sobota, 20 czerwca 2015

ZMIEŃ SOLARIUM NA KOLARIUM - ciekawostki z kosmetologii


ZMIEŃ SOLARIUM NA KOLARIUM

źródło: http://www.cashmerehair.boo.pl/kollarium.html

O negatywnym wpływie solarium na naszą skórę i zdrowie wie już chyba każdy. Większość świadomych kobiet zamieniło tę metodę na opalanie natryskowe, czy samoopalacze aplikowane samodzielnie w domu. A co powiedzie na łóżko łudząco przypominające to solaryjne, ale kompletnie nie mające z nim nic wspólnego? 

Kolarium to łóżko wyposażone w lampy kolagenowe, emitujące światło widzialne od zielonożółtego do czerwonego. Uważa się, że taki zabieg pobudza syntezę kolagenu i elastyny w naszej skórze. Jak wiecie są to dwa białka, produkowane przez fibroblasty, które odpowiadają za nawilżenie, młody wygląd, jędrność. 

DZIAŁANIE
Łóżko kolagenowe przede wszystkim ma opóźniać procesy starzenia skóry, zregenerować ją, nawilżać, oczyszczać, łagodzić trądzik, zmniejszać blizny (w tym rozstępy) oraz cellulit, rozjaśniać przebarwienia.

BEZPIECZEŃSTWO
*Z kolarium mogą korzystać już osoby młode, nawet od 18. roku życia. 
*Ponieważ światło emitowane przez lampy kolagenowe jest dość mocne zaleca się ochronę oczu specjalnymi okularami. Nie jest to konieczne, aczkolwiek wpływa na komfort podczas korzystania z urządzenia.

METODYKA
Zaleca się wykonanie 15-20 zabiegów (3 razy w tygodniu). Typ karnacji ma tutaj znaczenie podobnie jak w przypadku łóżka solaryjnego. Osoby o bardzo jasnej cerze powinny adaptować skórę zaczynając od 10-minutowego seansu. Końcowe zabiegi w serii można wydłużyć nawet do 18-20 minut.

SOLARIUM + KOLARIUM
Istnieją łóżka wyposażone w oby dwa typy lamp. Wtedy mamy możliwość jednoczesnego opalenia się jak i regeneracji skóry. Wg mnie jest to bezsensowne, ale nie każdy potrafi zrezygnować z solarium. Dla takich osób opcja połączenia tych dwóch metod będzie na pewno dużo lepsza. 

Buziaki,
Ewu ;)

piątek, 19 czerwca 2015

PharmaCF, Cztery Pory Roku, glicerynowy krem do rąk i paznokci z wiśnią japońską

Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją typowego średniaka. Bardzo lubię dbać o swoje dłonie, uważam, że są one wizytówką każdej kobiety. Mój zawód, a także domowe obowiązki, zmuszają mnie do częstego moczenia skóry rąk w wodzie, detergentach itp. Stąd też regularne wykonywanie peelingów, nawilżanie oraz ochrona przeciwsłoneczna to u mnie podstawa!


Kremy Cztery Pory Roku kojarzą mi się z dzieciństwem. Wtedy był na nie prawdziwy szał i można było dostrzec je w torebce / łazience każdej kobiety. Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie skusiłam się na wersję mini (50 ml) - idealną do torebki. Oczywiście moją uwagę przykuła różowa tubka z kwiatowym wzorem. Producent obiecuje, że produkt pachnie jak wiśnia japońska. Pojęcia nie mam jak naprawdę pachnie ta roślina, ale muszę przyznać, że aromat kremu jest przyjemny dla mojego nosa :)


Miękka tubka z łatwością wydobywa produkt, a odpowiednich rozmiarów otworek dozuje jego odpowiednią ilość. Jeśli chodzi o skład to z opakowania krzyczy napis: witamina F (mieszanina kwasów - NNKT) i olej canola (czyli olej rzepakowy). Wydawałoby się super jak za cenę 2-3zł, ale wystarczy spojrzeć na tył tubki i prawdziwy esej INCI:

Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Canola Oil, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Prunus Serrulata Flower Extract, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, Ceteareth-20, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Arachidonate, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate

Poza kilkoma minusami (parafina, parabeny) dopatrzyłam się całkiem dużego plusa - tokoferolu, czyli witaminy E - bardzo ważnego przeciwutleniacza w pielęgnacji skóry :) 

Przejdźmy do najważniejszego, czyli do działania. Tak jak wspominałam na początku - moje dłonie są wymagające ze względu na warunki w jakich pracują. Krem Cztery Pory Roku tworzy na ich okluzyjną warstwę, która daje efekt nawilżenia i gładkich dłoni, ale niestety jest to zjawisko chwilowe (chociaż nie aż tak krótkotrwałe jak mogłoby się wydawać). Ot, taki krem do noszenia w torebce i stosowania "w razie W". Ja bez pamięci kocham produkty Isana (z mocznikiem oraz migdałowy z edycji limitowanej) i przekonuję się, że co raz ciężej im dorównać. 

