piątek, 15 stycznia 2016

Ulubieńcy roku 2015 - kolorówka

Zapraszam Was dzisiaj na podsumowanie 2015 roku :) Zacznijmy od kolorówki, której na prawdę sporo odkryłam. Niektóre kosmetyki, które dziś pokażę to klasyki - ja oczywiście jestem jedną z ostatnich osób testującą te cuda :)




*Bourjois, Healthy Mix (52) - obłędny, nawilżający podkład, który na buzi wygląda niezwykle naturalnie i pięknie wyrównuje jej koloryt. Na pewno poświęcę mu osobny post :)
*Rimmel, Wake Me Up (ivory) - tego podkładu używam zawsze, gdy się nie wyśpię, gdy moja skóra jest szara, blada i płaska. Kosmetyk zawiera w sobie drobinki rozświetlające, które zupełnie mi nie przeszkadzają, a za to fajnie dodają blasku skórze.
*Manhattan, Wake up concealer (kolor najjaśniejszy) - super korektor pod oczy o idealnym odcieniu. Produkt fajnie kryje, ładnie rozświetla oko i nie podkreśla zmarszczek, ani suchych skórek. Jest wydajny i trwały na twarzy. Bardzo polecam!
*Catrice, camuflage (010) - to także świetny korektor-kamuflaż, ale  nie pod oczy. Używam go na wypryski, przebarwienia, mój cały czerwony nos oraz na powieki do wyrównania kolorytu i jako bazę pod cienie. Jestem zakochana, bo w tych wszystkich aspektach kamuflaż sprawdza się super!


*Cosmetics Zone, lakiery hybrydowe - jak widzicie kolekcja moich hybryd prężnie się powiększa. Jestem w nich zakochana, ponieważ mają piękne kolory, długotrwały połysk no i trzymają się znacznie dłużej niż lakiery tradycyjne. Ze względu na moją pracę trwałość hybryd jest różna, ale nigdy nie krótsza niż 7 dni. Dla mnie to i tak sporo, ponieważ zwykły lakier odpadłby mi po góra 2. Oczywiście produkty Cosmetics Zone nosiłam nawet i 3 tygodnie, ale często zmieniam je szybciej ze względu na nieestetyczny odrost. Baza pod lakier hybrydowy tej firmy jest jedną z lepszych, ponieważ nie niszczy płytki paznokcia, sprawdziłam to nie tylko na sobie :) Gorąco polecam :) A tutaj nieco więcej o mojej przygodzie z hybrydami - klik klik


*Max Factor, puder sypki - rewelacyjny produkt, który pozostawia na twarzy piękne, satynowe wykończenie i na długo ją matuje. Oczywiście jest to zależne, czym nałożę puder - w przypadku aplikacji puszkiem mat trzyma krócej, natomiast przy aplikacji pędzlem flat top z Hakuro nie poprawiam makijażu w ciągu dnia praktycznie wcale. Tutaj większa recenzja - klik klik
*W5, bronzer Honolulu - obłędny, matowy bronzer, który pięknie wygląda na twarzy! Jestem w nim zakochana i żałuję, że dopiero teraz pojawił się w moich zbiorach.
*I heart Make Up, Blushing Hearts - ten cudny róż w serduszkowym opakowaniu ujął mnie od pierwszego wejrzenia, głównie ze względów wizualnych. Jak się okazało - jakościowo produkt wypada równie świetnie. Moje zestawienie kolorystyczne (serce ma 3 odcienie różu) pozwala na uzyskanie efektu zimnego / mroźnego oraz nieco bardziej cukierkowego. Produkt utrzymuje się na twarzy cały dzień oraz zwiera drobinki, które z pewnością nie każdemu przypadną do gustu.


*Bell, Glam & Sexy mascara - bardzo fajny i tani tusz. Głównie zadowoliła mnie szczoteczka, ale jakości produktu również nie mam niczego do zarzucenia. Tusz dobrze się utrzymywał, nie osypywał, nie sklejał rzęs i miał mocny, czarny kolor.
*Inglot, cienie do powiek - odkryłam je na nowo, a głównie odcienie połyskujące. Kolor szampański skradł moje serce i miałam go na swoich oczach niemal każdego dnia w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni. Dużo moich klientek zwracało na niego uwagę, a nawet poprosiło o użycie takiego koloru w makijażu studniówkowym :)
*Inglot, pomada do brwi - mój kolor to 12. Przyznam szczerze, że bardzo bałam się "mokrego" produktu do brwi, ponieważ od lat podkreślałam je cieniem. A jest czego żałować :) Pomada sprawdza się rewelacyjnie, a dzięki swojej gęstej konsystencji pomaga utrzymać brwi w ryzach :)
*Rimmel, glameyes maskara - obłędny tusz ze świetną silikonową szczoteczką! Mój kolor to black brown, ale na rzęsach i tak wygląda na czarny :) Szczoteczka świetnie łapie każdą rzęsę, rozdziela je i pięknie wydłuża, a ja wcale nie muszę się natrudzić, aby taki efekt uzyskać :) Jestem zachwycona!


*Avon, pomadka Iced Champink - nie lubiłam jej, ale nałożona na konturówkę, o której napiszę za chwilę, wygląda tak pięknie i daje tak niepowtarzalny nieco mroźny efekt, że nie było osoby, która nie zapytałaby co mam na ustach :)
*Golden Rose, Classics nr 307 - świetna konturówka, o bardzo neutralnym, choć widocznym, kolorze. Nakładam ją głównie jako bazę pod różne szminki, sporadycznie stosuję ten produkt solo. Delikatnie wysusza i podkreśla suche skórki, ale grunt do dobry balsam do ust. U mnie nie utrzymuje się aż cały dzień jak to niektórzy chwalili, ale kilka godzin bez problemu. Jestem zadowolona :)
*W7, balsam do ust o zapachu wiśniowym - słodkie jajeczko, które pachnie przepięknie i dobrze działa :) Używam go jako bazę pod produktu kolorowe i nie mam mu nic do zarzucenia. Polecam!


Druga część ulubieńców z produktami do pielęgnacji pojawi się niebawem :)

Ewu ;)

7 komentarzy:

  1. Oba podkłady znam, mam i jestem od nich uzależniona :) z nowości zaciekawiło mnie jajeczko W7 kuszą mnie tak oryginalnie zapakowane balsamiki

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypróbuj koniecznie płynną wersję kamuflażu Catrice - jest świetny pod oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tusz z Bell dla mnie jest za ciężki, strasznie obciążał rzęsy, co do pomady do brwi ja nie mam odwagi spróbować

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam jedynie kiedyś próbkę tego podkładu Rimmel, ale u mnie bez rewelacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podkład Healthy Mix mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bourjois znam ale z innego podkładu, też był świetny, generalnie ta marka sprawdza się u mnie jak dotąd na medal :)

    OdpowiedzUsuń