niedziela, 19 lutego 2017

Kosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni - Inglot, Wibo, Manhattan, Yves Rocher, Elgon i inne.

 Dawno nie wspominałam o aktualnych ulubieńcach w mojej kosmetyczce, a pojawiło się ich w ostatnim okresie całkiem sporo. Zarówno z pielęgnacji jak i z kolorówki przetestowałam masę nowych, dotąd nieznanych mi produktów. Oczywiście niektóre z nich już od dawna podbijają internet, ale jak na początkującą minimalistkę przystało - próbowałam najpierw zużyć zapasy, a potem dokupować nowe kosmetyki (no, chyba że zdarzyła się jakaś kusząca promo, której trudno się oprzeć ;)). Zapraszam do przeglądu ulubieńców z ostatnich tygodni (nawet dwóch miesięcy).


 Inglot, pudry do konturowania HD (505 i 503) - ostatnio odkrywam markę Inglot i zakochuję się coraz bardziej! Do przetestowania pudrów konturujących skłoniłyście mnie Wy. Chłodny odcień brązera, który ani trochę nie wpada w rudo-ceglasty to było moje marzenie - i udało się. Kolor 505 idealnie pasuje do mnie i mojej urody (a zaznaczam, że u wielu osób sprawia wrażenie brudnej twarzy, zatem najpierw przetestujcie go w salonie, a potem kupujcie). Moim zdaniem produkt ten idealnie, lecz nienachalnie konturuje twarz. Łatwo się blenduje, nie tworzy plam. Natomiast kolor 503 to bardzo jasny puder do rozświetlania np. okolicy pod oczami. Powiem szczerze, że tutaj oczekiwałam czegoś więcej, aczkolwiek efekt rozświetlenia jak najbardziej jest. Ponad to kosmetyk utrzymuje korektor (właśnie pod oczami) przez cały dzień.


 Manhattan, puder 2w1 (15 porcelain) - ten produkt wrzuciłam do koszyka trochę z braku laku, został jako jeden z nielicznych jasnych pudrów w kamieniu na słynnych promocjach w Rossmannie. Jak się okazało jest to kosmetyk 2w1, którym można budować krycie. Ja jestem nim szczerze zachwycona! Puder świetnie matuje twarz i faktycznie kryje. Kiedy moja cera nie wymagała nałożenia podkładu to używam tylko pudru Mahnattan, który spisywał się super. Trzyma mat na twarzy bardzo długo, nie waży się i nie zbiera. Oczywiście podczas kataru i mnóstwa suchych skórek podkreślił je, ale jeszcze nie znalazłam takiego, który by tego nie robił. Kosmetyk nie zapchał mojej skóry.
 Rimmel, podkład match perfection (010 light porcelain) - to kolejny ulubieniec pod względem krycia i matowego efektu utrzymującego się długo na mojej twarzy. Podkład mimo, że dość dobrze kryje to nie tworzy efektu maski. Moja cera długo się nie świeci i wygląda dobrze. Ponad to kosmetyk ma faktycznie jasny kolor bez różowych tonów i nie zapycha porów. Dzięki pompce aplikacja jest czysta, szybka i przyjemna. Na pewno kupię kolejne opakowanie!


 Wibo, lip define penicil (02) - na tą konturówkę do ust namówiła mnie własna ciocia i bardzo jej za to dziękuję! Produkt ma idealny kolor na codzień - brudny róż, ale z żywymi tonami (swatch na zdjęciu poniżej). Ponad to konturówka jest nie za miękka i nie za twarda, po prostu idealna! Z łatwością obrysowuję nią usta i wypełniam środek. Trzyma się dobrze, kilka godzin z piciem i nieznacznym jedzeniem (tłustego obiadu raczej nie przetrwa ;)). Używam jej namiętnie i inne produkty poszły póki co w odstawkę ;)


