poniedziałek, 19 maja 2014

Ziaja, de-makijaż dwufazowy

Demakijaż wykonuję zazwyczaj półprzytomna późną porą, dlatego zależy mi aby był on sprawny i dokładny. Dzięki produktowi, który dzisiaj Wam przedstawię tak właśnie jest :) Zapraszam na recenzję!


Zgrabna buteleczka posiada 120ml pojemności, a dostać ją możecie za kilka złotych (około 6zł). Jest przezroczysta więc dokładnie widać ile produktu pozostało. Otworek raczej mały, z łatwością można dozować ilość wylewanego na płatek płynu.


Z racji na dwie fazy (zdjęcie po lewej) płyn rewelacyjnie oczyszcza makijaż oczu. Zmywa błyskawicznie wszelkie tusze, cienie i eyelinery. Niestety jedyne co mnie irytuje to to, że na okolicy oczu pozostaje tłusta warstwa. W zasadzie taki problem to nie problem, bo zawsze można zmyć ją wodą, ale do czegoś doczepić się muszę :) Poza tym Ziaja nie podrażnia moich oczu, wydaje się naprawdę jednym z delikatniejszych płynów, które miałam. Troszeczkę ubolewam także nad pojemnością (zazwyczaj sięgałam po płyny 200-250ml), ale jak za taką cenę to nie można oczekiwać zbyt wiele :)

Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Sodium Chloride, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Benzoate, CI 42090. 

Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 15 maja 2014

Szminka jako rozświetlacz? Czemu nie!

Od dawna marzę o rozświetlaczu idealnym, ale niestety podczas dotychczasowych prób trafiałam jedynie na tandetny brokat. W końcu listę marzeń zasiliły dwie nieco droższe pozycje, które mam nadzieje, że w niedługim czasie sobie sprezentuję (chodzi tu o MAC i The Balm Mary-Lou Manizer). Do tego czasu musiałam znaleźć jakiegoś zamiennika i tak też się stało podczas porządków w moich kosmetycznych zbiorach.


Pomadkę Avon ColorTrend w kolorze iced champing miałam pierwszy raz jako nastolatka (13,14 lat). W katalogu wyglądała nieziemsko, ale niestety na ustach bardzo tandetnie. Jakiś czas temu moja mama zamówiła sobie dokładnie ten sam kolor mimo, że ostrzegałam o jego niezbyt ciekawej prezentacji. Oczywiście szminka leżała zapomniana od wielu miesięcy w mojej szufladzie, bo nikt nie chciał jej używać. Wczoraj tak po prostu zrobiłam jej swatch i olśniło mnie. Przecież to ładny, rozświetlający, lekko różowy kolor, który po aplikacji tworzy całkiem niezłą taflę. Szybko zaaplikowałam sztyft na szczyty kości policzkowych i zakochałam się w efekcie! Lekki, dziewczęcy blask! O to mi chodziło :) Trwałość również pozytywnie mnie zaskoczyła. Pewnie gdyby nie to, że namiętnie dotykam swojej twarzy w ciągu dnia to "rozświetlacz" wytrzymałby u mnie o wiele dłużej. Ale tak, czy siak trwałość jak na szminkę za 8 zł aplikowaną na policzki jest bardzo dobra.

Cieszę się, że produkt nie ulegnie zmarnowaniu. Bardzo nie lubię wyrzucać kosmetyków :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

środa, 14 maja 2014

Decubal, body cram - odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała.

O kilku produktach Decubal pisałam Wam już jakiś czas temu. To na prawdę ciekawa firma, której kosmetyki bardzo dobrze na mnie działają. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją odżywczo i silnie nawilżającego kremu do ciała przeznaczonego do skóry suchej i bardzo suchej.


Balsam zamknięty jest w dużej, czerwonej tubie. Jej pojemność wynosi 250ml. W środku znajdziemy biały, treściwy krem o dość tłustej konsystencji. Balsam raczej wolno się wchłania, co osobiście mi nie przeszkadza, bo zawszę kładę go na noc, ale mój M. ciągle wydaje z siebie dźwięki niezadowolenia "eeee, ale jesteś tłusta i ślizga" :D.


