędzelka i dobra trwałość. Żałuję, że już muszę się z nim pożegnać :) Tutaj recenzja i swatche.

To już wszystko :) Pozdrawiam!
Ewu ;)

niedziela, 16 marca 2014

Green Pharmacy, masło do ciała - róża piżmowa i zielona herbata

Firma Green Pharmacy zaczęła mnie co raz bardziej zaskakiwać.. ;) Zaraz po serum wzmacniającym końcówki odkryłam rewelacyjne masełko (prawdziwe masełko!) do ciała. Zapraszam na recenzję.


Produkt zamknięty jest w typowym dla maseł "słoiczku" oklejonym etykietami, zawierającymi niezbędne informacje. Pojemność opakowania wynosi 200ml. Zadaniem masła GP jest przywrócenie naturalnej miękkości i elastyczności skórze, wygładzenie i ujędrnienie jej oraz silne nawilżenie. Ponad to produkt ma działać regenerująco i przeciwbakteryjnie. A jak jest w praktyce? O tym za chwilę.


Masełko ma bardzo przyjemny, delikatny różany zapach. Ja akurat należę do przeciwników tego typu aromatów, ale ten jest na prawdę subtelny i bardzo przypadł mi do gustu. Kolorystyka mleczno-różowa, a konsystencja niesamowicie zbita i treściwa - prawdziwe masło :) Fakt ten wpływa na bardzo dobrą wydajność kosmetyku. Jeżeli chodzi o działanie to jak najbardziej zauważyłam nawilżenie i wygładzenie mojej skóry, czyli to, na czym najbardziej mi zależało. Niestety nie mogę potwierdzić obietnicy producenta związanej z ujędrnieniem, ale w zasadzie i tak nie wierzę w tego typu bajery. Co za tym idzie - rozczarowania brak :) Masełko szybko się wchłania, z powodzeniem można używać je także rano, zaraz przed założeniem ubrań wyjściowych :)

Skład: Aqua, Butyrospermum parkii (shea) butter, cyclopentasiloxane, cetearyl alcohol, ceteareth-20, ethylhexyl sterarate, c-12-15 alkyl benzoate, glyceryl stearate, rosa moschata seed oil, camelia sinesis leaf extract, tocopheryl acetate, acrylates, parfum, triethanoloamine, phenoxyetanol, methylparaben, ethylparaben, propylparaben, butylparaben, linalool, hexyl cinnamal, geraniol, citronellois, limonene, eugenol, citral, cl 14720 

Cena: ok. 12zł / 200ml
Dostępność: Rossmann, Drogerie Natura.

Podsumowując - bardzo polecam ten produkt :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)