Czy polecam? Dla bardzo wymagających dłoni nie, ale jeśli nie macie z nimi problemu to jak najbardziej taki produkt powinien Wam wystarczyć. Dodatkowo jego niska cena, dobra wydajność i na prawdę przyjemny zapach działają na korzyść mojej opinii. 

Pozdrawiam,
Ewu ;)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Oceania, żel pod prysznic wanilia & rabarbar

O tym, że Biedronka często kusi swoimi produktami kosmetycznymi wie chyba każda z Nas. I ja ulegam tym pokusom - czasem słusznie, czasem nie. Jak było w tym przypadku? Zapraszam na post :)


Ogromny 500 ml żel kusił nie tylko ceną, ale i iście wakacyjnym różowo-fuksjowym kolorem. Postanowiłam wydać około 4 zł i skusić się na tego olbrzyma. Butelka faktycznie jest bardzo wąska i wysoka, a co z tym idzie - mało stabilna. Ustawiam produkt na brzegu wanny i bardzo często różowy gigant z impetem wpada mi do wody. Mała pierdoła, a uwierzcie, że czasem potrafi zirytować. Jeżeli chodzi o zapach kosmetyku to nie przypomina mi on ani wanilii, ani rabarbaru (ale to tylko moje odczucie, a raczej mojego upośledzonego węchu). Pachnie po prostu lekko słodko i lekko odświeżająco. Konsystencja żelowa zapewnia dużą wydajność produktu, ale wpływa na to także odpowiedniej ilości dziurka - aplikator. Oczywiście za sprawą niezbyt udanego składu (sls i nie tylko) piania jaką wytwarza żel Oceania jest ogromna. Na szczęście fakt nie najlepszych substancji zamkniętych w opakowaniu nie wpłynął negatywnie na moją skórę. Kosmetyk nie wysuszył, ani nie podrażnił ciała. Ogólnie jestem w stanie ten produkt polecić - cena, wydajność, pojemność i przyjemny zapach składają się na dobry żel pod prysznic, którego z przyjemnością używam podczas kąpieli.

Buziaki,
Ewu ;)

niedziela, 7 czerwca 2015

New in - nowości w mojej kosmetyczce

Ostatnio do mojej kosmetyczki wpadło kilka nowych produktów. W zasadzie wszystkie z nich to kosmetyki kultowe, z pewnością Wam znane. Ja też część z nich już kiedyś miałam, a część postanowiłam przetestować. Zapraszam na krótki haul :)


*Sun Ozon, mleczko samoopalające do karnacji normalnej i ciemnej - wcześniej używałam tego kosmetyku w wersji w spray'u. Średnio mnie wtedy usatysfakcjonował, więc postanowiłam spróbować wersję w balsamie. Zapach pozostawia wiele do życzenia (aplikuję produkt wieczorem po peelingu kawowym, a rano koniecznie muszę się wykąpać) - jest nieprzyjemny i długotrwały. Sam produkt rozprowadza się bardzo dobrze, ma postać białego mleczka, które szybko się wchłania. Opalenizna widoczna jest po kilku godzinach. Kolor jaki uzyskujemy bardziej przypomina pomarańczowy, ale mi osobiście odpowiada. Niestety w moim przypadku nie obeszło się bez nieestetycznych plam (dochodzę do wprawy ;)). Opalenizna po 2 aplikacjach utrzymuje się kilka dni. Koszt: ok 8 zł
*Babydream, oliwka pielęgnacyjna - uwielbiam ten kosmetyk za zapach i działanie. Zużyłam już kilka opakowań. Smaruję się nim zwykle na noc, ale czasem też na dzień. Oliwka całkiem szybko się wchłania i pięknie nawilża ciało. Zapach również jest całkiem długotrwały. Koszt: ok 8 zł
*Garnier, Ultra Doux, odżywka do włosów z awokado i masło karite - ten kultowy kosmetyk miałam w swoich zbiorach już kilka razy. Bardzo go lubię za zapach, działanie i wydajność. Włosy po użyciu tej odżywki są nawilżone i wygładzone. Koszt: ok 10 zł
*Batiste, suchy szampon, coconut & exotic tropical - wcześniej skusiłam się a wersję cherry i byłam oczarowana zarówno zapachem jak i działaniem. Szampon tropikalny pachnie równie obłędnie, ale nieco za słodko na panujące upały (zapach jest bardzo długo wyczuwalny). Jeśli chodzi o działanie to jestem zachwycona. Robi to co ma robić, łatwo wyczesuje się z włosów, nie tworzy hełmu :) Koszt: ok 15 zł
*Palmolive Naturals, Calming care, mleczko pod prysznic - uwieeeelbiam te mleczka! Używałam ich w Anglii i zakochałam się na zabój :) Zapachy są obłędne, konsystencja rewelacyjna, wydajność powalająca, a piana jaka się tworzy aż chce uciec z wanny. Produkt ten nie wysusza skóry i na dość długi czas otula ją przyjemnym zapachem.  Koszt: ok 16 zł

Buziaki,
Ewu ;)