Otworek przez który wydobywamy produkt jest niewielki i praktyczny. Z łatwością możemy kontrolować ilość wyciskanego balsamu :) W kwestii zapachu, powiem krótko - dla mnie wszystkie kosmetyki bezzapachowe mają swój specyficzny zapach i tak też jest w przypadku tego produktu. Nie jest to rozkosz dla naszych zmysłów, dlatego też ja tego typu kosmetyki używam tylko na nogi, aby ograniczyć dostęp zapachu do mojego nosa :) Jeśli chodzi o najważniejsze, czyli o działanie, to ja jestem szczerze zachwycona! Skóra na moich nogach dawno nie była tak dobrze nawilżona i napięta. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że jest to prawdziwy balsam odżywczy do suchych skór. Decubal sprostał zadaniu! :) Ponad to warto zauważyć, że kosmetyk ten nie wywołał u mnie żadnych niepożądanych reakcji.

Cena: ok. 25zł
Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Iso- propyl Myristate, lanolin, Petrolatum, Polyglyceryl-3 Methylglu- cose Distearate, Glyceryl Stearate, Tocopheryl  Acetate, Cetearyl  Alcohol, Tocopherol, Ceteareth-20,  Sodium Cetearyl Sulfate,  Dimethicone, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate\
Dostępność: wybrane apteki stacjonarne i internetowe

Pozdrawiam,
Ewu ;)

poniedziałek, 12 maja 2014

Sally Hansen, żel do usuwania skórek

Twarde jak skała i wręcz niemożliwe do usunięcia skórki wokół paznokci to moja zmora od wielu lat. Do tej pory nie są jeszcze idealne, ale wciąż testuję nowe produkty i metody, aby pozbyć się tego uporczywego problemu :) Z pomocą przyszła firma Sally Hansen i kultowy produkt Instant Cuticle Remover.


Opakowanie zawiera 29,5ml żelu, a producent obiecuje, że produkt poradzi sobie ze zmiękczeniem skórek już w 15 sekund. Buteleczka jest wykonana z dość miękkiego materiału, a więc żel można z łatwością wycisnąć. Praktyczny aplikator zapewnia nałożenie odpowiedniej ilości produktu, co idzie w parze z niewiarygodną wydajnością (w mojej buteleczce ubyło jakieś 2cm żelu, a używam go i u siebie i u najbliższych nawet kilka razy w tygodniu.


Jeśli chodzi o działanie to na pewno warto zauważyć, że 15 sekund cudów nie czyni - żel trzeba potrzymać trochę dłużej, przynajmniej w moim przypadku, czyli twardych jak skała skórek. Ja zazwyczaj trzymam go około 50-60 sekund, a następnie zabieram się za odsuwanie "nieprzyjaciół". Żel zamienia skórki w niewielkie błonki, które z łatwością schodzą z paznokcia. Ja dodatkowo troszkę wycinam je cążkami (są na prawdę duże i samo odsunięcie nie daje 100% zadowalającego efektu). Mimo wszystko z produktu SH jestem bardzo zadowolona, ponieważ jeszcze nic nie zdziałało u mnie tak dobrego efektu (nawet moczenie paznokci w rozgrzanej oliwie przez 25min :-/). Jedyne do czego trochę mogę się doczepić to to, że skórki błyskawicznie odrastają. Cóż, nie można mieć wszystkiego :) 

Cena: ok 28 zł (może i dość sporo, ale tak jak wspomniałam wyżej - wydajność jest rewelacyjna)
Skład: water, potassium hydroxide, butylene glycol, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, aloe barbadensis leaf juice, chamomilla recutita (matricaria) flower extract, camellia sinensis leaf extract, tetrasodium EDTA, dipotassium glycyrrhizate 

Nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków i niepożądanych reakcji :) Z czystym sumieniem polecam!

Pozdrawiam,
Ewu ;)

sobota, 10 maja 2014

Szał promocji, czyli zakupy :)

Pewnie już jesteście znudzone promocyjnymi postami, ale nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała co wpadło w moje ręce :) Jest tego bardzo niewiele, ciągle staram się robić zakupy "z głową" i nie wydawać pieniędzy na zbędne produkty. Zakupów było troszkę więcej, ale znaczną część nowości zabrała mama na swój wyjazd do Paryża, także nie jestem w stanie ich Wam pokazać.


