sobota, 30 sierpnia 2014

Projekt denko - wakacje cz.1.

Cześć, kochane! Moje wakacyjne denko podzielę na dwie części, aby post nie był zbyt długi. Dzisiaj zapraszam Was nie pierwszą z nich :)


Colodent, pasta do zębów - pasta jak pasta, trochę przeszkadzało mi to, że nie miała mocnego, miętowego zapachu, co bardzo lubię. Poza tym była tania i wydajna :)
Venus, płyn do higieny intymnej - potrzebowałam miniaturki na wyjazd do UK i ta spisała się na prawdę dobrze. Nie podrażniała i starczyła na na prawdę długo.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej - klik do recenzji.
Gilette, Satin care, pianka do golenia - dorwałam ją w UK za 1 funta. Wiele osób ją chwaliło i faktycznie produkt jest super. Ułatwia golenie, nogi nie są potem suche i podrażnione. Polecam!
Original Source, żel pod prysznic o mint and tea tree - przereklamowany. Zapach super, ale niestety strasznie wysuszył moją skórę :-/ I nie tylko moją.. Więcej nie skuszę się na żele OS.


Ziaja, sopot spa, płyn micelarny - super produkt, który odkupiłam nawet w Anglii. Wydajny, tani, delikatny. Czego chcieć więcej? ;)
Batiste, suchy szampon o zapachu cherry - już rozumiem fenomen tych produktów! Obłędny zapach, super działanie i dobra wydajność. Kupiłam kolejny na zapas, bo akurat w Superdrug była promocja.
Oriflame, Optimals, krem na dzień - przyjemny, lekki produkt nadający się pod makijaż. Delikatnie nawilżał skórę twarzy, nie zapychał jej i nie powodował świecenia. Warto zwrócić na niego uwagę.
Isana MED, roll-on - nie znoszę roll-on'ów, ale tylko taką wersję mogłam przewieźć w bagażu podręcznym. Powiem krótko: nigdy więcej! Produkt długo wysychał i bardzo słabo chronił, a to totalnie go u mnie skreśla. Wracam do niezastąpionej Rexony w spray'u!
Palmolive, Delicate care, kremowy żel pod prysznic o zapachu migdała - wow! Dorwałam go za 0,99 pensa i jestem oczarowana! Cudowny zapach, świetna konsystencja, duża piania i co najważniejsze - brak efektu wysuszenia, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że żel delikatnie nawilżał skórę. Rewelacja! Polecam Wam wypróbować :)
Wibo, maskara dolls lash - maskara średnio przypadła mi do gustu, wydaje mi się, że jest o drobinę za sucha, czego baaaardzo nie lubię. Poza tym ma ładny czarny kolor, nie skleja rzęs, nie osypuje się, jest tania i wydajna. 


Nivea, szampon nadający objętości z bambusem i płynną keratyną - oczywiście objętości nie nadawał, ale dobrze mył włosy, nie plątał ich i nie obciążał. Na początku przeszkadzał mi zapach produktu, ale szybko się do niego przyzwyczaiłam. Fajnie, że butla ma 400ml i można dorwać ją na promocji za około 8zł.
Garnier, odżywka z awokado i masło karite - mój KWC! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Nawilża, dociąża (nie obciąża), ułatwia rozczesywanie, pięknie pachnie, a poza tym jest wydajny i tani. Super!
L'biotica, biovax, maseczka regenerująca do włosów suchych i zniszczonych - długo ją męczyłam, a z efeków jestem średnio zadowolona. Wg mnie produkt tak na prawdę obciąża włosy. Owszem, wyglądają one na nawilżone, zdrowe i lśniące, ale przetłuszczają się znacznie szybciej niż po zastosowaniu innej maski / odżywki.


Ziaja, blubel, mydło pod prysznic - za ten zapach jestem w stanie oddać wiele! Prawdziwa mambo-rozkosz dla zmysłów :) Bardzo lubię żele z Ziaji, głównie za zapachy i cenę, ale jakościowo również wypadają super. Polecam :)
Oriflame, swedish SPA, peeling do ciała - cuudo! Produkt pięknie pachnie, świetnie złuszcza, a zarazem nawilża dzięki olejkom zawartym w składzie. To jest to!
Intimea, żel do higieny intymnej - mój kolejny KWC, o którym pisałam w tym poście.
Exclusive, pielęgnacyjny krem do stóp - idealna miniaturka na podróż. Co prawda użyłam jej kilka razy (produkt przywiozła moja mama), ale mogę stwierdzić tyle, że fajnie mentolowo pachnie i daje ukojenie dla zmęczonych stóp :)
Babydream, oliwka dla dzieci - świetny kosmetyk, którego używam tylko do ciała (na włosy średnio mi się sprawdza). Niska cena, dobra wydajność i piękny zapach.

Kochani, niebawem zapraszam Was na drugą część wakacyjnego projektu denko.

Buziaki,
Ewu ;)

piątek, 29 sierpnia 2014

Wakacyjne zakupy z Anglii (i nie tylko) + prezenty!

Heeej po długiej przerwie! Mój dwumiesięczny pobyt w Anglii dobiegł końca, więc powracam do blogowania (mam nadzieje, że całkiem regularnego). Z racji tego, że pierwszy raz byłam w tamtych rejonach napadłam na sklepy jak szalona. Dzisiaj podzielę się z Wami częścią moich zdobyczy (odpuściłam sobie ciuchy, bieliznę oraz prezenty dla znajomych/rodziny, które kupiłam na zbliżające się okazje) - ostrzegam, że post będzie długi! 