 Inglot, cielista kredka na linię wodną (05) - długo nie wierzyłam, że jakakolwiek kredka utrzyma się na mojej linii wodnej choćby 30 minut (na metodę z korektorem-kamuflarzem jakoś nie potrafiłam się zdecydować) dopóki nie poznałam tego cuda od Inglot! Kredka nie jest wybitnie tania (35zł), ale warta każdej złotówki! Jej kolor jest idealnie cielisty, a nie chamsko biały (swatch na zdjęciu powyżej). Produkt jest miękki, przyjemny dla oka. Wydajność oczywiście ogromna! No i przejdźmy do najważniejszego, czyli trwałości. Moi drodzy sama nie dowierzałam, ale TAK! Ten produkt trzyma się na mojej linii wodnej niemal cały dzień! 10h to dla niego żaden wyczyn (rzadko kiedy noszę makijaż dłużej). Jestem oczarowana i zachwycona! Inglot, oby tak dalej :)


 BeBeauty, łagodzący żel-krem do demakijażu - ostatnio nie mogłam znaleźć na Biedronkowych półkach mojego ukochanego żelu do demakijażu (klik klik), a więc sięgnęłam po nowość, do której byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Na szczęście okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Produkt ma konsystencje żelo-kremu tak jak obiecuje producent. Pięknie pachnie, nie szczypie w oczy oraz nie uczula. Ponad to idealnie domywa makijaż i zanieczyszczenia z mojej twarzy! Dzięki wygodnej pompce użytkowanie jest szybkie i przyjemne. Koniecznie skuście się na tą nowość :)
 Sylveco, pomadka z peelingiem - moje usta ostatnimi czasy przeszły same siebie. Mnóstwo suchych skórek, zadziorków, szczypanie.. Nie mogłam użyć na nie nic oprócz nawilżającego balsamu, gdyż każda pomadka wyglądała okropnie. Z pomocą przyszła apteka i marka Sylveco. Skusiłam się na pomadkę z peelingiem, która całkiem odmieniła moją pielęgnację ust! Produkt przyjemnie pachnie, a jeszcze lepiej działa! Bazę pomadki stanowiom odżywczy olej z wiesiołka bogaty w NNKT, wosk pszczeli, olej sojowy, wosk carnauba i wiele innych cennych składników, natomiast drobinki ścierające to nic innego jak cukier brązowy. Skład produktu faktycznie przykuwa uwagę i zachęca do przetestowania innych kosmetyków tej marki. Pomadka idealnie peelinguje usta, a jednocześnie nawilża je i pozostawia miłe w dotyku, takie tłuściutkie. Obłędne jest to, że cena tego cuda to niecałe 10zł! Hit :)


 Yves Rocher, oliwkowy żel po prysznic oraz oliwkowe mleczko do ciała - Mikołaj wie co lubię i postanowił doposażyć moją łazienkę w te dwa cuda! W dwóch ogromnych i ładnych opakowaniach zamknięte są: żel i mleczko do działa o właściwościach relaksujących. Żel dobrze się pieni, pięknie pachnie, nie wysusza skóry i dobrze ją domywa. Niestety moim zdaniem jest dość słabo wydajny w porównaniu z mleczkiem. No i przejdźmy do niego. Pompka ułatwia sprawę i aż chce się balsamować ciało! Ponad to zapach jest równie intensywny jak w przypadku żelu i utrzymuje się dość długo na ciele. Produkt dobrze nawilża i łagodzi moją skórę. Szybko się wchłania - często używam go także rano przed wyjściem do pracy. Oby dwa kosmetyki poprzez swój piękny zapach faktycznie zapewniają mi aromaterapię, po której czuję się zrelaksowana :) Z pewnością sięgnę po kolejne warianty zapachowe - dajcie znać, które szczególnie polecacie!