Nivea, szampon nadający objętość (Rossmann)- 400ml było na promocji za około 8zł, więc to dobra okazja do wypróbowania. Nigdy nie miałam do czynienia z szamponami Nivea, więc tym bardziej chętnie je testuję :)
Ziaja, de-makijaż dwufazowy (drogerie Marysieńka)- bardzo dobry produkt za niewielkie pieniądze (ok.5zł). Świetnie rozpuszcza makijaż, nie drażni oczu. 
Facelle, chusteczki do higieny intymnej (Rossmann) - również dorwane na promocji za około 2zł. Mój KWC, o czym możecie przeczytać tutaj - klik klik.
Marion, 7 efektów, kuracja z olejkiem arganowym (Biedronka) - Biedra wciąż zaskakuje :) Długo czaiłam się na ten olejek, ale do Natury było mi nie po drodze. Dorwałam go za nieco ponad 6zł (50ml) i na razie powiem tyle: pachnie przepięknie!


W Rossmannie skusiłam się w zasadzie tylko na tydzień promocji na oczy. Wybrałam sobie 3 tusze:
Lovely, volume maximizer 3D - aktualnie używam i jestem zadowolona.
Lovely, maximum volume waterproof mascara - w związku ze zbliżającymi się wypadami nad wodę.. :)
Wibo, Dolls lash ultra volume.
Wszystkie te tusze po obniżece -49% kosztowały niecałe 5zł. Żyć nie umierać! :)


CCC, buciki na koturnie - fotkę ściągnęłam ze strony producenta. Ja swoje buty mam akurat w kolorze koralowym i powiem Wam szczerze, że dawno nie miałam tak wygodnych butów! Uwielbiam je :) Kosztowały 49,99zł + ja dokupiłam jeszcze bardzo fajne wkładki aloesowe (również CCC) za 6,99zł.

To już wszystko. Jak widzicie skromnie i rozsądnie - same potrzebne rzeczy :)

Buźka,
Ewu ;)

czwartek, 8 maja 2014

Niekosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni

Post z tej serii pojawia się sporadycznie, raczej sezonowo, a dziś przyszła pora na wiosennych ulubieńców. Zapraszam do czytania!

1. Serial

Bez wątpienia będzie to The Walking Dead. Serial zaczęliśmy oglądać któregoś wieczora z moim M. i zeszło nam tak do 4 nad ranem :) Powiem Wam szczerze, że ja horrorów się nie boję, jedynie tych w których mamy do czynienia z duchami, ale zomiaki z TWD są tak dobrze, wręcz ohydnie, zrobione, że na całym ciele mam ciarki! :) 

2. Film

Poszukiwany, poszukiwana to stara polska komedia, ale powiem Wam szczerze, że dawno się tak nie uśmiałam :) Luźny, przyjemny film na leniwe popołudnie / wieczór.

3. Program

Pani Gadżet ostatnio ciągle pojawia się na moim ekranie. Ilość ciekawych przedmiotów i urządzeń jakie pokazuje Anna Ibisz jest zaskakująca. O wielu z nich nie miałam bladego pojęcia, a równie wiele znajduje się na mojej nieskromnej liście marzeń :)

4.Muzyka

Tutaj akurat odniosę się do jednej polskiej piosenki, którą niedawno przypadkiem usłyszałam i od tamtej pory słucham jej bardzo często. Mowa tu o Shakin' Dudi -  "Au sza la la la". Niezwykle pozytywny i żywy kawałek! :)

5. Jedzenie

W okresie wiosenno-letnim królują u mnie sałatki! Są świetnym orzeźwieniem, źródłem witamin jak i znakomitym dodatkiem do wielu dań. Moja ulubiona sałatka składa się z sałaty lodowej, kukurydzy, ogórka zielonego, pomidorów, sera fety oraz sosu koperkowo-ziołowego wymieszanego ze śmietaną. Czasami lubię dodać także rzodkiewkę. Mniam!