W sklepie Poundland, czyli "funciak" dorwałam płyn do higieny intymnej femfresh (nie podrażniło mnie, więc super), szampon Glisskur do włosów zniszczonych oraz wielofunkcyjną odżywkę w sprawu L'oreal, która okazała się jednym z lepszych zakupów tych wakacji i niebawem napiszę Wam o niej coś więcej. Paste Colgate w bardzo wygodnym opakowaniu kupiłam również za 1 funta w sklepie Morrisons.


Oczywiście dopadłam do szafy MUA i zaopatrzyłam się w puder sypki matujący, matowy bronzer, róż w odcieniu candyfloss oraz dwa dostępne rozświetlacze - wersję różową muszę komuś sprezentować, ponieważ średnio mi odpowiada, natomiast wersja złota jest idealna!


Firma MakeUp Revolution robi ostatnio furorę. Nie mogłam się oprzeć i złożyłam zamówienie przez internet, a w nim przyszły mi: paletka cieni matowych Essential Mattes, paletka do brwi w odcieniu light medium,....


... lakiery w kolorach (od lewej): Beautiful helps, Call me naive, Love for sale (wersja glitter) oraz podkład matujący w kolorze Ivory - ma na prawdę super-jasny kolor.


Kolejne zdobycze z MUR to pomadki: Dazzle (seria podstawowa) oraz Barbie is Jealous (wersja I love MakeUp, Lip Geek). Wiem, że ich kolory są podobne, ale uwierzcie mi, że na ustach spisują się zupełnie inaczej - będzie porównanie :)


Poamdki z MUA również kusiły. Dla siebie wybrałam kolor Peachy Keen z serii matowej, a dla przyjaciółki czerwoną (shade 13) z kolekcji podstawowej.


Wszystkie lakiery MUA prezentowały się kusząco, ale dla siebie wybrałam tylko jeden kolor (pierwszy z lewej) - Bright Pink, natomiast dla przyjaciółek Bright Coral i Natural Days. Korektor Cover&Concealer zrobił na mnie nieziemskie wrażenie, o czym również niebawem wspomnę. Natomiast maskara Extreme Curl jest trochę problematyczna, aczkolwiek da się do niej przyzwyczaić :)


Mój M. zakupił mi w Primarku sweterkowy ogrzewacz do dłoni, natomiast mi udało się dorwać zalotkę z wymienną gumką oraz pomadkę (i róż) w sztyfcie z firmy New Cid, która dołączona była jako dodatek do gazety Glamour. Niestety wszystkie napisy już się pościerały, ale sam produkt jest rewelacyjny :)


A tutaj mix zakupów polsko-angielskich. Pierwsze 3 rzeczy zakupione w Anglii to: Batiste o zapachu cherry (rewelacja!), filtr do twarzy Malibu spf 30 oraz krem nawilżająco-matujący Ziaja 25+. W Polsce odwiedziłam sklep firmowy Ziaja, gdzie zakupiłam tonik z serii Liście Manuka oraz krem pietruszkowy pod oczy. W Rossmannie dorwałam na promocji ukochane chusteczki do higieny intymnej Facelle.


Wielka, pikowana kosmetyczka z Primarka musiała przyjechać ze mną! Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, a ja jestem oczywiście w tej pierwszej grupie :)


Jak Primark to musiała być i miętowa listonoszka. To miętowe cudo służyło mi całe wakacje i uważam, że to na prawdę dobry zakup :)


Latarenka na świeczkę pięknie zdobiła Nasz pokój w Anglii i obowiązkowo musiała przyjechać do Polski. Natomiast "surowe" pudełko na chusteczki dorwałam w sklepie HobbyCraft i mam zamiar je po swojemu ozdobić. Wychodzi dużo taniej, a i satysfakcja większa jeśli coś zrobimy sami :)


Poidło dla mojego psiaka to również bardzo udany zakup. Dodatkowo zapłaciłam za nie 0,99 funta, a wczoraj w Tesco (w PL) widziałam za ponad 20 zł :). Ewu nie byłaby sobą, gdyby nie przywiozła kubka - ten z Brytyjskim akcentem dorwałam z Primarku.


Brelok z budką telefoniczną zdobi moje klucze, a pyszna angielska herbata w pięknej puszcze cieszy brzuchy mojej rodzinki. Egg Timer to coś, czym zachwycało się sporo osób w Anglii - nie mogłam być gorsza i obkupiłam rodzinę i znajomych w ten gadżet.


Ozdobne mydełka i pamiątkowe magnezy, których nie mogło zabraknąć! Od razu Wam powiem - kupujcie magnesy i pamiątki w samym sercu Londynu - wbrew pozorom wychodzi tam najtaniej! :)


I teraz przechodzimy do prezentów.. Od jednej z moich przyjaciółek dostałam podkład Avon Calming Effectc, który uwielbiam! Natomiast dziewczyny z bloga RacjaPielęgnacja przysłały mi pięknie pachnącą świeczkę, dwa lakiery (Astor i Opi) oraz pilnik Orly. Dzięki, kochane :*


Na koniec największa i chyba najlepsza niespodzianka - rodzice podczas mojej nieobecności zakupili mi biurko z IKEA, o którym długo marzyłam i oczywiście służy mi ono jako toaletka. Wystarczyło tylko abym dokupiła krzesło (również IKEA) i wszystko tworzy moją wymarzoną całość. Myślę, że niebawem pojawi się post o nowej organizacji kosmetyków :)

To na tyle. Kto dotrwał do końca? ;)

Buziaki,
Ewu ;)