 Organic shop, maska do włosów z awokado i miodem - pierwszy raz mam styczność z tą marką, ale powiem Wam, że na pewno nie ostatni. To, co ta maska w przeuroczym opakowaniu robi z moimi włosami to prawdziwa petarda! Nakładam ją na 1-2 min tak jak zaleca producent lub pod czepek na tak długo jak mam czas - od 15 min do 45 min. Po zastosowaniu produktu włosy są nawilżone, nabłyszczone oraz lepiej się rozczesują. Dostałam kilka komplementów o tym jak moje pasma błyszczą, a dodam, że są one bardzo długie i regularnie farbowane :) Kosmetyk ma przyjemny, lecz nienachalny zapach, a jego konsystencja mimo, że treściwa to nieco przypomina mi lekki mus :) Koniecznie muszę zaznaczyć, że maska nie obciąża włosów nawet, gdy trzymam ją długo. Myślę, że inne produkty z tej firmy muszą się niedługo u mnie znaleźć - aż ciekawość mnie zżera! :)
 Joanna Ultra Color System, odżywka do włosów blond, rozjaśnianych i siwych - uwielbiam pielęgnować moją blond czuprynę i podbijać jej kolor. Joanna wysuwa się przed szereg na tle różnych produktów do blondu jakie testowałam (polecam jeszcze serię Balea - klik). Zaletą tych kosmetyków jest na pewno łatwa dostępność oraz cena. Ale na tym nie koniec, bo odżywka ponad to pięknie pachnie i cudownie pielęgnuje moje blond pasma! Nakładam ten produkt dosłownie na chwilę i zaraz spłukuję. Nie dość, że włosy są gładkie, odżywione i miłe w dotyku to jeszcze kolor zostaje mocno podbity. Oczywiście największy efekt uzyskuję wtedy, kiedy użyję jeszcze szamponu z tej serii (klik klik).


 Isana, olejek 2w1 - jak ja się cieszę, że trafiłam na ten kosmetyk! Oczywiście skusiło mnie opakowanie, ale na zawartości wcale się nie rozczarowałam. Produkt ma za zadanie poprawiać wygląd końcówek naszych włosów, co oczywiście robi, a ponad to nie obciąża ich. Nakładam go zawsze na suche lub prawie suche włosy (końcówki). Druga rola produktu to ochrona przed wysoką temperaturą. Niestety nie jestem w stanie sprawdzić, czy to działa, a poza tym wolałabym taki kosmetyk nakładać na całe pasma, a nie tylko końcówki (bo rzecz jasna, że olejek Isana nie nadaje się dostosowania na całe włosy). Jednak w zupełności wystarcza mi to, że kosmetyk poprawia wygląd końcówek włosów i nawilża je.
 Elgon sublima, odżywka w sprayu 10w1 - ten produkt pachnie po prostu obłędnie, a działa jeszcze lepiej! Ma kilka zadań m.in. chronić przed wysoką temperaturą (tutaj w przeciwieństwie do Isany spryskuję prawie całe włosy, omijam tylko skalp), ułatwiać rozczesywanie, dbać o kolor, zapobiegać puszeniu i zwiększać objętość. Nie zgodzę się jedynie z ostatnim stwierdzeniem, ale muszę dodać, że moje włosy są długie i cięzkie i raczej nic nie jest w stanie dodać im objętości. Pod resztą zadań podpisuję się i mogę ten kosmetyk polecić. Jego zapach trzyma się na włosach na prawdę długo, co uważam za ogromny plus. Koniecznie przetestujcie :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam konturówki Wibo. Maja piękne kolory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie muszę przyjrzeć się pozostałym odcieniom :)

      Usuń
  2. konturówka z Wibo ma piękny kolor, a pomadka-peeling Sylveco to i mój ulubieniec ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kosmetyki Ingleton są faktycznie nieźle. Znam te pudry do konturowania i też je sobie chwaliłam. Pomadka z peelingi peelingiem Sylveco też u mnie robi dobrą robotę. Aż żałuję, że będąc w Polsce kupiłam tylko jeden egzemplarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być i Ingleton, brzy nawet fajnie :D

      Usuń
  4. Mam puder Inglot 505, pokruszył mi się dziad jeden :/ no ale kolor piękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooj, to nie dobrze :-/ Próbowałaś ratować go spirytusem?

      Usuń
    2. Nie lubię się w takie rzeczy babrać, przerobiłam go na sypki bronzer :)

      Usuń