6. Picie

Woda! Niegazowana, rzecz jasna. Najbardziej lubię wodę z dodatkiem cytryny, limonki oraz mięty, ale wersja bez dodatków także jest okej. Najczęściej sięgam po Dobrowiankę lub Polaris.

7. Gadżet

W tym miesiącu moim ulubionym gadżetem jest ekspres Bosch Tassimo. Mimo, że mój Marek kupił go już rok temu to jakoś nie było okazji wspomnieć o tym urządzeniu. Kawa, cappuccino, czy kakao w wykonaniu Tassimo jest wprost przepyszne! Polecam spróbować :)

8. Aplikacja na tablet

Aplikacja "moja @ gazetka" to zbiór gazetek promocyjnych wielu różnych sklepów. Wszystko uporządkowane i w jednym miejscu. Koniec z wyszukiwaniem gazetek poszczególnych sklepów w necie, czy magazynowanie papierowych wersji :) Ściągajcie kto może i cieszcie się bieżącymi promocjami! 

9. Zapach

Konwalie to bez wątpienia moje ulubione kwiaty. Są przepiękne i przepięknie pachną. Kiedy tylko jestem u rodziny na działce to podkradam cioci z lasu bukiet tych pięknych białych dzwoneczków. Zapach w pokoju jest świetny, a kwiatki stoją całkiem długo. :)

Pozdrawiam
Ewu ;)


poniedziałek, 5 maja 2014

Projekt denko - kwiecień '14

Denko z ubiegłego miesiąca jest tak ubogie, że aż mi wstyd. Na początku miałam plan połączyć denko kwietniowe z majowym, ale w sumie stwierdziłam, że krótsze posty są lepiej odbierane :) Zatem zapraszam do czytania!


Green Pharmacy, masło do ciała o zapachu róży pożmowej i zielonej herbaty - klik do recenzji.
Green Pharmacy, jedwab w płynie - bardzo wydajny, tani i dobry produkt o ciekawym składzie. Serum używam po każdym myciu włosów na długość pasm od ucha w dół. Nie ma tu mowy o tłustych strąkach, a jedynie dobrze nawilżonych i niepuszących się końcach. Bardzo polecam! Ja na pewno kupię kolejną buteleczkę :)
Celia Kolagen, krem przeciwzmarszczkowy tłusty - krem należał do mojej mamy, która zawsze po jego użyciu wydawała z siebie dźwięki niezadowolenia. "Bo za tłusty, bo się nie wchłania, bo to, bo tamto". I tym sposobem kremik przygarnęłam ja. Moje zdziwienie było ogromne ponieważ produkt błyskawicznie "wsiąka" w moją skórę, pięknie pachnie, nie zapycha i dobrze nawilża. Miło odkryć taki krem przez zupełny przypadek :)


C-thru blooming, dezodorant w spray'u (co za koszmarna nazwa!) - rewelacyjny, przyjemny, wiosenno-letni zapach, który niestety czułam na swoim ciele bardzo krótko, ale osoby trzecie potwierdzały, że wciąż pachnę. Wody toaletowe tej firmy są dużo bardziej intensywne i co najważniejsze - długo wyczuwalne. Następnym razem sięgnę właśnie po taką wersję zapachu blooming :)
Dolce&Gabbana, 3 L'imperatrice, woda toaletowa - najcudowniejszy zapach pod słońcem! Oszczędzałam zawartość buteleczki jak tylko mogłam, ale niestety nadszedł już jej czas. Tutaj znajdziecie pełną recenzję - klik.


Revlon ColorStay, podkład do cery suchej i normalnej - ta wersja niestety nie ma tak dobrego krycia, jak wersja do cery tłustej, ale bez wątpienia ma krycie lepsze niż niejeden zwykły, drogeryjny podkład. Używałam go na większe wyjścia, od święta i zdawał egzamin. :)
Lovely, collagen wear volume mascara - mam bardzo mieszane uczucia do tego tuszu. Efekt na rzęsach był okej, kolor mocno czarny, ale niestety produkt kruszył się w ciągu dnia. Tusz był suchy, mimo, że nie był stary. Albo trafiłam na felerne opakowanie, albo maskara okazała się bublem.

Pozdrawiam,
Ewu ;)