piątek, 30 października 2015

Calvin Klein One Shock

Uwielbiam wody perfumowane i toaletowe, inwestować w nie oraz patrzeć jak dumnie ozdabiają moją toaletką. Zapach, którym psikam się na co dzień dodaje mi pewności siebie. Bez niego czuję się zupełnie tak, jakbym zapomniała czegoś na siebie ubrać. W swojej kolekcji zapachowej posiadałam różne produkty - tańsze, droższe, lżejsze, mocniejsze. Wszystkie linki do moich wcześniejszych recenzji podam Wam na końcu posta :)

Dzisiaj natomiast królem wpisu będzie zapach Calvin Klein ONE Shock EDT (100ml). Na początku sierpnia szukałam dla siebie nowego zapachu. Być może swoją decyzję podjęłam nieco pochopnie..


poniedziałek, 26 października 2015

Bielenda Professional, kolagenowa maska algowa

O tym, że kocham algi pisałam Wam milion razy. W końcu przyszedł czas na solidną recenzję tego nieziemskiego, w moim mniemaniu, produktu. Od 2 lat stawiam tylko i wyłącznie na algi firmy Bielenda Professional (miałam do czynienia również z firmą Clarena, ale Bielenda jest mi dużo bliższa :)). Uwielbiam je dosłownie za wszystko - zapach, działanie, wydajność oraz ogromny wybór w zależności od potrzeb skóry.


czwartek, 22 października 2015

Tangle Teezer Compact po 2 latach

Parę lat temu (prawie 4) po raz pierwszy spotkałam się ze szczotkami Tangle Teezer / Detangle Brush (klik klik). Od tamtej pory jestem w nich szczerze zakochana, a moje włosy codziennie potwierdzają, że to dobry wybór. Dlaczego? O tym w dalszej części posta.


wtorek, 20 października 2015

Rival de Loop, krem na noc + gdzie się podziewam?

Witajcie kochani po dość długiej przerwie. Faktycznie po raz kolejny muszę wspomnieć, że solidnie zaniedbałam swoje miejsce w sieci. O ile przeglądanie portali społecznościowych zajmuje mi chwilę i mogę to uczynić w wielu momentach mojego dnia, o tyle wykonanie zdjęć, obrobienie ich oraz napisanie recenzji na blogu pochłania nieco więcej czasu. W związku z tym blog odszedł stanowczo na tor boczny. Codziennie myślę o tym, aby coś napisać. Codziennie mam masę nowych pomysłów na posty (nie tylko kosmetyczne). Ale gdzie ten czas na ich zrealizowanie? No cóż, może wszystko będzie szło w dobrym kierunku i ja zacznę się tutaj częściej pojawiać. Chciałabym także zmienić nieco ideę tej strony ze stricte kosmetycznej na bardziej lifestyle'ową. Co Wy na to? 

Tymczasem przechodzę do recenzji kremu Rival de Loop na noc. Produkt zakupiłam w okazyjnej cenie na promocji w Rossmannie, jednak nie tylko ona skusiła mnie, aby wrzucić krem do koszyka. 
Od lat firma RdL obijała mi się o uszy. Początkowo skusiłam się na kapsułki - rybki i faktycznie byłam zadowolona. Kolejnym krokiem było właśnie zakupienie kremu z myślą o codziennym jego używaniu i solidnym przetestowaniu.


Przyjemny zapach produktu z pewnością umila mi codzienną wieczorną rutynę. Solidne i dość ciężkie opakowanie zawiera 50ml kremu, którego zabarwienie jest jasno zielonkawe. Konsystencja mimo, że niezbyt gęsta to jednak bardzo treściwa. Łatwo przedobrzyć z nabraniem ilości kremu ze słoiczka - na wysmarowanie twarzy i szyi wystarczy na prawdę o drobina. Od razu ten fakt mnie ucieszył, ponieważ wiem, że kosmetyk RdL będzie bardzo wydajny i posłuży mi na kolejne kilka miesięcy. W kwestii działania tego kremu na moją twarz muszę przyznać, że jest dobrze. Produkt przyjemnie nawilża cerę, nie pozostawia tłustego filmu, nie zapycha, ani nie podrażnia. Rano buzia faktycznie jest odpowiednio nawilżona i sprężysta. Z przyjemnością sięgam po ten kosmetyk każdego wieczora i rozważam zakup innych kosmetyków firmy Rival de Loop. 

Dajcie znać jakie produkty Rival de Loop używaliście i jakie polecacie :)

Buziaki,
Ewu ;)